Nocny krajobraz tętniącego życiem miasta, a w samym jego centrum – starszy, pochylony mężczyzna rozkładający na chodniku wiadra z kolorowymi bukietami. To pan Andrzej, niepełnosprawny senior, którego historia błyskawicznie obiegła media społecznościowe za sprawą wpisu pani Alicji.
Autorka wpisu spotkała pana Andrzeja na ulicy po godzinie 22:00. Jak ustaliła pani Alicja, senior posiada co prawda rentę, jednak jej wysokość ledwo starcza na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb.
Autorka wpisu wraz ze znajomymi od dłuższego czasu stara się regularnie wspierać pana Andrzeja. Gdy widzą, że na jego prowizorycznym stoisku zostaje już tylko kilka sztuk, wykupują wszystko, by zmęczony senior mógł w końcu wrócić do domu. W swoim apelu kobieta zwraca się do wszystkich przechodniów.
WIDEO85-latek wracał z kościoła. Chwilę później został brutalnie napadnięty
Jeśli kiedyś go spotkacie, zatrzymajcie się na chwilę. Kupcie choć jednego kwiatka. Jeśli macie więcej czasu, to podejdźcie i porozmawiajcie z nim. Każdy człowiek ma swoją historię, czasem kilka minut rozmowy znaczy więcej niż pieniądze - prosi kobieta.
We wpisie nie zabrakło też gorzkiej refleksji nad systemową sytuacją najstarszych członków społeczeństwa. Autorka ze smutkiem zauważa, że wielu seniorów u schyłku życia staje przed dramatycznym dylematem: kupić niezbędne leki czy jedzenie.
Pod wpisem natychmiast pojawiły się setki komentarzy. Dla wielu osób widok pracującego w nocy schorowanego emeryta to dowód na niewydolność systemu opieki społecznej w kraju.
"To chore, że starsi ludzie w tym wieku i z takimi problemami zdrowotnymi muszą w ogóle dorabiać, żeby godnie żyć" – denerwuje się jedna z internautek.
Głos zabrała również kobieta pracująca w handlu, która na co dzień obserwuje podobne dramaty: "Sama pracuję w sklepie i każdego dnia spotykam u nas wielu seniorów, którzy dosłownie muszą wybierać, czy kupić leki, czy coś do jedzenia. To jest niezwykle smutne".
Wielu komentujących deklaruje, że los takich osób nie jest im obojętny i sami często decydują się na podobne gesty solidarności. "Mam dokładnie taki sam odruch. Kiedy widzę osobę pracującą mimo ewidentnych problemów zdrowotnych i widać, że nie dzieje się u niej najlepiej, to zawsze kupuję od niej te kwiaty" – pisze kolejna osoba.