Nie żyje 4-letni Piotruś. Zrozpaczony ojciec zabrał głos

554

Ta tragedia wstrząsnęła mieszkańcami Gorzowa Wielkopolskiego. 4-letni Piotruś jechał z tatą rowerami, gdy wjechał w niego rozpędzony samochód. Dziecko zmarło w ramionach ojca. "Stracić syna, to prawie jak stracić siebie" – powiedział zrozpaczony mężczyzna dziennikarzom programu "Uwaga!".

Nie żyje 4-letni Piotruś. Zrozpaczony ojciec zabrał głos
W 4-latka wjechał rozpędzony samochód (Policja)

Do tragedii doszło 10 października w Gorzowie Wielkopolskim. 4-letni Piotruś jechał obok taty na rowerze. Wjechał w niego rozpędzony samochód, który wcześniej uderzył w bmw, a następnie zjechał na chodnik.

Synek był tuż obok. Nagle usłyszałem huk i syna nie ma - powiedział Karol Bącler, ojciec Piotrusia w programie "Uwaga!".
Wszyscy krzyczeli, żeby wezwać pomoc, karetkę, ale ten ojciec mówił, że już nie ma po co, że synek nie żyje. Był cały zapłakany, zakrwawiony, bo trzymał syna na rękach. Synek odszedł na jego oczach, na jego rękach - opisuje świadek tragedii.

Chevroletem jechały trzy osoby, 38-letni kierowca Krystian K. i prawdopodobnie jego dwaj nieletni synowie. Wszyscy uciekli z miejsca zdarzenia.

Pięć razy odchodził i wracał z miejsca wypadku. Dwa razy, żeby zobaczyć mnie, nie udzielając mi pomocy. Trzykrotnie wracał do samochodu, pewnie coś zostawił. Nie powiedział do mnie nic, krzyczał do kierowcy innego pojazdu, że to jego wina - mówi ojciec zmarłego chłopca.

Krystian K. wbiegł na pobliskie podwórko i poprosił napotkaną osobę o telefon. Mówił, że doszło do wypadku, w którym zginęło dziecko, ale nie powiedział, że to on był sprawcą. Zadzwonił do kolegi, a później ktoś pod niego podjechał.

Sprawca przez dobę ukrywał się przed policją. Został zatrzymany w jednym z gorzowskich hoteli. Usłyszał zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym przy jednoczesnej ucieczce z miejsca zdarzenia. Przyznał się do winy. Grozi mu od 2 do 12 lat więzienia.

Synek zginął na jego oczach. "To prawie jak stracić siebie"

Ojciec 4-letniego Piotrusia jest zrozpaczony. Bliscy podkreślają, że mężczyznę łączyła z synkiem niezwykła więź.

Karol chodził wszędzie ze swoim synem. Tam gdzie on, tam i Piotruś. Mają jeszcze dwie córeczki. To był ich jedyny syn, oczko w głowie tatusia - powiedziała przyjaciółka rodziny.
Już nie mówię o nim: "Jest, tylko był". Nawet nie wiem, jak to mam opisać. Nie funkcjonuję za dobrze, tylko wypełniam obowiązki. Brakuje mi tych jego łapek, które zawsze do wszystkiego pchał, zawsze był obok - wyznał pan Karol.
Kochałem go i kocham dalej i tak będzie zawsze. Stracić syna, to prawie jak stracić siebie - dodał.

Zobacz także: Cudem uniknęła śmierci. Przerażające nagranie z Holandii

Autor: NB
Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić