Co najmniej 168 osób zginęło w wyniku powodzi na granicy Nepalu i Tybetu. Kolejnych 1,3 tys. osób jest zaginionych. Do zdarzenia doszło w środę w powiecie Gyirong (Tybet) w wyniku zerwania się potężnego masywu lodowego. Osuwisko doprowadziło do potężnego wstrząsu sejsmicznego i wywołania gwałtownych powodzi błyskawicznych.
Kataklizm doprowadził do ogromnych zniszczeń w dolinie. Zniszczeniu uległy domy, drogi, mosty. W sieci ukazują się przerażające nagrania, na których widać sterty śmieci pływające w rwącym potoku błota.
Na jednym z filmów, który pojawia się w mediach, widać chłopca próbującego dotrzeć na brzeg. Niektórzy świadkowie, zamiast szukać jakiejkolwiek formy pomocy dla powodzianina, zaczęli wszystko nagrywać telefonami komórkowymi. Część ludzi sięgała po długie przedmioty, prawdopodobnie chcąc je podać chłopcu, aby pomóc mu wyjść na ląd.
"Corriere della Sera", powołując się na miejscowe media, podaje, że "dochodziło również do przypadków, w których ludzie, zamiast uciekać w bezpieczne miejsce, zatrzymywali się, by nagrywać filmy podczas przerażającej fali powodziowej i stracili życie, porwani przez żywioł".
Sytuacja w regionie jest krytyczna. Jak podaje Reuters, Nepalczycy wysłali na miejsce 5 tys. żołnierzy i policjantów, którzy włączyli się w akcję ratunkową. Trwa poszukiwanie zaginionych osób. Wśród nich jest także 653 obcokrajowców - Amerykanie, Ukraińcy, Niemcy, Australijczycy. Na ten moment nie ma doniesień o Polakach.