"Pocałunek śmierci". Trump "zszokowany". Meloni atakuje go celowo?
Narasta spór między premier Włoch Giorgią Meloni a prezydentem USA Donaldem Trumpem. Niegdysiejsi sojusznicy dziś wymieniają między sobą ciosy. - Zdystansowanie się od Trumpa, a nawet jego krytyka, mogą być dla Meloni korzystne politycznie - uważa dr Piotr Podemski z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Wydaje się, że jest to rzeczywiście realny kryzys i przełom. Tak też mówią i piszą od kilku dni włoskie media. Wynika to z faktu, że łaska prezydenta Donalda Trumpa "na pstrym koniu jeździ", a jego opinie są bardzo mocne i zdecydowane. Jeszcze niedawno Giorgia Meloni była jego ulubienicą, szeroko chwaloną jako wzór europejskiej liderki. Reprezentowała świat radykalnej, antyestablishmentowej prawicy, z którym Trump się utożsamiał i któremu chciał patronować - mówi w rozmowie z o2.pl dr Piotr Podemski, adiunkt w Instytucie Komunikacji Specjalistycznej i Interkulturowej UW i ekspert ds. Włoch, na temat sporu między Donaldem Trumpem i Giorgią Meloni.
Dziś jednak, kiedy premier Włoch okazała się nie wierną wojowniczką kroczącą obok jego rydwanu, lecz osobą mającą własne zdanie, realizującą włoski interes narodowy, potrafiącą się sprzeciwiać, gdy uznaje, że interesy Włoch są naruszane, przestała być dla niego tak cenną i ważną partnerką. Trump powiedział o tym otwarcie: że mylił się co do Meloni, że nie jest taka, jak sądził, że ich relacje już nie będą takie same - zauważa dr Podemski.
Aby zrozumieć źródła konfliktu, należy cofnąć się do marca. Wówczas dziennik "Corriere della Sera" poinformował, że włoski rząd nie zgodził się na wykorzystanie bazy lotniczej Sigonella na Sycylii przez amerykańskie bombowce. Maszyny te miały lecieć na Bliski Wschód, gdzie Amerykanie uderzali na cele w Iranie. Włosi argumentowali jednak, że sposób użytkowania bazy jest szczegółowo opisany w umowie, zaś każde odstępstwo od niej musi być konsultowane z włoskim dowództwem. Premier Meloni przekazała wówczas, że w następnym takim przypadku to parlament musi wyrazić zgodę.
Kolejną częścią sporu między Włochami a Stanami Zjednoczonymi jest kwestia stosunku do papieża Leona XIV. Ojciec Święty przekazał w rozmowie z dziennikarzami, że "ataki na infrastrukturę cywilną są wbrew prawu międzynarodowemu i są znakiem nienawiści, podziału, zniszczenia". Było to nawiązanie do słów Trumpa, który groził Iranowi "zniszczeniem cywilizacji".
Prezydent USA odpowiedział stanowczo. "Papież Leon jest SŁABY w kwestii przestępczości i fatalny w polityce zagranicznej. (...) Nie chcę papieża, który uważa, że to w porządku, że Iran ma broń nuklearną" - grzmiał Trump. "Leon powinien wziąć się w garść jako papież, kierować się zdrowym rozsądkiem, przestać ulegać radykalnej lewicy i skupić się na byciu Wielkim Papieżem, a nie politykiem" - pisał dalej.
Giorgia Meloni stanęła w obronie papieża. "Uważam za niedopuszczalne słowa prezydenta Trumpa o Ojcu Świętym. Papież jest głową Kościoła katolickiego i słuszne oraz normalne jest to, że apeluje o pokój i że potępia każdą formę wojny" - stwierdziła włoska premier.
Piłkę znów odbił Trump. W rozmowie z "Corriere della Sera" powiedział, że jest "zszokowany" postawą Meloni. - Jest inna niż myślałem. Ona już nie jest tą samą osobą, a Włochy nie będą tym samym krajem. (...) Czy Włochom podoba się to, że wasza premier nic nie robi, żeby pozyskać ropę? Czy ludziom się to podoba? (...) Nie obchodzi jej to, czy Iran ma broń nuklearną i że wysadziłby Włochy w powietrze w dwie minuty - mówił Trump cytowany przez "CdS".
