Do wypadku doszło w hangarze na londyńskim lotnisku Heathrow. Georgie Buxton wykonywał testy związane z konserwacją Boeinga 787. Według informacji "The Sun" pracownik znalazł się w obrębie zbiornika paliwa, a w trakcie prac spadła na niego część samolotu, powodując rozległe obrażenia.
Rodzina Buxtona przez kolejne tygodnie czuwała przy jego łóżku. Po ok. czterech tygodniach leczenia na oddziale intensywnej terapii aparatura podtrzymująca życie została wyłączona. Stało się to na początku tego miesiąca.
Po wypadku samolot, przy którym pracował Buxton, wycofano z eksploatacji. Jak relacjonuje "The Sun", na początku nie było jasne, co dokładnie doprowadziło do śmierci technika, dlatego z powodów bezpieczeństwa władze uziemiły maszynę do odwołania. Szefowie Virgin Atlantic wyjaśniali sprawę z producentem, firmą Boeing. Eksperci próbują odtworzyć przebieg zdarzeń i ustalić przyczyny awarii.
Postępowanie ma zostać formalnie wszczęte i odroczone. Linie lotnicze miały uruchomić własne dochodzenie dotyczące bezpieczeństwa i zadeklarować współpracę z władzami oraz producentem samolotu.
Virgin Atlantic przekazał "The Sun" w pisemnym oświadczeniu, że zmarł "ukochany członek zespołu inżynierów", a myśli firmy są z rodziną, bliskimi, przyjaciółmi i współpracownikami. Przewoźnik zapewnił też, że oferuje wsparcie osobom dotkniętym stratą oraz że "bezpieczeństwo i dobro naszych ludzi jest dla nas zawsze najwyższym priorytetem". Rodzina zmarłego poprosiła o uszanowanie prywatności.
Rzecznik lotniska Heathrow miał z kolei podkreślić w rozmowie z "The Sun", że port jest zasmucony informacją o wypadku, a myśli pracowników są z rodziną i przyjaciółmi zmarłego oraz z zespołem Virgin Atlantic.