Andrzej Poczobut chce wrócić na Białoruś. "Ryzyko uwięzienia jest bardzo duże"
Dziennikarz Andrzej Poczobut został uwolniony przez reżim Łukaszenki. Obecnie przebywa w Polsce, ale już zapowiedział, że będzie chciał wrócić na Białoruś. - Obawiam się, że ryzyko jego ponownego uwięzienia jest bardzo duże - mówi w rozmowie z o2.pl Vincent V. Severski, były oficer wywiadu.
Andrzej Poczobut, polski dziennikarz i działacz na rzecz naszej mniejszości na Białorusi, został uwolniony w ramach wymiany więźniów na zasadzie "pięciu za pięciu" we wtorek 28 kwietnia. Informację ogłosił Donald Tusk. Premier polskiego rządu wrzucił do sieci fotografię z Poczobutem, zrobioną na granicy z Białorusią.
Przypomnijmy, że dziennikarz został zatrzymany przez władze w Mińsku 25 marca 2021 r. za krytykę Alaksandra Łukaszenki. Poczobut, od lat współpracujący z polskimi mediami, trafił do aresztu, a następnie został skazany 8 lutego 2023 r. na osiem lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze pod zarzutami "wzniecania nienawiści" i działania przeciwko państwu. Jego apelacja została odrzucona, a karę odbywał w kolonii w Nowopołocku. Po tym, jak trafił do Polski, został przewieziony do szpitala MSWiA w Warszawie.
Tak wyglądało uwolnienie Poczobuta
Polskie władze ogłosiły znaczący sukces. Prezydent Karol Nawrocki podkreślił rolę Donalda Trumpa i Johna Coala, amerykańskiego wysłannika na Białoruś. Premier Tusk i minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak zwrócili uwagę na działania służb. Również Vincent V. Severski, były agent wywiadu, obecnie autor powieści szpiegowskich, wskazuje na kluczową rolę wywiadu.
- Ludziom często wydaje się, że prezydent chwyta za telefon i dzwoni do swojego odpowiednika w Stanach Zjednoczonych, prosząc go o pomoc w uwolnieniu więźnia. I oczywiście później prezydent USA dzwoni do Łukaszenki i mówi: "Puść moich ludzi, bo inaczej wyślę bombowce." Tymczasem politycy dają jedynie zielone światło dla podjęcia działań. Mówią: "Podejmijcie je, od strony politycznej będziecie zabezpieczeni." Dopiero wówczas rusza wielka machina, której elementami są Agencja Wywiadu, kontrwywiad, Ministerstwo Spraw Zagranicznych. To są bardzo skomplikowane działania, w tym operacyjne, trwające miesiącami. Każda postać ma tutaj swoje znaczenie - mówi o2.pl Vincent V. Severski.
- Łukaszenka wiedział doskonale, że ma "brylant" w postaci Andrzeja Poczobuta, na którym stronie polskiej bardzo zależało. Zdawał sobie sprawę, że może zażądać czegoś specjalnego. Dlatego te działania, wieloaspektowe, wielotorowe i, podkreślam, również działania operacyjne nie tylko polskich służb i dyplomacji, ale także zaprzyjaźnionych, trwały tak długo. Efekt, który wszyscy widzą na granicy, to jest dopiero "grande finale". Zanim do tego dojdzie, trwa naprawdę bardzo trudna, żmudna operacja - zaznaczył ekspert.
Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski, poinformował, że w wymianie uczestniczyło co najmniej kilka agencji, m.in. rosyjska FSB, mołdawska SIS czy amerykańska CIA oraz rumuńska SIE. Oprócz Poczobuta wolność odzyskali m.in. oficerowie SIS aresztowani przez FSB. Z kolei na Białoruś lub do Rosji wrócili m.in. Nina Popowa, żona wysokiej rangi oficera rosyjskiego wywiadu wojskowego czy Alexandru Bălan, były wiceszef SIS, który wykradał informacje dla białoruskich służb. To pokazuje, jak skomplikowana była cała akcja.
- Trzeba podkreślić, że to jest wielki sukces naszej polskiej Agencji Wywiadu, ale także kontrwywiadu i dyplomacji. Musimy przypominać o tym, że jest to efekt ciężkiej pracy wielu ludzi przez lata, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Politycy oczywiście zbierają owoce tych działań. Nie ma w tym nic wyjątkowego. Tak jest wszędzie i zawsze. My mamy sukces, bo odzyskaliśmy naszych. Strona rosyjska i białoruska także przedstawiają to wydarzenie w kategoriach sukcesu. Obie strony uznają, mówiąc brutalnie, że wygrały ten "przetarg" - wskazuje Severski.
Jak, zdaniem naszego rozmówcy, mogły wyglądać trwające miesiącami negocjacje?
- Mamy kontakty, można to tak ująć, ze służbami po tamtej stronie. Poza tym utrzymujemy relacje dyplomatyczne, prawda? Są więc dyplomaci w pełni kompetentni, aby prowadzić takie rozmowy. Nie wykluczam jednak, że w negocjacjach mogli uczestniczyć także bezpośredni przedstawiciele naszych władz. Tego typu rozmowy bywały prowadzone różnymi kanałami. Wymiana szpiegów na moście Glienicke również odbywała się najczęściej z udziałem pośredników, choćby słynnego niemieckiego adwokata, Wolfganga Vogla. Wszystko zależy od tego, jak ustawią się obie strony, do jakich wniosków dojdą i jaka forma negocjacji okaże się najkorzystniejsza - ocenia były agent wywiadu.
Poczobut chce wrócić na Białoruś. "Ryzyko jest bardzo duże"
Bartosz T. Wieliński, dziennikarz "Gazety Wyborczej", poinformował, że Andrzej Poczobut jest zdeterminowany, aby powrócić na Białoruś. - Każdemu mówi, że chce wrócić na Białoruś, bo białoruscy Polacy nie mogą zostać bez opieki - napisał w artykule dla "GW". Andrzej Poczobut nie chciał ponoć początkowo wyjechać do Polski. Miał odmówić funkcjonariuszom KGB. Urzędnicy białoruscy mieli zapewnić opozycjonistę, że będzie mógł wrócić do kraju. Dopiero wówczas się zgodził.
- To, że Andrzej Poczobut chce wrócić na Białoruś, jest bardzo poruszające, właściwie mówi o nim wszystko. Zresztą lata, które spędził w więziennych warunkach, są aż nadto wymownym świadectwem. Trzeba jednak cały czas pamiętać o losie Nawalnego. On również wrócił do kraju. Wiemy, jak to się skończyło. To są reżimy, którym nie można zaufać w żadnym stopniu. Wartości wyznawane przez Andrzeja Poczobuta, tak cenne dla nas, tam nie mają żadnego znaczenia. Obawiam się, że ryzyko jego ponownego uwięzienia jest bardzo duże, bo z całą pewnością nie przestanie walczyć o swoje ideały - analizuje Severski.
Przypomnijmy, że Aleksiej Nawalny był rosyjskim politykiem opozycyjnym, prawnikiem i publicystą. Wielokrotnie organizował demonstracje i protesty przeciwko władzy Władimira Putina. Był też kandydatem w wyborach na mera Moskwy w 2013 roku, gdzie zdobył ponad 27 proc. głosów. W 2020 roku został ciężko otruty bojowym środkiem chemicznym z grupy Nowiczok. Leczenie przeszedł w Niemczech.
Mimo zagrożenia postanowił wrócić do kraju. W 2021 roku już w Rosji został natychmiast aresztowany i skazany w procesie politycznym. W więzieniu wielokrotnie trafiał do karceru, stosowano wobec niego. Zmarł 16 lutego 2024 roku w kolonii karnej za kołem podbiegunowym. Brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oficjalnie potwierdziło w lutym 2026 roku, że Nawalny został otruty przy użyciu epibatydyny, śmiertelnej toksyny występującej u niektórych żab z Ameryki Południowej.
Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl