Plaga w polskich blokach. Znalazł sposób na natrętne karteczki od flipperów

Edyta Tomaszewska
.Plaga w polskich blokach. Znalazł sposób na natrętne karteczki od flipperów
Źródło zdjęć: © Facebook | Maciej Krul - BlejtramTv

W skrzynkach pocztowych w całej Polsce regularnie lądują odręcznie napisane karteczki. Treść niemal zawsze gra na emocjach: mieszkania w okolicy pilnie poszukuje młoda para na starcie albo samotna seniorka. Jednak gdy przyjrzeć się bliżej, okazuje się, że za różnymi wzruszającymi historiami stoi dokładnie ta sama osoba – i ten sam numer telefonu.

O skali zjawiska przypomniał twórca internetowy Maciej Krul, który opublikował wymowne zestawienie. Na dwóch fotografiach widać niemal identyczne karteczki wyjęte ze skrzynki w klatce schodowej.

Na jednym czytamy: "Młode małżeństwo kupi mieszkanie w tej okolicy. Może być do remontu". Na drugim: "Starsza kobieta szuka mieszkania w tej okolicy".

Obydwa ogłoszenia zostały sporządzone tym samym charakterem pisma, a na dole widnieje ten sam numer telefonu.


DLA CIEBIE
HUAWEI Pura - poznaj nowy smartfon

U mnie często są takie karteczki od flipperów. Wszystko napisane tym samym charakterem pisma, z dokładnie tym samym numerem. Albo babcia, albo małżeństwo. Widzę to kilka razy w miesiącu. Ewidentne oszustwo, które powinno być karalne – zauważa Maciej Krul.

Twórca internetowy znalazł też swój własny sposób na radzenie sobie z natrętną korespondencją. "Zawsze w takim wypadku wystawiam ogłoszenie na OLX, że oddam za darmo naklejki z Biedronki i podaję ich numer telefonu" – dodaje z przymrużeniem oka.

Plaga w blokach. "Więcej kartek niż lokatorów"

Pod wpisem natychmiast wywiązała się dyskusja. Komentujący zgodnie przyznają, że zjawisko przybrało w ostatnich latach formę prawdziwej plagi, a kartki w skrzynkach to codzienność większości polskich osiedli.

  • "Tych kartek jest więcej niż lokatorów w całym bloku, plaga" – zauważa jedna z komentujących.
  • "Bez przerwy wyjmuję je ze swojej skrzynki" – wtóruje kolejna internautka.

Część komentatorów wskazuje również na postęp techniczny w tej specyficznej branży. O ile kiedyś flipperzy mozolnie przepisywali ogłoszenia ręcznie, o tyle dziś coraz częściej posiłkują się drukiem. "U nas już poszli o krok dalej. Walą te kartki na kolorowym ksero" – zauważa jeden z uczestników dyskusji. Kserokopie imitujące niebieski długopis na kartce wyrwanej z zeszytu w kratkę to obecnie standard.

Mechanizm jest prosty i przemyślany psychologicznie. Odręczne pismo i wzruszająca historia mają wywołać wrażenie osoby w potrzebie – kogoś prywatnego, z kim łatwiej nawiązać zaufanie niż z bezduszną agencją nieruchomości. Wiele osób, zwłaszcza starszych i mniej zorientowanych w realiach rynkowych, chętniej sprzeda mieszkanie "miłej młodej parze", często nawet poniżej wartości rynkowej, wierząc, że pomaga komuś w starcie życiowym.

W rzeczywistości po drugiej stronie słuchawki czeka pośrednik lub inwestor szukający okazji cenowej. Potwierdzają to doświadczenia osób, które zdecydowały się zadzwonić pod podany numer: "Dzwoniłam kiedyś pod taki numer i gość krótko powiedział, że szuka bardzo tanich mieszkań, nawet w fatalnym stanie. Rasowy flipper" – relacjonuje jedna z komentujących.

Niektórzy zwracają jednak uwagę, że karteczki w skrzynkach to i tak mniejsze zło w porównaniu z bezpośrednim nachodzeniem lokatorów. "Czegoś takiego nie miałem, ale po domach kiedyś łazili u mnie i dzwonili (niby jakaś para) i że szukają domu do kupienia. To jest jeszcze gorsze" – dzieli się swoimi doświadczeniami jeden z mieszkańców.

Eksperci rynku nieruchomości niezmiennie apelują o czujność: jeśli planujemy sprzedaż lokalu, warto najpierw zweryfikować realne ceny rynkowe w okolicy lub skonsultować się z rzeczoznawcą, a do "okazyjnych" i emocjonalnych ogłoszeń z klatki schodowej podchodzić z dużą dawką sceptycyzmu.

Wybrane dla Ciebie