Drony ujawniły skalę kryzysu. Leśnicy są załamani
Leśnicy z Nadleśnictwa Chojnów (woj. mazowieckie) alarmują o gwałtownym zamieraniu sosen. Skalę zjawiska potwierdzają inwentaryzacja i monitoring dronów. Problem jest na tyle poważny, że stał się przedmiotem dyskusji na szczeblu Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
Sytuacja w lasach w okolicach podwarszawskiego Piaseczna budzi niepokój leśników. Pracownicy Nadleśnictwa Chojnów sygnalizują pogarszającą się kondycję sosen, które tu dominują. Profesjonalna inwentaryzacja oraz monitoring z użyciem dronów ujawniły poważną skalę zjawiska.
Jeszcze niedawno zamierały pojedyncze drzewa, dziś liczba martwych i obumierających sosen jest przytłaczająca - czytamy w komunikacie Lasów Państwowych.
O krytycznej sytuacji Lasy Państwowe poinformowały Ministerstwo Klimatu i Środowiska już w grudniu 2025 roku. 17 kwietnia przedstawiciele resortu przybyli do siedziby Nadleśnictwa Chojnów. Stronę leśników reprezentowali m.in. zastępca dyrektora generalnego LP ds. zrównoważonej gospodarki leśnej Cezary Świstak, dyrektor RDLP w Warszawie Tomasz Józwiak.
Robot gonił dziki po centrum Warszawy. To nagranie to hit
Cezary Świstak podkreślił, że w lasach wokół Warszawy ogniskują się wyzwania, z jakimi mierzą się dziś Lasy Państwowe w całym kraju, związane z zamieraniem lasów w wyniku zmian klimatu.
Problem będzie narastał
Uczestnicy spotkania zgodzili się, że problem istnieje i bez podjęcia działań będzie narastał. Dyrektor Cezary Świstak podkreślił, że w lasach wokół terenów mocno zurbanizowanych trzeba działać niezwłocznie i konsekwentnie. Pozwoli to uniknąć sytuacji, w której trzeba będzie usunąć cały martwy las w jednym czasie.
- Problem będzie się pogłębiał niezależnie od ilości opadów. Liczba mieszkańców na tym obszarze konsekwentnie rośnie, a tym samym zwiększa się pobór wody - podkreślił.
Podczas wizji terenowej uczestnicy mogli zobaczyć skalę zamierania sosen i efekty przeprowadzonych zabiegów. Dyskusja dotyczyła trudności pogodzenia potrzeby usuwania drzew osłabionych przez jemiołę i owady, co spowolniłoby proces zamierania całych fragmentów lasu, z oczekiwaniami społecznymi. Często oznaczają one postulaty całkowitego zaniechania gospodarki leśnej. Zgodzono się jednak, że lasy nadleśnictwa muszą być zarządzane w sposób zapewniający zarówno bezpieczeństwo przyrody, trwałość lasu, jak i bezpieczeństwo osób odwiedzających te tereny.
Uczestnicy spotkania dyskutowali również o tempie i metodach reagowania na zamieranie drzew. Prof. Stanisław Drozdowski z SGGW podkreślił, że lasy trzeba przebudowywać na wielogatunkowe, różnorodne, by osłabić ryzyko zamierania w jednym czasie całych fragmentów lasu zbudowanych tylko z jednego czy dwóch gatunków.
- Gdy widzimy pierwsze symptomy zamierania drzew, musimy natychmiast działać. Zamierania lasów nie można zatrzymać, ale można ten proces spowolnić i leśnicy mają do tego narzędzia – tłumaczył prof. Drozdowski.
Dyrektor Paweł Jaworski z Ministerstwa Klimatu i Środowiska zwrócił uwagę, że zjawisko zamierania lasów ma w Polsce charakter narastający. Dotyczy nie tylko terenów w zarządzie Lasów Państwowych, lecz także parków narodowych i lasów prywatnych.
– Sytuacja wodna w lasach jest trudna i będzie coraz trudniejsza. Jeden nawalny deszcz czy pojawiający się w okresie zimowym śnieg nie poprawi tej sytuacji. Zmiana klimatu działa w sposób bezwzględny. Powinniśmy myśleć o zmianie sposobu prowadzenia gospodarki leśnej, o retencji, o działaniach, które Lasy Państwowe prowadzą i powinny prowadzić w jeszcze większym stopniu, by odbudować zasoby wodne – podkreślił.
Dlaczego sosny zamierają?
Przyczyny są złożone, jednak kluczową rolę odgrywają zmiany klimatu i deficyt wody w glebie. Problem dotyczy głównie starszych lasów sosnowych, posadzonych około 70-90 lat temu. Drzewa te wykształciły płytkie systemy korzeniowe, bo do tej pory przez lata rosły w bardzo sprzyjających warunkach wodnych.
Gdy poziom wody obniżył się poniżej 3 metrów od powierzchni gruntu, starsze drzewa nie są w stanie sięgnąć do jej głębszych pokładów. Osłabione, stają się podatne na inne czynniki stresowe. Najważniejsze to: jemioła rozpierzchła, kornik ostrozębny czy przypłaszczek granatek.