Chciała zrobić zdjęcie. Rzucił się na nią. "Krew spływała po twarzy"
W Chinach doszło do ataku irbisa śnieżnego na narciarkę. Kobieta podeszła na odległość trzech metrów, by zrobić zdjęcie zwierzęciu. Irbis rzucił się na nią. Kobieta została poszkodowana.
Jak podaje Fox News, do zdarzenia doszło przy północnej granicy Chin z Mongolią w ubiegły piątek. Narciarka podeszła do irbisa śnieżnego na odległość trzech metrów. Chciała mu zrobić zdjęcie.
W pewnej chwili została zaatakowana przez drapieżnika. Kobieta leżała nieruchomo w śniegu, a "napastnik" siedział przy niej. Świadkowie zdarzenia pomogli oddalić się kobiecie. Drapieżnik został przepłoszony kijami narciarskimi przez jednego z narciarzy. Poszkodowaną zabrano do szpitala. Fox News relacjonuje, że "krew obficie spływała z jej twarzy".
Kobieta przeżyła cudem. Pomógł jej kask, który miała na głowie w momencie zdarzenia. Jak podały media w Chinach, władze wcześniej wydały ostrzeżenia po tym, jak kilka osób zgłosiło obserwacje zwierząt w pobliżu hotelu dzień przed atakiem. Irbis miał się kręcić po okolicy z powodu niedoboru pożywienia. Choć ataki tych zwierząt na ludzi są rzadkie ze względu na ich płochliwą i skrytą naturę, urzędnicy podkreślili, że duże koty nadal wykazują się pewnym poziomem agresji.
"Irbisy śnieżne są dużymi drapieżnikami o silnych tendencjach agresywnych. Przechodząc przez ten obszar, należy poruszać się szybko i nie zatrzymywać się. Nie wysiadać z pojazdu ani nie podchodzić, by robić zdjęcia, i nigdy nie poruszać się samotnie w okolicy" - brzmiało ogłoszenie cytowane przez Fox News. Chiny są krajem z największą na świecie populacją dzikich irbisów śnieżnych. Żyje tam 60 proc. całej populacji. Na całym świecie jest ich około 7 tysięcy.