Nie wiedzieli co się dzieje z ich synem. Zmarł na hantawirusa
Statek MV Hondius, na którym potwierdzono zakażenie hantawirusem wyruszył z Argentyny. Władze i eksperci, próbują ustalić czy to właśnie ich kraj jest źródłem śmiertelnej epidemii, która dotknęła pasażerów statku.
Podczas gdy to co się dzieje na statku wycieczkowym jest tragedią, Argentyńczycy mierzą się z konsekwencjami epidemii na co dzień. W Argentynie od czerwca 2025 roku odnotowano 101 przypadków zakażenia hantawirusem. Choroba doprowadziła do śmierci 1/3 wszystkich zakażonych.
Podczas rozmowy z agencją Associated Press opowiedzieli o swojej tragedii rodzinnej. Podejrzewali, że ich 14-letni syn ma grypę, od lekarzy otrzymał ibuprofen i zalecenia odpoczynku. Jednak, jego stan zdrowia się pogarszał. Dwie godziny po tym, jak zrobiono mu test na hantawirus, chłopiec umarł. Wynik wyszedł pozytywny.
- Nie życzyłbym nikomu na świecie tego, czego my teraz doświadczamy – powiedział ojciec chłopca.
Hantawirus, zwany także wirusem andyjskm, powoduje ciężką i często śmiertelną chorobę płuc. Światowa Organizacja Zdrowia zakwalifikowała Argentynę jako kraj o najwyższej częstotliwości występowania choroby przenoszonej przez gryzonie w Ameryce Łacińskiej.
Liczba osób zakażonych i ofiar śmiertelnych wzrasta przez zmiany klimatyczne, które pozwalają gryzoniom rozprzestrzeniać się do nowych miejsc. Do zakażenia dochodzi zazwyczaj w wyniku kontaktu z odchodami, moczem lub śliną gryzoni. Okres inkubacji trwa od jednego do ośmiu tygodni.
W styczniu władze ogłosiły alarm w związku z kilkoma śmiertelnymi ogniskami w najbardziej zaludnionej prowincji Buenos Aires.
Pierwszy zgon na pokładzie MV Honduras miał miejsce 11 kwietnia. Zmarł wtedy 70-letni Holender. "W środę Argentyna ogłosiła, że wysyła materiał genetyczny wirusa Andów oraz sprzęt do przeprowadzania testów, aby pomóc Hiszpanii, Senegalowi, RPA, Holandii i Wielkiej Brytanii w wykrywaniu tego wirusa" - przekazała agencja Associated Press.