Szczegóły tej bulwersującej sprawy opisał portal Hawaii News Now. Sytuacja miała miejsce sobotę na plaży Keawakapu na wyspie Maui, drugiej co do wielkości na Hawajach. Jak czytamy, 40-letni Kirill Basin, który ubiega się o miejsce w Izbie Reprezentantów USA, został aresztowany i usłyszał dwa zarzuty dotyczące gróźb terrorystycznych pierwszego stopnia. Wyznaczono mu milion dolarów kaucji.
Według policji incydent rozpoczął się, gdy 61-letni mężczyzna zwrócił Basinowi uwagę, bo zbyt głośno puścił muzykę. Funkcjonariusze twierdzą, że kandydat miał wtedy zagrozić mężczyźnie, sugerując, że ma broń i zastrzeli jego żonę.
Sytuacja szybko eskalowała. W obronie mężczyzny stanął świadek zdarzenia, co doprowadziło do fizycznej konfrontacji. Policja podaje, że Basin miał w pewnym momencie wyjąć nóż i grozić nim kilku osobom, a następnie wrzucić go do oceanu. Świadek miał odzyskać broń i przekazać ją funkcjonariuszom. Nagranie z zajścia trafiło do mediów społecznościowych.
Krewki demokrata. Konkurentka reaguje po incydencie
To nie pierwszy problem Basina z prawem w ostatnich miesiącach. Policja poinformowała, że od maja był on zatrzymywany także w związku ze sprawami dotyczącymi napaści i uszkodzenia mienia. Kilka osób wystąpiło przeciwko niemu o tymczasowe zakazy zbliżania się. Wśród nich znalazł się członek Rady Hrabstwa Maui Thomas Cook. Jak powiedział, zaczął obawiać się o swoje bezpieczeństwo oraz bezpieczeństwo pracowników po incydencie podczas majowego posiedzenia rady.
Cook opisał , że Basin miał "grozić przemocą policji" oraz jednemu z pracowników rady. Pojawiły się także doniesienia, że kilka dni później Basin miał "wymachiwać bronią w budynku administracji hrabstwa podczas konfrontacji z pracownikami".
Adwokaci Basina, Myles Breiner i Brandon Segal, przekazali, że sprawa jest obecnie analizowana przez prokuraturę hrabstwa Maui. Breiner odmówił dalszego komentarza.
Do sytuacji odniosła się również Jill Tokuda, kontrkandydatka Basina w wyborach. W oświadczeniu podkreśliła, że osoby ubiegające się o urzędy publiczne powinny spełniać szczególnie wysokie standardy. - Przemoc nie ma miejsca w naszych społecznościach ani w służbie publicznej - zaznaczyła kongresmenka. Dodała, że mieszkańcy potrzebują liderów, którzy "jednoczą ludzi, a nie przyczyniają się do dalszych podziałów lub przemocy".