Dyspozytorka nie wysłała karetki do Antosia. Rodzice żądają sprawiedliwości

95

Do dramatycznych wydarzeń doszło w Tarnawie Dolnej (woj. małopolskie). Mały Antoś zaczął w nocy gorączkować, a jego ciało pokryły siniaki. Za pierwszym razem dyspozytorka nie wysłała karetki, za drugim razem ratownicy przyjechali z opóźnieniem.

Dyspozytorka nie wysłała karetki do Antosia. Rodzice żądają sprawiedliwości
Mały Anotoś zmarł na sepsę. Kadr z programu "Interwencja" (Polsat)

Pan Jacek i Pani Joanna Mrozikowie mieszkają w Tarnawie Dolnej w województwie małopolskim. W programie "Interwencja" opowiedzieli o dramatycznej sytuacji, jakiej doświadczyli w marcu ubiegłego roku.

Dyspozytorka nie wysłała karetki

Para wychowuje 2,5-letnią Zuzię, 6-letnią Amelkę oraz 13-letniego Dominika. Był także 3-letni Antoś, który 15 marca 2020 roku zaczął się źle czuć. Pojawiła się gorączką i wymioty. Leki nic nie dały, a temperatura szybko wzrosła do 39,8 stopnia.

Wzięłam go na dół i zmierzyłam mu gorączkę, to była 39,8. Mąż zadzwonił na pogotowie, bo coś było nie tak. Nie reagował – mówi dla Polsatu Joanna Mrozik.

Dyspozytorka nie wysłała karetki. Kazała za to obserwować dziecko i czekać aż leki, które podali rodzice, zaczną działać. Małżeństwo nie miało jak pojechać do szpitala, dlatego musieli posłuchać tych poleceń. Jednak coraz bardziej martwił ich stan zdrowia syna.

Ciężko już zaczął oddychać, złapałam go za ręce i miał jak lodówki. Zauważyłam też wielkiego siniaka, podniosłam koszulkę, a na brzuchu jakby ktoś go bejsbolem zaczął obijać – mówi Joanna Mrozik.

Ponownie wezwano kartkę i tym razem ratownicy dotarli do państwa Mrozików. Okazało się, że mały chłopiec cierpi na sepsę. Na ratunek było za późno.

W szpitalu pani ordynator, jak zobaczyła, że to sepsa, to słyszałem tylko: czas, czas, czas. Biegali, anestezjolog i inni. Słyszałem jak idzie serce, zaraz przerwało, później znów idzie, później już nie szło. Pierwszy go widziałem, jak się urodził i pierwszy go zobaczyłem, jak odszedł – opowiada Jacek Mrozik.

Rodzice chłopca mają żal do załogi karetki. Przyjechali do domu państwa Mrozików dopiero po 15-20 minutach, chociaż szpital jest oddalony o zaledwie 8 km. W dodatku, zamiast zabrać dziecko od razu, przez kolejne kilkanaście minut robili rozeznanie. Nie było z nimi lekarza i nikt nie rozpoznał sepsy odpowiednio wcześnie.

Rzeczniczka szpitala uważa, że nie było żadnych zaniedbań w tym przypadku. Wskazuje, że każdy musi się trzymać procedur, a fakt, że w karetce nie było lekarza wynika właśnie z zasad funkcjonowania służby zdrowia.

Gdyby była udzielona taka pomoc, od razu ta karetka by przyjechała, to ta sytuacja może inaczej by się wydarzyła. Mam żal do tej dyspozytorki. Chcemy, żeby sprawiedliwość była, żeby rodzice nie musieli cierpieć – mówi pan Jacek.
Zobacz także: Donald Tusk z powrotem w Brukseli? Prezydent Sopotu: zupełna abstrakcja
Autor: ABA
Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem stronyKliknij tutaj, aby wyświetlić