Historia: jak skromny, wiejski nauczyciel rozsławił Biskupin

Jej odkrycie stało się jednym ze stu najważniejszych wydarzeń archeologicznych XX wieku. Gdyby nie przypadek, być może do dziś nie słyszelibyśmy o tej dawnej osadzie łużyckiej w Biskupinie. A wszystko zaczęło się od pewnego jesiennego spaceru miejscowego nauczyciela w małej, spokojnej wiosce w gminie Gąsawa na Pojezierzu Gnieźnieńskim.

Biskupin/ ilustracjaBiskupin/ ilustracja
Źródło zdjęć: © Fot. Wikimedia Commons

Walenty Szwajcer, bo o nim mowa, spacerował pewnego sierpniowego dnia 1933 roku wąską ścieżką wokół Jeziora Biskupińskiego. Była piękna pogoda, wiał lekki, przyjemny wiatr. Pan Walenty szedł zamyślony, ostrożnie stawiając kroki na wąskiej dróżce. Nie chciał zmoczyć butów. W pewnej chwili przystanął zdumiony. Przy samym brzegu jeziora zauważył wystające z wody rzędy drewnianych pali. Wiele razy tędy spacerował, ale dotychczas nigdy ich tu nie widział. Podszedł bliżej. Były nachylone pod pewnym kątem w stronę brzegu. Czuł, że trafił na coś niezwykłego.

Usiadł ostrożnie na kępie traw i zmarszczył czoło. Obudziła się w nim detektywistyczna żyłka. Zaczął kojarzyć fakty. Przypomniał sobie, że rok wcześniej robotnicy prowadzili prace melioracyjne na pobliskiej rzece Gąsawce. Po ich zakończeniu poziom wody w jeziorze zaczął systematycznie opadać. To wyjaśniało, dlaczego nagle znad powierzchni wody ukazały się tajemnicze pale.Dopiero teraz jezioro odsłaniało swoje tajemnice.

Nie było to jedyne odkrycie tego dnia. Gdy przyjrzał się dokładniej, zauważył, że nieco dalej znad wody wystają jeszcze bardziej intrygujące konstrukcje. Zaczął się im uważnie przyglądać. W pewnej chwili aż podskoczył z wrażenia. Tak — to były dachy pokryte strzechą!

Przez długi czas nie mógł ochłonąć. Był przekonany, że widzi przed sobą dawną osadę, przez wieki ukrytą przed ludzkim wzrokiem pod wodą jeziora. Skąd ta pewność? Przypomniał sobie jeszcze jeden szczegół: jeden z miejscowych rolników, który miał pole tuż przy jeziorze, co jakiś czas znajdował w ziemi fragmenty ceramicznych naczyń i przedmiotów z brązu. To nie mógł być przypadek.

Nauczyciel z Biskupina nie przypuszczał jednak, że po latach miejsce to stanie się jednym z największych i najbardziej rozpoznawalnych rezerwatów archeologicznych w Europie, o którym do dziś wspominają wszystkie światowe encyklopedie. Ale wróćmy do 1933 roku.

Walenty Szwajcer był tak przejęty swoim odkryciem, że jeszcze tego samego dnia powiadomił o niezwykłym odkryciu miejscowe władze. Jego rewelacje nie wzbudziły jednak większego zainteresowania urzędników, co bardzo go rozczarowało. Nie odpuścił jednak. Wiedział, że kilka lat wcześniej w tej okolicy prowadzono prace archeologiczne. Ustalił, że kierował nimi profesor Uniwersytetu Poznańskiego - Józef Kostrzewski. Dotarł do niego i nie zawiódł się. Trafił nie tylko na wybitnego naukowca, ale też na zagorzałego pasjonata historii.

Profesor nie zastanawiał się długo. Szybko zorganizował ekipę badawczą i jeszcze w tym samym roku rozpoczęto w Biskupinie prace archeologiczne. Walenty Szwajcer przez cały czas był blisko wydarzeń.

Tymczasem niemal każdego dnia archeolodzy odkrywali coś nowego. Temat Biskupina i pradziejowej osady nie schodził z czołówek polskich i europejskich gazet. Okazało się, że odkryta osada - gród obronny - powstała około 2700 lat temu, w okresie kultury łużyckiej.

Walenty Szwajcer nigdy nie starał się być w centrum uwagi. Pozostawał w cieniu i nie przypisywał sobie szczególnych zasług, choć to dzięki jego determinacji tak szybko rozpoczęto badania.

W tym czasie Biskupin odwiedzali najwyżsi dostojnicy państwowi i kościelni. Byli tu m.in. prezydent Ignacy Mościcki, marszałek Edward Rydz-Śmigły oraz prymas August Hlond.

Młody, niespełna trzydziestoletni wówczas nauczyciel nie przypuszczał, że przyjdzie mu oprowadzać tak znamienitych gości, a nawet zasiadać z nimi przy jednym stole.

Pochodził z wielodzietnej rodziny - było ich jedenaścioro. On był najmłodszy. Ojciec prowadził 40-hektarowe gospodarstwo. Syn rolnika, który jeszcze niedawno pomagał w polu, ściskał teraz dłonie najważniejszych osób w państwie.

