Dramat 14-letniej Julii. Szokujący wyrok sądu
14-letnia Julka z Bratkowic pod Rzeszowem w jednym momencie straciła zdrowie. Po wypadku rowerowym, w którym uderzyła głową o samochód i asfalt, trafiła do szpitala. Jak informuje "Gazeta Wyborcza", dziewczynka jest niepełnosprawna, a rodzice walczą o jej przyszłość. Tymczasem Sąd Okręgowy w Rzeszowie uznał, że odpowiedzialność za wypadek ponosiła... Julka.
Julka w sobotnie popołudnie 26 października 2019 roku wybrała się rowerem w odwiedziny do swojej babci. Główna trasa prowadziła nad autostradą A4 i przez wiadukt, który ją przerażał, ale zdecydowała się ominąć go, korzystając z drogi serwisowej.
Jak relacjonuje "Gazeta Wyborcza", na ulicy w Bratkowicach Julka nagle znalazła się na trasie nadjeżdżającego samochodu z przyczepą. Uderzenie było bardzo silne – dziewczynka wypadła z roweru, uderzyła głową o przednią szybę pojazdu, a następnie o asfalt. Nie miała na sobie kasku – obowiązek noszenia go przez dzieci wprowadzono dopiero siedem lat później.
Świadkowie zdarzenia natychmiast zareagowali. Jeden z rowerzystów ułożył Julkę w bezpiecznej pozycji na boku, inna osoba zadzwoniła po karetkę, a sąsiadka szybko powiadomiła matkę dziewczynki. Poszkodowana została przewieziona do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie na oddział intensywnej terapii dziecięcej.
Nalot służb w trzech województwach. Gang zatrudniał na lewo migrantów
Usłyszeliśmy od lekarzy, że Julka wygrała walkę o życie, teraz rozpoczyna się walka o jakość życia - opowiadają rodzice w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Po ciężkim wypadku Julka przeszła intubację i tracheostomię wykonaną 14 listopada przez specjalistę z OIOM-u dla dorosłych. Początkowo przebywała na OIOM-ie dziecięcym, ale po zabiegu została niespodziewanie przeniesiona na oddział dla dorosłych, co wzbudziło niepokój rodziców. Mimo krytycznego stanu lekarze uznali, że najważniejsze jest ratowanie życia, a teraz rozpoczyna się walka o jej dalszą jakość życia.
Stan Julki był bardzo poważny – pień mózgu nie reagował, a lekarze nie dawali żadnych rokowań. Dodatkowo w szpitalu pojawiło się zakażenie bakterią New Delhi, które jeszcze bardziej zagrażało jej zdrowiu i uniemożliwiało bliskim kontakt z dzieckiem.
Julka przeszła ciężkie powikłania – zakażenie, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i wodogłowie, które wymagało wszczepienia specjalnej zastawki sprowadzanej z Niemiec, ponieważ standardowa refundowana przez NFZ nie działała. Mimo utrzymującej się bakterii Julka została przeniesiona z OIOM-u do Regionalnego Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjnego, a następnie, z powodu paniki wywołanej pandemią, wypisana do domu.
Rehabilitację najlepiej rozpocząć po 8-9 tygodniach, w trudniejszych przypadkach po 10. Wtedy mózg jest najbardziej plastyczny i najłatwiej tworzą się nowe połączenia. Julka zamiast w grudniu, trafiła do Budzika w maju. To pogrzebało jej szanse na lepsze życie - uważają rodzice.
Dramat 14-letniej Julii. Tak zdecydował sąd
Po 15 miesiącach w Klinice Budzik Julka wróciła do domu jako pacjentka "wybudzona" – reaguje wzrokiem i mimiką, choć nie mówi ani się nie komunikuje, ma niedowład czterokończynowy i wymaga całkowitej opieki, ale uczestniczy w codziennych czynnościach, ogląda filmy i reaguje na czytane jej historie.
Przez długi czas rodzice skupiali się głównie na ratowaniu życia Julki i leczeniu jej powikłań, dopiero później dowiedzieli się od znajomego radcy prawnego, że przysługuje im odszkodowanie. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Rzeszowie w 2021 roku - podaje "GW". Matka zdawała sobie sprawę, że postępowanie może potrwać wiele lat, liczyła jednak na sprawiedliwość, którą ostatecznie zakwestionowała po ostatniej rozprawie.
Sąd Okręgowy w Rzeszowie uznał, że odpowiedzialność za wypadek ponosiła Julka, która wjechała na drogę główną z drogi podporządkowanej, posiadając kartę rowerową i znajomość przepisów ruchu drogowego. Kierowca samochodu został uznany za niewinnego.
Rodzice dziewczynki nie zgadzają się z wyrokiem, podkreślając, że sprawa nie została w pełni wyjaśniona, a nie uwzględniono wniosków o eksperyment procesowy ani opinii psychiatry, który miał ocenić zdolność 14-latki do prawidłowego oszacowania sytuacji na drodze.
W miejscu wypadku nie ma monitoringu, a Julka nie może samodzielnie wyjaśnić przebiegu zdarzenia, więc pozostaje wiele niewyjaśnionych kwestii – między innymi, z jaką prędkością poruszał się samochód, czy kierowca próbował wyhamować lub zjechać na chodnik oraz czy dziewczynka zatrzymała się przed znakiem stop.
Biegli ustalili, że auto jechało 83 km/h i ciągnęło 300-kilogramową przyczepkę, jednak podczas procesu kierowca twierdził, że Julka wjechała na skrzyżowanie bez zatrzymania, a według biegłych zatrzymała się przed wjazdem.
Doświadczony, modelowy kierowca powinien przewidzieć, że dziecko może zachowywać się w sposób nieprzewidywalny i nieracjonalny - zwraca uwagę pełnomocnik rodziny.
Pomimo że kierowca naruszył przepisy ruchu drogowego, a biegli wskazali, że powinien zachować się inaczej, Julka, która w wyniku wypadku doznała nieodwracalnego uszczerbku na zdrowiu i jest całkowicie ubezwłasnowolniona, nie otrzymała dotąd pełnej ochrony prawnej. Od ostatecznego rozstrzygnięcia sądu, po złożeniu zażalenia przez pełnomocnika rodziny, zależy jej dalsze bezpieczeństwo i możliwość uzyskania odszkodowania.
Koszty codziennej opieki i rehabilitacji Julki są bardzo wysokie, a rodzice obawiają się o jej przyszłość, gdy ich zabraknie. Chcą zapewnić, aby córka miała wsparcie, a jednocześnie odciążyć młodszego syna, który kiedyś będzie się nią opiekował.