"Dokonywał cudów". Tak wspomina Litewkę popularny stand-uper
Łukasz Litewka, poseł Nowej Lewicy, zginął w tragicznym wypadku w Dąbrowie Górniczej. Jego śmierć wstrząsnęła całą Polską. Rozmawialiśmy z założycielem Fundacji Psia Krew i stand-uperem, Adamem Van Bendlerem, który znał posła Litewkę. - Jawił się nam wszystkim zawsze jako człowiek z niespożytą energią, który swoją charyzmą przenosił góry. Dokonywał cudów - podkreśla nasz rozmówca.
W czwartek 23 kwietnia, po południu na ul. Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej zginął 36-letni Łukasz Litewka. Poseł Nowej Lewicy jechał rowerem, gdy został potrącony przez samochód osobowy prowadzony przez 57-letniego mieszkańca Sosnowca.
Tragiczna śmierć 36-letniego posła, który codziennie angażował się w pomoc społeczną i działania na rzecz chorych dzieci oraz zwierząt, wstrząsnęła całą Polską.
"Tak jak po Łukaszu, płakałem tylko po mojej mamie"
Rozmawialiśmy z popularnym stand-uperem, komikiem, założycielem Fundacji Psia Krew, a także inicjatorem powstania aplikacji Animal Helper, Adamem Van Bendlerem, który opublikował poruszające słowa pożegnania. "Przywróciłeś nam wiarę w polityków. Byłeś i będziesz wzorem człowieka. Żegnaj, Kochany" - napisał w mediach społecznościowych, publikując wspólne zdjęcie.
Taki był Łukasz Litewka. Ostatnie przemówienia polityka w Sejmie
- Wczoraj wieczorem po występie w hotelu, kiedy to wszystko do mnie dotarło, kiedy uświadomiłem sobie, że Łukasz już telefonu nie odbierze, że nie zobaczymy już jego uśmiechu i że nie weźmie już żadnego zwierzaka na ręce, to mnie wbiło w łóżko. Tak jak po Łukaszu, płakałem tylko po mojej mamie i po moim piesku. Taki człowiek rodzi się w Polsce raz na 100 lat - podkreśla Adam Van Bendler, który podobnie jak Litewka wspiera schroniska, pomaga bezdomnym i pokrzywdzonym zwierzętom.
Nasz rozmówca dodaje, że Łukasz Litewka był pierwszym politykiem, który chciał się spotkać w Sejmie z członkami założonej przez niego Fundacji. - Na pierwsze spotkanie przyszedł już z głową pełną pomysłów i konkretnych wskazówek, które były bardzo cenne. Zawsze uśmiechnięty i pełen energii, a jego telefon cały czas się urywał. Chyba każdy wiedział, że może się do niego zwrócić o pomoc - wspomina stand-uper.
- Nasze drogi przecinały się potem wielokrotnie – przy okazji Zwierzogrania, wizyt w Sejmie czy też telefonicznie. W trudnych sytuacjach również nas wspierał konkretnymi wskazówkami, uwagami, ale też rozmawiając o projekcie z innymi politykami czy wpływowymi ludźmi - dodaje nasz rozmówca.
Adam Van Bendler wskazuje, że cała organizacja sporo zawdzięcza posłowi Lewicy. - Kiedy dużo się pomaga i działa charytatywnie, mając do czynienia z trudnymi sytuacjami, bardzo łatwo się wypalić i stracić równowagę. Ale nie Łukasz – on jawił się nam wszystkim zawsze jako człowiek z niespożytą energią, który swoją charyzmą przenosił góry. A jednocześnie był asertywny i potrafił stawiać granice, gdy trzeba. I tak dokonywał cudów, mobilizował, pomagał. Sam zawsze skromnie podkreślał, że to nie on, to jego team, ludzie, którzy stoją za nim murem - wspomina.
- I myślę, że tak jak on inspirował nas wszystkich, tak sam czerpał inspirację właśnie z ludzi dobrej woli, ze swojego #teamlitewka. Sam mówił, że "on to tylko tu zostawia". I teraz zostawił nas wszystkich z taką ważną misją kontynuacji tego, co zaczął. Nie ma i nie będzie drugiego takiego jak on. Ale to co możemy zrobić, to kontynuować jego misję. Pomagać, nie odwracać wzroku od ludzi i zwierząt w potrzebie. Poruszać wszystkie te niewygodne tematy, o których Łukasz nie bał się mówić - podkreśla stand-uper.