"Dramat". Turystka oburzona tym, co zastała w Zakopanem

Świecenie laserami po oczach, kłęby sztucznego dymu spowijające ulicę i ogłuszająca muzyka zagłuszająca regionalne nuty – tak według jednej z turystek wygląda rzeczywistość w ścisłym centrum Zakopanego. Jej gorzka relacja, opublikowana w mediach społecznościowych, wywołała lawinę komentarzy. Wielu odwiedzających stolicę Tatr ma dość jarmarcznego chaosu.

."Dramat". Turystka oburzona tym, co zastała w Zakopanem
Źródło zdjęć: © Facebook, PAP, Zakopane i piękno Tatr
Edyta Tomaszewska

Wizyta pod Giewontem dla wielu Polaków od lat kojarzy się z góralską tradycją, spacerami i unikalną atmosferą. Jednak zderzenie z rzeczywistością zakopiańskich deptaków bywa dla przyjezdnych bolesne. Do autorki popularnego profilu "Zakopane i piękno Tatr" trafiła dosadna wiadomość od wypoczywającej w mieście kobiety, która postanowiła nagłośnić to, co dzieje się w rejonie ulicy Generała Galicy, w pobliżu Krupówek.

Turystka w swoim liście opisuje niewielkie stoisko "przyklejone do budynku", którego metody przyciągania klientów przekroczyły granice cierpliwości przechodniów.

"Sprzedawca świeci ludziom laserem po oczach i pod nogi, żeby zainteresować dzieci i zachęcić rodziców do zakupu. Do tego puszczane są takie ilości dymu, że momentami zadymiona jest duża część ulicy. Muzyka gra na cały regulator. Człowiek próbuje przekrzyczeć nawet regionalną muzykę (...). Dodatkowo szczekają zabawkowe psy" – relacjonuje autorka wiadomości.

WIDEO
Sypnęło śniegiem w górach. Nagrania z Zakopanego i Gubałówki

Kobieta podkreśla, że turyści przyjeżdżają pod Tatry po tradycję i górski klimat, a nie jarmarczny chaos:

"To, co dzieje się w tym miejscu, jest dla mnie po prostu dramatem. (...) Dziwię się, że mieszkańcom to nie przeszkadza i że do tej pory Straż Miejska czy Miasto Zakopane nic z tym nie zrobiły. My naprawdę nie potrzebujemy takich rzeczy. Przyjeżdżamy tutaj po Zakopane" – apeluje.

Internauci bez litości: "To już nie to samo miasto"

Pod wpisem natychmiast rozgorzała gorąca dyskusja. Większość komentujących w pełni podzieliła oburzenie autorki listu, zwracając uwagę, że problem z zalewem tanich, odpustowych pamiątek i agresywnym handlem dotyczy nie tylko tego jednego punktu.

"Popieram wpis, to już nie to Zakopane, co dawniej" – skomentowała krótko jedna z internautek.

"Też uważam, że tych sztucznych, bezsensownych straganów i stoisk jest tam stanowczo za dużo; zabija to klimat tego miejsca" – zauważa kolejna komentująca.

Inna użytkowniczka dodała, że choć rozumie chęć zarobku, granica została dawno przekroczona: "Jak przyjeżdżamy do Zakopanego, to chcemy poczuć jego klimat, zobaczyć piękne Tatry, pospacerować i pooddychać górskim powietrzem. Nie potrzeba nam takiego jarmarku. Rozumiem, że każdy chce zarobić i szanuję to, ale to nie o to chodzi, aby wchodzić turystom na głowy z chińskim badziewiem i wywoływać presję zakupową jak na jarmarku w Turcji."

Pojawiły się również głosy sceptyczne, przypominające, że Krupówki od lat rządzą się swoimi prawami: "Pytanie, czy przyjeżdża się do Zakopanego, czy na Krupówki... bo na Krupówkach zawsze tak było. To samo na Gubałówce – stragan za straganem, chińszczyzna i badziewie jak na odpustach" – skwitowała jedna z komentujących osób.

W dyskusji nie zabrakło porównań do innych górskich regionów w Polsce oraz za granicą. Internauci podkreślają, że ani w Karkonoszach, ani w Pieninach nie spotkali się z tak nachalną pstrokacizną. Wielu z nich jako wzór stawia Czechy i Słowację.

"Czemu u sąsiadów na Słowacji jest taki porządek? Nie ma reklam, badziewia jak u nas, tej pstrokacizny. To samo w Beskidach w Czechach. Bierzmy dobre przykłady za wzór do naśladowania. Naprawdę, jadąc na Słowację czy do Czech, odpoczywam – i moje oczy, i uszy też. Coś się złego dzieje w Zakopanem" – podsumowuje jedna z turystek.

Wybrane dla Ciebie