Pojechał na wojnę z Ukrainą "z pobudek patriotycznych". Teraz się kaja
Rosyjski żołnierz Piotr Dawydow w 2023 roku dobrowolnie zgłosił się na wojnę z Ukrainą z "pobudek patriotycznych". W 2025 roku uciekł z linii frontu i trafił na Łotwę. Rosjanin ujawnił, w jakich warunkach przygotowywał się do walki. - Wchodziło się do stołówki skleconej z kawałków złomu i zmuszano do jedzenia na stojąco. Z jedzeniem w rękach - mówi Rosjanin w rozmowie z BBC.
Piotr Dawydow trafił na front wojny z Ukrainą w 2023 roku. Do wojska zgłosił się "z pobudek patriotycznych". Twierdzi, że "chciał ratować ludzi w Donbasie".
Wierzyłem, że będę bronił mieszkańców Donbasu. Przez osiem lat pokazywano mi, jak cierpią ludzie. Wszystkie te historie o spalonych autobusach przewożących starców i dzieci - mówi Dawydow, który wskazuje, że bezkrytycznie przyjął narrację rosyjskiej propagandy.
W rozmowie z BBC były rosyjski wojskowy ujawnia, w jakich warunkach przygotowywał się do walki.
Wchodziło się do stołówki skleconej z kawałków złomu i zmuszano do jedzenia na stojąco. Z jedzeniem w rękach. Nie rozumiałem, o co chodzi. Może robiono to celowo, żeby nas upokorzyć. Chociaż był stół dla oficerów, nie wolno było przy nim siadać. Stało tam trzydziestu żołnierzy i jadło, ale nie można było usiąść przy stole oficerskim – to była kwestia podporządkowania - ujawnia Dawydow.
Według byłego żołnierza armii rosyjskiej przydział do konkretnych jednostek był przypadkowy. - Nikt nie weryfikował naszych umiejętności - mówi Dawydow. Tłumaczy, że wielu rekrutów do armii miało "kryminalną przeszłość".
Według oficera armii rosyjskiej wojskowi nie otrzymywali konkretnych rozkazów dotyczących celów działań. Mieli "atakować" albo "bronić się".
Wszyscy mówili, że najwięcej "ptaków" (ukraińskich dronów w żargonie rosyjskiej armii - przyp. red.) będzie latać w Sylwestra. Mimo to część poszła po wódkę albo bimber. W trakcie spaceru dopadły ich drony. Zanotowaliśmy największe straty, około 10 ludzi - relacjonuje wojskowy.
Rosjanin ujawnia też, jak jego koledzy traktowali ukraińską ludność cywilną.
Staliśmy kiedyś w kolejce, w sklepie. Sprzedawczyni mówiła tylko po ukraińsku. Mieliśmy mieszany skład. [...] Nasi podeszli do tej sprzedawczyni i zagrozili, że jeśli teraz nie przypomni sobie rosyjskiego, dostanie magazynek z amunicją przeciwpancerną w brzuch - mówi Rosjanin w rozmowie z BBC, dodając, że "teraz tego nie popiera".
Mężczyzna opisuje, że między rosyjskimi żołnierzami dochodziło do awantur, a nawet wzajemnego ostrzelania się. Niekiedy dochodziło do śmiertelnych pomyłek.Zdarzało się, że przez nieprawidłowe określenie pozycji na froncie, samoloty bombardowały pozycje rosyjskiej armii.
Piotr Dawydow twierdzi, że "stopniowo zmieniał zdanie o słuszności wojny z Ukrainą".
Doszedłem do wniosku, że ta wojna nie ma najmniejszego sensu. Putinowi zostało niewiele czasu. Człowiek bez przyszłości wysyła nas na śmierć. Mamy niszczyć cywilów - powiedział oficer rosyjski w rozmowie z BBC.
W 2025 roku mężczyzna zaszantażował swojego dowódcę, przywiązując mu do nogi ładunki wybuchowe. Uciekł na Łotwę, gdzie czeka na zakończenie procedury przyznania azylu politycznego.
Szczerze mówiąc, jestem gotów przeprosić Ukraińców za swój udział (w wojnie - przyp. red.). Czuję się winny z powodu swojego udziału w tym wszystkim. Przepraszam w swoim imieniu - dodał mężczyzna na koniec rozmowy z BBC.