Partnerka Łukasza Litewki zabrała głos. "W domu wiszą jego zdjęcia"

W kwietniu zmarł Łukasz Litewka. Poseł został potrącony, gdy jechał rowerem, przez samochód. Po kilku miesiącach głos zabrała jego partnerka, Natalia Bacławska. - On jest wciąż obecny w moim życiu! W domu wiszą jego zdjęcia i jak ktoś przychodzi, wita się najpierw "Cześć Łukasz" - mówi "Gazecie Wyborczej".

Łukasz Litewka.Łukasz Litewka.
Źródło zdjęć: © Facebook
Mateusz Kaluga

W kwietniu doszło do śmiertelnego potrącenia Łukasza Litewki. 36-letni poseł zmarł po tym, jak został potrącony przy ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Sekcja zwłok Litewki wykazała, że bezpośrednią przyczyną zgonu był krwotok spowodowany rozległymi obrażeniami.

Z nieustalonych dotąd przyczyn kierowca auta nagle zjechał na przeciwległy pas ruchu. To 57-letni Sławomir K. Był trzeźwy. Przyznał się do spowodowania wypadku, ale twierdzi, że stracił przytomność.

Prokuratura Rejonowa w Dąbrowie Górniczej postawiła mężczyźnie zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym (co jest zagrożone karą do 8 lat pozbawienia wolności). Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej zastosował wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze (poręczenie majątkowe w wysokości 40 tys. zł).

Partnerka Łukasza Litewki zabrała głos

Natalia Bacławska w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przyznaje, że Litewka żył bardzo intensywnie, we wszystko się angażował, działał zadaniowo. Dlatego podobnie zrobiła ona po jego śmierci. - Wiedziałam, że muszę zająć się tym i tym, że trzeba rozwiązać dany problem, coś załatwić. Były momenty, że byłam zła i wstydziłam się sama siebie, bo spraw nazbierało się dużo, byłam wyczerpana, płakałam - mówi dziennikowi Bacławska.

Przyznaje, że nigdy nie zależało jej na popularności. Nie chciała nawet, by partner pomagał jej w budowie firmy, gdy otworzyła salon kosmetyczny.

Szanowaliśmy prywatność i nasi przyjaciele o tym wiedzieli. Nie do przesady, bo to nie było tak, że z naszym związkiem ukrywaliśmy się. Bywaliśmy na mieście, na publicznych spotkaniach. Ale nigdy nie chciałam być osobą publiczną. Nie było mi to do niczego potrzebne - mówi "Wyborczej".

Partnerka zmarłego posła wspomina, że gdy dostał się do Sejmu, odbyli szczerą rozmowę. - Był pewien, że nie żałuje. Prawda jest jednak taka, że polityka to nie był jego świat. W ostatnim roku był już nią bardzo zmęczony. Na objęcie mandatu zdecydował się m.in., by walczyć o prawa zwierząt - przekonuje Bacławska.

Kobieta zdradza, że z Łukaszem Litewką rozmawia każdego dnia. - On jest wciąż obecny w moim życiu! W domu wiszą jego zdjęcia i jak ktoś przychodzi, wita się najpierw "Cześć Łukasz" - mówi "Gazecie Wyborczej".

Wybrane dla Ciebie