Spór o słowa papieża. Ekspert tłumaczy postawę Meloni
Zapytany o to, czy Włochy rzeczywiście są w stanie poświęcić relacje z USA dla dobrych stosunków ze Stolicą Apostolską, ekspert z UW wskazuje na względną stabilność w relacjach "dwóch Rzymów" - duchownego i świeckiego.
Od II wojny światowej w relacjach włoskiego rządu z papiestwem funkcjonuje pewne decorum. Warto pamiętać, że Włochami przez kilkadziesiąt lat rządziła partia chadecka, której liderzy byli w dużej mierze wychowani w cieniu Bazyliki Świętego Piotra. Dlatego stosunki między państwem włoskim a Watykanem są na ogół poprawne, a często bardzo dobre - uważa dr Podemski.
Italianista wskazuje, że dla Meloni relacje z papieżem są niewątpliwie istotne. Przypomina, że gdy wygłaszała swoje exposé jako premier, odwoływała się do Jana Pawła II czy św. Benedykta.
Mówi chętnie i dużo o wartościach katolickich chrześcijańskich, które od wieków towarzyszą Włochom, kształtując ich tożsamość. Nawet kiedy papieżem był Franciszek - znany z poglądów bardziej progresywnych, alterglobalistycznych, a przez niektórych przedstawicieli prawicy określanych nawet jako "komunistyczne" - Meloni zachowywała szacunek dla instytucji, urzędu i zaangażowania Watykanu na rzecz pokoju - tłumaczy ekspert.
Nasz rozmówca przypomina także, co wcześniej mówił Donald Trump na temat papieża Leona XIV. Twierdził bowiem, że został on głową Kościoła właśnie po to, by jako Amerykanin łatwiej znajdować porozumienie z prezydentem Stanów.
To jednak dość ryzykowna teza. Włoscy komentatorzy stawiają odwrotną: Leona wybrano właśnie po to, by jako Amerykanin potrafił się Trumpowi przeciwstawić. Warto pamiętać, że ten "amerykański papież" dużą część życia spędził w Ameryce Południowej, mówi po hiszpańsku i jest silnie związany z doświadczeniem latynoamerykańskim - mówi dr Piotr Podemski.
Papież Leon sprzeciwiał się także masowym deportacjom migrantów z USA. Poparł list amerykańskich biskupów, którzy wyrażali sprzeciw wobec sposobu traktowania obcokrajowców przez amerykańską administrację. Zdaniem dra Podemskiego Ojca Świętego można traktować jako "antytrumpistę".
Właśnie dlatego Giorgia Meloni zajęła stanowisko, które dla Trumpa mogło być niezrozumiałe. Przecież miała być częścią tej samej drużyny: prawicowej, antyimigranckiej, antyestablishmentowej. Tymczasem papież głoszący - jak podkreślają Włosi - dość tradycyjną katolicką katechezę o tym, że pokój jest lepszy niż wojna, a każde bombardowanie i każda śmierć są złem, spotkał się ze sprzeciwem Trumpa, którego formę Meloni określiła jako "niedopuszczalną" - zauważa dr Podemski.
Nasz rozmówca wskazuje, że włoskie społeczeństwo jest pacyfistyczne, a wojna dla Włocha "zawsze jest złem". Meloni idzie nieco pod prąd, wspierając Ukrainę w jej konflikcie z Rosją. Zdaniem dr. Podemskiego premier Włoch "robi więcej, niż wynikałoby to z nastrojów jej własnego elektoratu".
Dlatego, jeśli papież występuje w obronie pokoju, a ona go w tym wspiera, to paradoksalnie może to być dla niej korzystne politycznie i wzmacniać jej pozycję wewnętrzną - ocenia ekspert.
