Brak śladów kolizji, a rachunek wciąż rośnie. Dramat kierowcy z Podkarpacia
Pan Wiesław z Podkarpacia twierdzi, że nie brał udziału w kolizji, a na jego aucie marki Fiat nie ma żadnych śladów uszkodzeń. Mimo to zapłacił grzywnę 1 tys. zł i następnie usłyszał żądanie 14 tys. zł (wraz z odsetkami) za naprawę rzekomo zniszczonej Mazdy. Sprawą zajęła się "Uwaga" TVN.
Najważniejsze informacje
- Kierowca z Podkarpacia został skazany przez sąd w trybie nakazowym za kolizję, której zaprzecza.
- Biegły nie potwierdził zgodności uszkodzeń obu aut; wskazał inne możliwe scenariusze powstania tych szkód.
- Ubezpieczyciel domaga się teraz 14 tys. zł od pana Wiesława, choć na Fiacie nie wykryto napraw ani wyraźnych śladów uderzenia.
Sprawa dotyczy zdarzenia sprzed ok. półtora roku na drodze pod Dębicą (woj. podkarpackie). Pan Wiesław jechał do pracy i na skrzyżowaniu minął stojące obok auto. Po kilku dniach odwiedzili go policjanci i wskazali na jego Fiacie ledwo widoczne smugi na lewym nadkolu. Jak podaje "Uwaga", to miały być ślady po uderzeniu w prawy tylny zderzak Mazdy.
Mężczyzna stanowczo utrzymuje, że do żadnej kolizji i kontaktu samochodów nie doszło. "Na skrzyżowaniu przede mną stało auto, z kierunkowskazem w lewą stronę, natomiast prawa część drogi była wolna. Z racji tego, że tamto auto nie mogło dalej pojechać, a ja miałem zieloną strzałkę, pojechałem w prawo. Minąłem ten samochód" - mówił dla "Uwagi".
Według "Uwagi", policja sporządziła notatkę i wykonała wątpliwej jakości zdjęcia Fiata (na nich uwidoczniła ciemne smugi), a następnie skierowała wniosek do sądu o ukaranie. Wyrok dla pana Wiesława zapadł w trybie nakazowym, bez jego udziału. Kierowca zapłacił 1 tys. zł grzywny, licząc na szybkie zakończenie sprawy. Nie złożył sprzeciwu, bo nie miał na to sił. Później natomiast zlecił opinię niezależnemu rzeczoznawcy i biegłemu sądowemu.
Brak śladów kolizji, a rachunek rośnie. Dramat kierowcy z Podkarpacia
Biegły ten sprawdził grubość lakieru i mocowania elementów w Fiacie. Jak informuje "Uwaga", nie wykrył napraw blacharsko-lakierniczych. Ocenił, że elementy wyglądają na fabryczne. W opinii wskazał także brak śladów, które korelowałyby z uszkodzeniami prawego zderzaka Mazdy.
Według relacji pana Wiesława, jakiś czas później ubezpieczyciel przesłał mu fotografie z licznymi wgnieceniami i porysowaniami, także ze śladami korozji na Mazdzie (należącej do mieszkanki Śląska). Zażądał też zapłaty 14 tys. zł. za naprawy.
W opinii eksperta, zatrudnionego przez pana Wiesława, część szkód przypisanych do tej kolizji mogła powstać na Mazdzie w inny sposób, np. podczas najechania na przeszkodę albo w wyniku uderzenia w Mazdę od przodu do tyłu podczas cofania.
Pan Wiesław w rozmowie z "Uwagą" zapowiada dalszą walkę o wyjaśnienie kuriozalnej sprawy. Dziś konsekwencje finansowe i prawne są dla niego mocno dotkliwe. Zaś w tle wciąż pozostają pytania o sposób dokumentowania rzekomej kolizji z Mazdą i weryfikację roszczeń.