Nie tylko susza. Rolnicy mogą mieć jeszcze jeden poważny problem

Polskie rolnictwo trzeci rok z rzędu zmaga się z suszą. Według hydrologów, poziom wód gruntowych jest najniższy od 30 lat. Jednak uprawom zagraża nie tylko brak wody. W tym roku może do tego dojść bezprecedensowo wielka plaga myszy polnych.

Myszy polne to powszechne szkodniki upraw
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons

Za rekordowe ilości myszy na polach odpowiada bardzo łagodna zima, która pozwoliła tym gryzoniom rozmnażać się w szybkim tempie. Wzrostowi ich populacji sprzyja zresztą nie tylko klimat, ale i tzw. rok sienny.

Rok sienny to okres, w którym wyjątkowo mocno zakwitają określone gatunki drzew. W zeszłym roku w Polsce swój szczyt owocowania miały np. dęby i buki. Skutkowało to mnóstwem żołędzi spadających na ziemie, co dla myszy oznaczało prawdziwą ucztę.

Zniszczone uprawy

Dobrze odżywione myszy rozmnożyły się w takim tempie, że już od początku kwietnia właściciele upraw zbóż alarmują, że ich plony są w tym roku bardzo zagrożone. W województwie opolskim o pladze myszy mówi wielu rolników, którzy twierdzą, że te uwielbiające ziarno zwierzęta "dziurawią im pola".

W tej chwili trudno jest oszacować straty, aczkolwiek myślę, że mogą sięgać koło 30 proc. w niektórych uprawach. Mniej więcej jest 300-350 nor na hektarze. A próg szkodliwości ekonomicznej wynosi około 50 nor - mówił TVP3 Opole, rolnik z Głubczyc.

Plaga myszy to problem dla wszystkich. Susza przetrzebiła polskie uprawy. Teraz, po zniszczeniach dokonanych przez myszy, może to oznaczać, że za żywność będziemy płacić latem dużo więcej niż w zeszłym roku. Jeżeli myszy dostaną się także do elewatorów ze zbożem, to cena np. chleba może wzrosnąć, nie, jak przewidywano ostatnio o 10-20 procent, ale jeszcze bardziej.

Polskim młynom kończą się zapasy zboża. Do tego w związku z epidemią koronawirusa, Polacy rzucili się masowo, zwłaszcza w pierwszym okresie, na makarony czy kasze, co sprawiło, że pracowały one pełną parą. Do tego podobnie postąpili nasi sąsiedzi, a Polska jest dużym eksporterem żywności. Wobec tego rezerwy zboża dramatycznie topnieją.

Jak wskazywał ostatnio były minister rolnictwa, Marek Sawicki, Polska, jako jeden z niewielu krajów, zamiast gromadzić zboże na czarną godzinę, sprzedawała go w tym roku o cztery razy więcej niż w poprzednim. Strategiczne rezerwy kurczą bardzo szybko. Jeżeli doliczymy do tego to, co mogą teraz zjeść myszy - wkrótce możemy znaleźć się w poważnych tarapatach.

Zobacz także: Walka z suszą. 100 tys. zł dla gospodarstwa na rozbudowę retencji

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Wybrane dla Ciebie