Niemcy alarmują ws. Bałtyku. Milion ton amunicji i tysiące ton chemikaliów
Jak podaje Augsburger Allgemeine, Morze Bałtyckie od lat określane jest mianem "pacjenta intensywnej terapii". Eksperci alarmują, że ekosystem tego akwenu jest poważnie zaburzony – woda staje się coraz cieplejsza, a podwodny hałas i zanieczyszczenia dodatkowo pogarszają jego kondycję.
Symbolem problemów Bałtyku stał się humbak Timmy, który "zabłąkał się do tego morza" i musiał mierzyć z sieciami rybackimi, hałasem oraz niedoborem pożywienia. Eksperci nie mają wątpliwości, że podobne przypadki mogą się powtarzać.
Finn Viehberg z World Wide Fund for Nature podkreśla, że Bałtyk od co najmniej czterech dekad zmaga się z poważnymi problemami środowiskowymi. Jego specyfika – jako morza słonawego – sprawia, że wymiana wody trwa bardzo długo, nawet od 20 do 40 lat, co utrudnia naturalną regenerację.
Nadmiar składników odżywczych i jego skutki
Jak podaje Augsburger Allgemeine, jednym z głównych problemów jest nadmiar azotu i fosforu trafiających do morza. Choć oczyszczanie ścieków uległo poprawie, poziom zanieczyszczeń wciąż przekracza próg, który umożliwiałby samoregenerację ekosystemu.
Efektem są masowe zakwity glonów, które powodują mętnienie wody i ograniczają dostęp światła do dna. To z kolei prowadzi do zaniku łąk trawy morskiej – kluczowych dla rozrodu ryb, takich jak śledź. W konsekwencji pogarszają się warunki dla całego łańcucha pokarmowego.
Przełowienie i śmiercionośne sieci
Kolejnym zagrożeniem jest intensywne rybołówstwo. Przełowienie zagraża populacjom dorsza i śledzia, a także wpływa na równowagę biologiczną morza.
Szczególnie niebezpieczne są tzw. "sieci widma" – porzucone lub zagubione narzędzia połowowe. Viehberg zwraca uwagę, że zaplątują się w nie morświny, które toną, a także foki i rzadkie gatunki ptaków nurkujących. Problem pogłębia fakt, że odzyskiwanie takich sieci jest kosztowne i rzadko podejmowane.
Wojny i niedobór tlenu
Jak podaje Augsburger Allgemeine, Bałtyk zmaga się również z historycznym obciążeniem – po II wojnie światowej zatopiono w nim ponad milion ton amunicji oraz tysiące ton substancji chemicznych. Dziś korodujące pojemniki stanowią dodatkowe zagrożenie i utrudniają działania naprawcze.
Jednocześnie morze cierpi na niedobór tlenu. Opadające na dno obumarłe glony zużywają tlen w procesie rozkładu, co prowadzi do powstawania tzw. martwych stref. Obszary ubogie w tlen stale się powiększają, pogarszając warunki życia organizmów.
Prawo jest, ale brakuje skuteczności
Eksperci wskazują, że problemem nie jest brak regulacji. Bettina Taylor z Bund für Umwelt und Naturschutz Deutschland podkreśla, że istnieje wiele porozumień i dyrektyw mających chronić Bałtyk, m.in. w ramach Komisji Helsińskiej.
Jak podaje Augsburger Allgemeine, cele te nie zostały jednak osiągnięte. Zdaniem ekspertów problem tkwi w braku konsekwencji politycznej, zbyt dużej dowolności interpretacyjnej oraz nieskutecznych mechanizmach egzekwowania przepisów.
Nowe wyzwania i ograniczona współpraca
Sytuację komplikuje także rozwój nowych technologii, takich jak składowanie dwutlenku węgla na dnie morskim (CCS), które może zwiększyć poziom hałasu pod wodą. Dodatkowo, jak podaje Augsburger Allgemeine, wojna w Ukrainie utrudniła współpracę międzynarodową w regionie Bałtyku, zwłaszcza z Rosją.