Miał żelazny nóż pod szyją. Sensacyjne odkrycie koło Dąbrówna
Archeolodzy badający średniowieczne cmentarzysko w Starym Mieście k. Dąbrówna natrafili na nietypowy pochówek - zmarłego z żelaznym nożem pod szyją i gwoździem na piersiach. Kierujący pracami dr Arkadiusz Koperkiewicz przekonuje jednak, że taka zawartość grobu nie oznacza, iż były to pogańskie praktyki antywampiryczne.
Naukowcy z Uniwersytetu Gdańskiego dokonali zaskakującego odkrycia podczas badań w miejscu, gdzie lokowano pierwsze Dąbrówno. Jak informuje Polska Agencja Prasowa, już wcześniej zespół potwierdził istnienie reliktów średniowiecznej zabudowy. Odnaleziono też cmentarzysko z XIV i XV wieku, gdzie spoczywa pierwsze pokolenie osadników.
Miejsce to jest częściowo uszkodzone orką, dlatego archeolodzy już jesienią zeszłego roku, znajdując na powierzchni różne charakterystyczne przedmioty, byli w stanie ustalić jego metrykę.
Cmentarzysko prawdopodobnie otaczało drewniany kościół, który według historyków został zniszczony w 1414 r. podczas wojny z zakonem krzyżackim. Pod powierzchnią ziemi odkryto szkielety, niektóre uszkodzone, układane według chrześcijańskiej tradycji z tamtych czasów, tj. głowami na zachód, z rękami skrzyżowanymi na piersiach lub miednicy.
Przy niektórych znajdowane były noże, krzesiwa, sprzączki do pasów czy pojedyncze monety pochodzące z 1. poł. XIV w.
Praktyki antywampiryczne?
Szczególne zainteresowanie naukowców wzbudził jeden z grobów. Zmarły miał pod szyją żelazny nóż skierowany ostrzem do góry, a na jego piersiach znajdował się gwóźdź. Nad miednicą odkryto także duży fragment ceramicznego naczynia.
Ostatni z tych przedmiotów nie dziwi, ponieważ już wcześniej obyczaj wkładania do grobu fragmentu rozbitego naczynia identyfikowano jako charakterystyczny element obyczaju pogrzebowego pruskich neofitów. To może być coś w rodzaju symboliki "vanitas", marności człowieka wobec wielkości Boga i kruchości życia - zaznaczył PAP dr Arkadiusz Koperkiewicz.
Dodał też, że znane są z wczesnośredniowiecznych cmentarzysk słowiańskich i folkloru, praktyki wkładania do grobów tzw. apotropejonów, czyli przedmiotów ochronnych. Chodzi o elementy magii czy wierzenia ukazujące strach przed powrotem zmarłego. Często były to ostre przedmioty, takie jak sierpy czy noże.
Jednym z najgłośniejszych atypowych pochówków była spoczywająca na XVII-wiecznym cmentarzysku w Pniu tzw. wampirka Zosia - młoda kobieta, którą pochowano z sierpem na szyi i kłódką umieszczoną na palcu stopy.
Dr Koperkiewicz podkreśla jednak, że pochówek odnaleziony w Dąbrównie nie jest bezpośrednim dowodem na stosowanie takich praktyk.
Raczej nie, nie jestem przekonany do takiej interpretacji. Oczywiście nie można wykluczyć kultywowania przez Prusów pewnych zachowań tradycyjnych. Ale czy nasze pobożne babcie nie zakrywały luster i nie przewracały krzeseł, gdy ktoś umarł? A przecież nie powiemy, że uprawiały pogańskie praktyki antywampiryczne - wyjaśnił PAP archeolog.
Przykład z Dąbrówna, jak mówi archeolog, jest jednym z ciekawszych, które odnotowano na terenach ziem krzyżackich. Na przełomie XIV i XV wieku Prusowie odeszli już od dawnych obyczajów pogrzebowych, a ceremonia była regulowana prawem kościelnym.
Pierwsze kontakty z zakonem krzyżackim zobowiązywały ich do nowych praktyk - zobowiązali się nie palić ciał swych zmarłych i chować ich wyłącznie w przestrzeni cmentarza lokalizowanego przy kościele. Duchowni narzekali jednak, że ludność nie zawsze przestrzega reguł.
Trudno jednak wyobrazić sobie, aby na cmentarzu przy kościele pochowano kogoś utożsamianego ze złem, bo była to strefa sacrum, szczególnie chroniona. Jej zbezczeszczenie wymagało ponownej konsekracji miejsca - wyjaśnił rozmówca PAP.
Ekspert podkreślił, że działania, które dziś wydają nam się nieracjonalne, mogły być m.in. okraszone rodzajem ludowej magii. Np., gdy sprawdzano, czy ktoś rzeczywiście zmarł, kładziono mu na piersi świecę czy rozgrzaną ziemię ubitą pod progiem domu.