Odkrycie w Biskupinie miało ogromne znaczenie dla władz. Nie szczędzono środków na badania - była to sprawa wagi państwowej. Nad Europą zbierały się wtedy ciemne chmury. Niemcy zgłaszali roszczenia terytorialne, a odkrycie miało stanowić dowód na wielowiekową obecność Słowian na tych ziemiach.

Wybuch wojny w 1939 roku nie przerwał całkowicie prac archeologicznych - przez pewien czas kontynuowali je Niemcy. Szukali dowodów na to, że gród zamieszkiwały ludy germańskie, jednak niczego takiego nie znaleźli. Walenty Szwajcer został w czasie wojny objęty przez niemieckie władze okupacyjne aresztem domowym. Pomógł mu właściciel majątku w Biskupinie, zaprzyjaźniony z nim Niemiec Erich Rust, który wspierał przed wojną badania wykopaliskowe w Biskupinie. To dzięki niemu Szwajcer dostał pracę w cukrowni w Żninie, dzięki czemu uniknął przesiedlenia do Generalnej Guberni. Po zakończeniu kampanii cukrowej w styczniu 1940 roku został zatrudniony jako urzędnik gospodarczy w majątkach: w Woli (lata 1940-1941), Sarbinowie I (lata 1941-1942) i Gogółkowie (lata 1942-1945).

Pod koniec wojny Niemcy zasypali stanowisko archeologiczne ziemią i piaskiem, niszcząc przy tym wiele artefaktów. Paradoksalnie piasek pomógł zakonserwować drewniane konstrukcje. Po wojnie badania wznowiono i ostatecznie zakończono w 1974 roku.

Walenty Szwajcer przeżył wojnę i wrócił do pracy w szkole, zostając jej kierownikiem. Przez wiele lat prowadził miejscowe schronisko młodzieżowe, był zapalonym pszczelarzem i ogrodnikiem. Zmarł w 1994 roku. Został pochowany na cmentarzu w Wenecji, po drugiej stronie Jeziora Biskupińskiego.

Ten wielki pasjonat historii i społecznik - to dzięki jego staraniom Biskupin został zelektryfikowany - miał także swój wkład w powstanie Muzeum Archeologicznego w Biskupinie. Dwukrotnie był też sołtysem.

Dziś wiemy, że wystające z wody pale były jedynie częścią znacznie większej całości. W osadzie znajdowało się ponad sto domów rozmieszczonych wzdłuż trzynastu równoległych ulic. Mogło tu mieszkać nawet tysiąc osób. Osadę zbudowano w dość krótkim czasie. Zajęło to ok. 5-6 lat. Ze względu na doskonały stan zachowania konstrukcji miejsce to bywa nazywane "polskimi Pompejami". Do budowy grodu zużyto około dwudziestu tysięcy dębowych bali - właśnie takich, jakie pewnego dnia zauważył skromny, wiejski nauczyciel. I wiemy, jak ta historia się skończyła...

Wybrane dla Ciebie
Wyniki Lotto 05.04.2026 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Ekstra Premia, Mini Lotto, Kaskada
Wyniki Lotto 05.04.2026 – losowania Multi Multi, Ekstra Pensja, Ekstra Premia, Mini Lotto, Kaskada
Istny wysyp, są ich miliony. Leśnicy oczarowani. "Niesamowite wrażenie"
Istny wysyp, są ich miliony. Leśnicy oczarowani. "Niesamowite wrażenie"
Tysiące ton na dnie Bałtyku. "Toksyczna bomba". Naukowcy alarmują
Tysiące ton na dnie Bałtyku. "Toksyczna bomba". Naukowcy alarmują
Nagrali bociana. "Poruszający". Już blisko 100 tys. wyświetleń
Nagrali bociana. "Poruszający". Już blisko 100 tys. wyświetleń
Rosja buduje bazy na Białorusi. Eksperci ostrzegają Polskę
Rosja buduje bazy na Białorusi. Eksperci ostrzegają Polskę
"Nic cię teraz nie uratuje". Mocne słowa do Trumpa. Krytyk grzmi
"Nic cię teraz nie uratuje". Mocne słowa do Trumpa. Krytyk grzmi
Mijają ją tysiące turystów. Willa "Pod Skocznią" kryje mroczną tajemnicę
Mijają ją tysiące turystów. Willa "Pod Skocznią" kryje mroczną tajemnicę
Niesie się ujęcie z Bieszczad. To nie dzieło AI. Aż przecierają oczy
Niesie się ujęcie z Bieszczad. To nie dzieło AI. Aż przecierają oczy
Wyskoczył z leśnych ostępów. Widzieli go tylko przez moment. Spójrzcie
Wyskoczył z leśnych ostępów. Widzieli go tylko przez moment. Spójrzcie
Szkodnik atakuje uprawy polskich rolników. "Powoduje duże straty"
Szkodnik atakuje uprawy polskich rolników. "Powoduje duże straty"
Ciało w fosie w centrum miasta. To zaginiony 21-latek
Ciało w fosie w centrum miasta. To zaginiony 21-latek
Tragedia na Mazurach. To 15-letni Oskar. Nagle zobaczyli "znak"
Tragedia na Mazurach. To 15-letni Oskar. Nagle zobaczyli "znak"