Pobili mieszkańca za zwrócenie uwagi. Młodzież od lat terroryzuje plac zabaw

Mieszkańcy gdańskiego Wrzeszcza alarmują, że wieczorami na placu zabaw młodzi ludzie piją alkohol i zażywają narkotyki. Gdy jeden z sąsiadów zwrócił im uwagę, został brutalnie pobity. Mężczyzna w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przedstawił przebieg zdarzeń. Głos zabrała dyrektorka przedszkola, na terenie którego dochodzi do wybryków młodzieży.

Młodzi od lat terroryzują mieszkańców Wrzeszcza na placu zabaw.Młodzi od lat terroryzują mieszkańców Wrzeszcza na placu zabaw.
Źródło zdjęć: © Getty Images, X
Karol Osiński

Mieszkańcy jednej z ulic w gdańskim Wrzeszczu od ponad dwóch lat walczą z grupami młodzieży, które wieczorami spotykają się na placu zabaw przy ul. Zator-Przytockiego. Jak relacjonują, dochodzi tam do spożywania alkoholu, zażywania narkotyków oraz dewastacji. Ostatnio sytuacja zakończyła się brutalnym pobiciem jednego z mieszkańców.

Młodzież pobiła mężczyznę po zwróceniu im uwagi o złe zachowanie

41-letni pan Rafał regularnie zwracał uwagę nastolatkom, którzy przesiadywali na placu zabaw. Tym razem, po wyproszeniu grupy z terenu, doszło do eskalacji.

– Wyszli grupą z placu, ale zamiast się rozejść, stanęli obok kościoła i zaczęli mnie obserwować. Przeczuwałem, że coś się święci. (...) Nagle usłyszałem krzyk z podwórza. Zobaczyłem, że jakiś młody człowiek uderza czymś w mój samochód. Zamiast od razu zadzwonić na policję, wybiegłem za nim – mówił pan Rafał "Gazecie Wyborczej".

Jak relacjonował, nastolatek miał przy sobie duży klucz warsztatowy, którym uszkodził jego samochód. Gdy właściciel ruszył za nim, został zaatakowany.

– Chłopak wyciągnął klucz nastawny i trzykrotnie mnie nim uderzył. Zaczęliśmy się szarpać. Chciałem go przytrzymać i wezwać policję. Wtedy inny chłopak zaczął pryskać mi w twarz gazem pieprzowym. Chwilę później dostałem cios w twarz, od którego ukruszył mi się ząb. Od gazu nie mogłem już oddychać – opowiadał "Gazecie Wyborczej".

Napastnicy oddalili się dopiero wtedy, gdy usłyszeli, że jeden z sąsiadów wezwał policję. Jeden z nastolatków miał jeszcze prosić pobitego, aby nie zgłaszał sprawy.

– Prosił mnie, żebym nie wzywał policji, bo jego kolega był już wcześniej skazany i ma wyrok w zawieszeniu. Odpowiedziałem tylko: "Co ty opowiadasz, chłopie" – relacjonował pan Rafał "Gazecie Wyborczej".

Mężczyzna trafił do szpitala z głęboką raną głowy, która wymagała założenia szwów

– Teraz dochodzę do wniosku, że powinienem od razu zadzwonić po policję. Mogli mnie przecież zaatakować nożem. Za moich czasów młodzi ludzie nie zachowywali się w ten sposób – mówił "Gazecie Wyborczej".

Jak przekazała mł. asp. Edyta Krefta z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, postępowanie prowadzone jest w kierunku spowodowania średniego i lekkiego uszczerbku na zdrowiu. Funkcjonariusze zabezpieczyli materiał dowodowy i prowadzą czynności zmierzające do ustalenia oraz zatrzymania sprawców.

Mieszkańcy podkreślają, że od miesięcy zgłaszają problem policji i straży miejskiej, jednak ich zdaniem interwencje nie przynoszą trwałych efektów.

– Słyszymy, że patrole są zajęte. A jak już ktoś przyjedzie, to nastolatki uciekają i następnego dnia wracają – mówił jeden z mieszkańców "Gazecie Wyborczej".

O poprawę bezpieczeństwa od dawna apeluje dyrekcja pobliskiego przedszkola

– Od ponad dwóch lat staramy się coś zdziałać: objąć plac monitoringiem i poprawić bezpieczeństwo. Ale jedna instytucja odsyła nas do drugiej. Czy naprawdę musi dojść do tragedii, by w końcu ktoś zajął się tym problemem? – mówiła "Gazecie Wyborczej" Ewa Buczkowska, dyrektorka przedszkola Kota Edwarda.

Gdański Zarząd Zieleni przekazał, że miejski monitoring instalowany jest przede wszystkim w miejscach o największym natężeniu ruchu i najwyższym ryzyku przestępczości. Jednocześnie zapewnił, że zwracał się do policji o zwiększenie liczby patroli w rejonie placu zabaw. Mieszkańcy twierdzą jednak, że mimo tych działań problem nie znika, a wręcz się nasila.

Wybrane dla Ciebie