Burza po akcji w Ustce. "Otrzymujemy absurdalne zgłoszenia"

Służby interweniowały w Ustce po zgłoszeniu dotyczącym tonącej kobiety. Okazało się, że była to 41-letnia obywatelka Kolumbii, będąca pod wpływem alkoholu, która nie kąpała się w Bałtyku. Jej koledzy wezwali pomoc. - Oni imprezowali na plaży - mówi o2.pl prezes WOPR w Słupsku Piotr Dąbrowski. Przyznaje, że podobnych zgłoszeń jest wiele.

Piotr Dąbrowski (prezes WOPR Słupsk) o akcji w UstcePiotr Dąbrowski (prezes WOPR Słupsk) o akcji w Ustce
Źródło zdjęć: © Słupskie Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe | Facebook
Rafał Strzelec

TVP 3 Gdańsk opisało nietypową sytuację na plaży w Ustce. Grupa obywateli Kolumbii wezwała służby do swojej rodaczki. Powiedzieli, że 41-letnia kobieta tonęła w Bałtyku, a oni ją wyciągnęli. "Po kilkudziesięciu minutach akcji ratunkowej okazało się, że kobieta nawet nie weszła do wody, a jej zły stan zdrowia wynikał z upojenia alkoholowego" - podało TVP 3 Gdańsk.

Ratownik o interwencji w Ustce

- Polskie prawo wyklucza obciążanie kogokolwiek kosztami takich akcji. Niemniej może jednak pora zastanowić się nad sankcjami dla turystów, którzy narażają inne osoby na zagrożenie, a służby na ogromne koszty - mówi o2.pl Piotr Dąbrowski, prezes WOPR w Słupsku.

Jak dodaje, na samym początku w mediach pojawiło się mnóstwo nieprawdziwych informacji na temat interwencji na plaży w Ustce. Podawano, że miała ona dramatyczny przebieg, a 41-latka straciła przytomność. Świadkowie mieli ruszyć z pomocą. - To była wierutna bzdura. Oni imprezowali na plaży - mówi prezes słupskiego WOPR. W działaniach brało udział wiele służb - WOPR, straż pożarna, pogotowie, SAR. Na miejscu lądował też śmigłowiec LPR.

Służby prowadzą ogólne statystyki dotyczące kosztów przeprowadzonych akcji. W tym konkretnym przypadku trudno o szczegółowe wyliczenia. - Biorąc jednak pod uwagę fakt, że na miejscu lądował śmigłowiec LPR, te koszty z pewnością były bardzo duże - mówi nam prezes Dąbrowski.

Takie zgłoszenia otrzymują służby

Prezes WOPR przyznaje, że podobnych sytuacji jest wiele. - Otrzymujemy absurdalne zgłoszenia i na każde musimy reagować. Ludzie dzwonią na przykład, gdy widzą wędkarzy siedzących na ostrogach albo kiedy zauważą kłodę płynącą po morzu i myślą, że to człowiek. Zdarza się także, że zgłaszają służbom, kiedy ktoś pływa nocą w morzu. Panuje niesamowita gorączka - przyznaje Piotr Dąbrowski.

Jednocześnie zaznacza, że każdy sygnał trzeba zweryfikować. Podkreśla, że ratownicy nie zawsze są na miejscu, dlatego konieczne jest zweryfikowanie wezwania. - Lepiej pojechać po raz kolejny i być może uratować komuś życie, niż popełnić jakiś błąd. Nawet jeśli okaże się, że tylko 1 na 10 zgłoszeń było prawdziwe. Lepiej jak służby jadą, niż żeby miały odpuścić - podsumowuje Dąbrowski.

Sierż. Michał Jarząbek z KMP w Słupsku przekazał o2.pl, że komisariat w Ustce nie prowadzi obecnie żadnego postępowania w sprawie tej interwencji.

Wybrane dla Ciebie