Drzemka na świeżym powietrzu. Zdjęcie z polskiego przedszkola. Burza w sieci

Jedno z warszawskich przedszkoli pochwaliło się w mediach społecznościowych nietypową praktyką – maluchy ucięły sobie jesienną drzemkę na świeżym powietrzu. Choć w krajach nordyckich spanie na dworze to codzienność, w Polsce widok dzieci śpiących w ogrodzie placówki wzbudził ogromne emocje i podzielił internautów.

.Drzemka na świeżym powietrzu. Zdjęcie z polskiego przedszkola.
Źródło zdjęć: © Facebook | Norlandia Przedszkola
Edyta Tomaszewska

Wpisy opublikowane na profilach przedszkola i żłobka na Bemowie – wywołały w sieci lawinę reakcji. Na udostępnionych kadrach widać dzieci śpiące na specjalnych leżaczkach rozstawionych na przedszkolnym placu zabaw. Maluchy są ciepło ubrane, mają na sobie czapki oraz są szczelnie opatulone śpiworami i kocami.

Dla warszawskiej placówki nie jest to jednak jednorazowa akcja czy internetowy eksperyment, a stały element edukacji.

"Jesień? My się jej nie boimy! W Norlandii świeże powietrze towarzyszy nam przez cały rok, a leżakowanie na zewnątrz jest jednym z naszych ulubionych codziennych rytuałów! Ciepłe śpiworki, odpowiednie ubranka i spokojny odpoczynek w otoczeniu natury" – tłumaczy placówka we wpisie.


DLA CIEBIE
OMODA - poznaj markę i jej modele

Jak podkreślają pedagodzy, leżakowanie na zewnątrz to element skandynawskiej filozofii, w której bliskość przyrody, ruch i hartowanie odgrywają kluczową rolę w budowaniu odporności:

"Wierzymy, że bliskość przyrody, ruch i codzienny kontakt ze świeżym powietrzem są ważnymi elementami zdrowego rozwoju dziecka. Bo dzieciństwo nie musi przenosić się do czterech ścian tylko dlatego, że przyszła jesień!" – podsumowują przedstawiciele przedszkola.

Mimo ciepłego przekazu ze strony placówki, w sekcji komentarzy rozgorzała ożywiona dyskusja. Część odbiorców nie kryła zachwytu takim podejściem do opieki nad najmłodszymi. "Cudowna inicjatywa! Brawo za takie podejście do dzieci! Oby więcej takich miejsc, w których maluszki mogą odpoczywać blisko natury!" – napisała jedna z komentujących osób.

Wielu rodziców dzieliło się własnymi, pozytywnymi doświadczeniami z hartowaniem pociech od najmłodszych miesięcy życia:

"Robię to samo z moją córeczką, 1,7 roku – raz tylko miała katar. Długie spacery po kilka kilometrów, spanie w wózku, otulona kocem. Bawi się, brudzi, tapla, przewraca i eksploruje świat. W zimę też zdarzało się spać jej na spacerze przy minusowych temperaturach" – relacjonowała internautka.

Nie wszyscy internauci podzielili ten entuzjazm. Wśród komentarzy pojawiło się sporo sceptycyzmu, wynikającego z obaw o zdrowie dzieci i ryzyko przeziębienia:

"Ja już bym miała chore zatoki, a mam 40 lat" – zauważyła jedna z użytkowniczek.
"Na pewno jest zimno od ziemi" – stwierdziła kolejna osoba. Inni komentujący szybko jednak sprostowali, że dzieci nie leżą bezpośrednio na trawie czy betonie, lecz na podwyższonych leżakach ogrodowych, odizolowane grubymi warstwami materacyków i śpiworów.

W dyskusji nie zabrakło też pytań o kwestie formalne i podejście samych opiekunów:

"Wszyscy rodzice się na to godzą?" – dopytywała jedna z internautek.

Hartowanie po nordycku

W Szwecji, Norwegii czy Finlandii widok wózków i łóżeczek z maluchami śpiącymi na tarasach żłobków – nawet przy ujemnych temperaturach – jest normą od pokoleń. Zgodnie z tamtejszą zasadą "nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania", sen na rześkim powietrzu uznawany jest za głębszy i zdrowszy, a dzieci rzadziej zarażają się infekcjami dróg oddechowych, które najszybciej rozprzestrzeniają się w dusznych, zamkniętych salach.

Choć w Polsce skandynawskie wzorce zyskują coraz więcej zwolenników, dla wielu wciąż stanowią spore zaskoczenie i zderzenie z tradycyjnym lękiem przed chłodem i "przewianiem".

Wybrane dla Ciebie