Rolnik z Wilanowa organizuje samozbiory. Tłumy Warszawiaków. Cena? "Co łaska"

Dla wielu określenie "rolnik z Warszawy" brzmi jak żart, jednak w powsińskiej części Wilanowa to jak najbardziej namacalna rzeczywistość. Szymon Porębski, lokalny gospodarz, zorganizował na swoim polu II edycję rodzinnych samozbiorów dyni i marchwi. Efekt? Prawdziwe tłumy Warszawiaków, setki wypełnionych po brzegi toreb i wózków oraz zachwyt całych rodzin.

.Rolnik z Wilanowa organizuje samozbiory.
Źródło zdjęć: © Facebook
Edyta Tomaszewska

W cieniu dynamicznie rozrastających się osiedli mieszkaniowych i nowoczesnych inwestycji deweloperskich w Wilanowie wciąż tętni tradycyjne rolnicze życie. Weekend udowodnił, że mieszkańcy stolicy bardzo tęsknią za bliskością natury i prawdziwą, swojską atmosferą.

Dynie, marchew i traktor przy ul. Łęgowej

Inicjatorem akcji jest Szymon Porębski, który zaprosił mieszkańców do swojego gospodarstwa w Powsinie przy ulicy Łęgowej. Przygotowano dla nich nie lada gratkę – na polu czekało około 10 ton dyń w najróżniejszych odmianach: od popularnych hokkaido i piżmowych, przez prowansalskie, aż po okazałe dynie halloweenowe. Dodatkową atrakcją w tej edycji była możliwość samodzielnego wyciągania z ziemi dorodnych marchwi.

Co ciekawe, organizator postawił na pełne zaufanie i sprawdzoną już formułę – zbiory odbywały się w myśl zasady "co łaska". Oprócz buszowania po grządkach przy wjeździe na pole, tuż obok ciągników, stanęły stoiska ze świeżymi warzywami prosto od gospodarza.


DLA CIEBIE
HUAWEI Pura - poznaj nowy smartfon

Poczuli klimat wsi bez wyjeżdżania ze stolicy

Zainteresowanie przerosło najśmielsze oczekiwania. Na polu pojawiły się całe rodziny z dziećmi, uzbrojone w kalosze, siatki, a nawet taczki i wózki. Dla najmłodszych mieszkańców Warszawy była to często pierwsza okazja, by na własne oczy zobaczyć, jak rosną warzywa i ile trudu wymaga ich zbiór.

– Zainteresowanie naprawdę robiło wrażenie! Mnóstwo rodzin z dziećmi, całe siatki i wózki wypełnione dyniami oraz imponujących rozmiarów marchewkami. To nie tylko świetna zabawa, ale również doskonała okazja do edukacji najmłodszych i pokazania im, skąd tak naprawdę bierze się żywność. Bo kto powiedział, że żeby poczuć klimat wsi, trzeba wyjechać poza Warszawę? – relacjonował w mediach społecznościowych jeden z uczestników akcji.

Wydarzenie miało nie tylko wymiar rekreacyjny i integracyjny, ale też głęboki sens ekonomiczny dla samego rolnika. W rejonach takich jak Wilanów, gdzie presja urbanizacyjna i zabudowa deweloperska stopniowo wypierają tereny uprawne, bezpośredni kontakt z konsumentem staje się kluczem do przetrwania tradycyjnego gospodarstwa.

Krótki łańcuch dostaw – prosto z pola do koszyka klienta, z pominięciem pośredników i marż marketów – okazuje się rozwiązaniem idealnym dla obu stron. Rolnik otrzymuje sprawiedliwe wynagrodzenie i buduje lojalną społeczność, a mieszkańcy zyskują pewne, świeże produkty najwyższej jakości.

Sukces tegorocznych samozbiorów w Powsinie pokazuje, że Warszawiacy doceniają lokalną żywność i chcą wspierać rolników działających w granicach aglomeracji.

Wybrane dla Ciebie