- Ludzie nas oskarżają, że mamy coś wspólnego ze zniknięciem Jowity. Mamy ciągłą nadzieję, że kości te nie należą do niej - powiedzieli Małgorzata i Jan Zielińscy reporterowi "Faktu".
Teściowie Jowity byli zaskoczeni informacją o odkryciu szczątków - jak twierdzą, o sprawie dowiedzieli się z internetu.
Nie otrzymaliśmy od policji żadnych informacji, nie wiemy nic. Nie wiem, dlaczego podaje się nieprawdziwe informacje, że kości, które znaleziono należą do Jowity. Dlaczego takie informacje są przekazywane, skoro jeszcze nic nie jest wiadome? - zastanawiają się rozmówcy "Faktu".
Przypomnijmy - kobieta zaginęła 6 lipca 2024 r., gdy wracała rowerem z pracy. Ślad po niej urwał się niedaleko domu, w którym mieszkała z teściami.
Odkrycie w lesie
Jak informowaliśmy już wcześniej, przełom w tej sprawie nastąpił po dwóch latach - w sobotę 18 lipca. Ok. godz. 19:00 szczątki kobiety znalazło dwóch grzybiarzy z pobliskiego Rypina.
Na obecnym etapie mogę powiedzieć, że z dużym prawdopodobieństwem szczątki znalezione w lesie należą do zaginionej - przekazała o2.pl prokurator Małgorzata Kręcicka z Prokuratury Okręgowej we Włocławku.
Przy zwłokach, jak ustalił "Fakt", znaleziono medalik z imieniem zmarłego męża Jowity.
Małgorzata i Jan Zielińscy w rozmowie z dziennikiem podzielili się swoimi wątpliwościami.
W tamtym czasie milion razy przeszukiwano to miejsce i jestem przekonany, że znaleziono by te szczątki - mówi Jan Zieliński.
Rozmówcy "Faktu" przyznają, że spotykają się z oskarżeniami ze strony internautów.
Policja nie poinformowała nas. Tymczasem ludzie w komentarzach oskarżają rodzinę, że to myśmy mieli coś wspólnego z zaginięciem, że niby teściowie jej coś zrobili, bo nie podzielili się majątkiem. Nie było żadnego majątku. Podaliśmy to do publicznej wiadomości - podkreśla Małgorzata Zielińska, nawiązując do swojego wpisu sprzed kilku miesięcy.
Teściowie zaznaczają, że nie mieli żadnych konfliktów z synową, a "pokój Jowity czeka na nią cały czas".
Jako rodzina mamy sumienie czyste, bardzo dobrze, że nas przesłuchiwali, bo przynajmniej nas wykluczyli i jesteśmy czyści - mówią "Faktowi".
- Sprawca, który zrobił cokolwiek Jowicie, czy ją uprowadził, miał wolną rękę, bo miał całą noc i pozostałe wszystkie dni, kiedy policja skupiła się tylko na nas - tłumaczą, nie kryjąc rozgoryczenia.
Na razie śledczy będą ustalać, czy znalezione szczątki na pewno należą do 30-latki. W tym celu wykonane zostaną sekcja zwłok i badania DNA.