Celowe działanie Meloni? Ekspert o "pocałunku śmierci"
Jest jeszcze jeden istotny wątek w sprawie sporu Trumpa z Meloni. Włoska premier poniosła niedawno porażkę ws. referendum dotyczącego reformy sądownictwa.
Meloni, po przegranym niedawno referendum i w sytuacji pewnego politycznego impasu, mogła dojść do wniosku, że bliska relacja z Trumpem i jego publiczne pochwały dla niej stają się we Włoszech coraz bardziej kłopotliwe. Trump cieszy się tam zaufaniem zaledwie kilku procent społeczeństwa włoskiego. Natomiast zdecydowana większość jest wobec niego nastawiona negatywnie. W takiej sytuacji jego wsparcie dla Meloni może działać jak "pocałunek śmierci". Dlatego zdystansowanie się od Trumpa, a nawet jego krytyka, mogą być dla Meloni korzystne politycznie - albo przynajmniej pozwalają zneutralizować zarzuty, że nazbyt długo była jedynie jego poddaną czy wasalką, co brzmi kłopotliwie w kontekście jej silnej afirmacji zasady suwerenności narodowej Włoch - ocenia dr Podemski.
Co ciekawe, za Meloni stoi nawet opozycja. Elly Schlein, główna konkurentka obecnej premier, jest jej całkowitym przeciwieństwem. Mająca amerykańskie korzenie i zdecydowanie lewicowe poglądy polityczka broniła Giorgii Meloni, wskazując, że "Włochy są wolnym i suwerennym krajem". - Żadna zagraniczna głowa państwa nie ma prawa atakować, grozić ani okazywać braku szacunku naszemu krajowi lub rządowi - grzmiała Schlein.
Reakcje te wydają się bardzo mocno skalkulowane, a niekoniecznie płynące z serca czy autentycznych emocji. Elly Schlein, liderka Partii Demokratycznej, czyli głównej obecnie siły opozycyjnej, od dawna szykuje się do przejęcia władzy i do zastąpienia Giorgii Meloni u steru państwa - ocenia dr Podemski.
Jak przyznaje, Trump budzi u Schlein, córki Amerykanina i zwolenniczki Obamy, niechęć, bo reprezentuje zupełnie inny system wartości.
Jednocześnie to jej wystąpienie w obronie Meloni, choć wyglądające na żywiołowe czy wręcz teatralne, wydaje się starannie obliczone na efekt publiczny. Pokazuje ono, że lewica nie chce być jedynie "totalną opozycją", ale potrafi też stanąć w obronie państwa i suwerenności - ocenia ekspert.
Włosi o Bliskim Wschodzie
Jest jeszcze jeden wątek, który pokazuje, dlaczego włoscy politycy tak "jednoczą się wokół flagi". Dr Podemski wskazuje, że we Włoszech istnieje dziś bardzo silne przekonanie - szczególnie wśród młodszych środowisk - że głównym problemem jest polityka Izraela.
Benjamin Netanjahu, jeszcze niedawno postrzegany jako bliski sojusznik i polityczny przyjaciel Meloni, wedle tej narracji, wpływa na politykę Trumpa i "narzuca mu" własną agendę. Z tej perspektywy działania Izraela są oceniane bardzo krytycznie - jest odpowiedzialny za ofiary cywilne w Gazie, Libanie czy Iranie i kolejne napięcia w regionie. W efekcie pojawia się przekonanie, że Włochy nie powinny "podążać za Waszyngtonem", jeśli ten realizuje interesy izraelskie - wskazuje ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego.
Zauważa też, że tym sposobem powstaje mieszanka krytycznych nurtów, w których więcej jest lewicowej empatii dla Palestyńczyków, opartej na argumentach humanitarnych i sprzeciwie wobec ofiar cywilnych.
W tym punkcie dochodzi do paradoksalnego przecięcia narracji - różne środowiska, choć z zupełnie innych powodów, dochodzą do podobnego wniosku: że obecna awanturnicza polityka USA na Bliskim Wschodzie pod dyktando Tel Awiwu jest nie do zaakceptowania, a włoski rząd nie może jej firmować - podsumowuje dr Podemski.
Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl