Mówi, co działo się w Moskwie po wybuchu. Ucierpieć miała Maria P. 

W wyniku wybuchu, do którego doszło 1 sierpnia w luksusowej restauracji Balzi Rossi w centrum Moskwy, zginęło 5 osób, a 21 odniosło obrażenia. Ucierpieć miała m.in. córka generała Aleksandra Czajko. Blogerka Jelena Rajn ujawniła, co działo się krótko po eksplozji. Przekazała, że dziennikarze dostali zakaz pracy na miejscu.

Córka generała miała ucierpieć w ataku w Moskwie.Córka generała miała ucierpieć w ataku w Moskwie.
Źródło zdjęć: © X
Mateusz Domański

Do zdarzenia doszło w popularnym lokalu na placu Kudryńskim w Moskwie. Według nieoficjalnych doniesień, generał-pułkownik Aleksandr Czajko świętował tam swoje 55. urodziny.

Zgodnie z oficjalną wersją przedstawioną przez rosyjski Narodowy Komitet Antyterrorystyczny, powielaną przez państwowe media, za wybuchem stoi nieznana kobieta, która próbowała wnieść na teren restauracji improwizowany ładunek wybuchowy wypełniony metalowymi kulkami.

Najwięcej emocji budzą informacje dotyczące ofiar. Monitorujący sytuację kanał Supernova+ poinformował, że w wyniku eksplozji Maria P., córka rosyjskiego dowódcy, poniosła rany odłamkowe, natomiast jej mąż zmarł po przewiezieniu do szpitala. Informacja o śmierci zięcia nie została jednak jeszcze oficjalnie potwierdzona.

Przedstawiciele "Wiorstki" próbowali kontaktować się z Marią - kobieta nie odbierała telefonów i nie odczytywała wiadomości.

Dziennikarze przeprowadzili śledztwo z wykorzystaniem wycieków z rosyjskich baz danych. Okazało się, że wiek Marii P. pokrywa się z wiekiem Marii Czajko (córki generała), która w dokumentach figuruje pod nazwiskiem Pieriedrij (prawdopodobnie nazwisko po mężu).

Ujawniła, co działo się po eksplozji

Przebieg wydarzeń tuż po eksplozji opisała rosyjska blogerka Jelena Rajn, która opublikowała w sieci nagranie z miejsca zdarzenia (udostępnione później przez Supernova+). W rozmowie z niezależnym portalem Astra przekazała, że usłyszała "bardzo głośny huk".

Nie wierzyłam, że w centrum Moskwy może dojść do eksplozji w biały dzień - dodawała.

Z jej relacji wyłania się obraz szybkiej i brutalnej akcji rosyjskich służb. Teren wokół restauracji został błyskawicznie otoczony. Podobno służby zabroniły dziennikarzom pracy na miejscu, a od niektórych żądały natychmiastowego usunięcia nagranych materiałów.

Blogerka, która znała się z dyrektorem i obsługą lokalu, dodała, że nikt z personelu nie mógł opuścić budynku. Służby nałożyły na pracowników całkowity zakaz komentowania zdarzenia i informowania o szczegółach aż do zakończenia czynności śledczych.

Wybrane dla Ciebie