Polak leciał do Grecji, by się zaręczyć. Powiedział o dwa słowa za dużo
Na lotnisku w podkrakowskich Balicach "żarty" podróżnych wywołały interwencję funkcjonariuszy Karpackiego Oddziału Straży Granicznej i poważne konsekwencje. Dwóch pasażerów przekonało się, że w Porcie Lotniczym nie ma miejsca na nieprzemyślane komentarze.
Do pierwszego incydentu doszło w minioną sobotę. 32-letni Polak, planował podróż na Rodos, gdzie chciał się zaręczyć. Podczas kontroli bezpieczeństwa użył sformułowania, że posiada przy sobie trotyl oraz dwa granaty.
Po rozmowie z funkcjonariuszami PSG w Krakowie Balicach okazało się, że te słowa to żart. Pasażer przekonywał, że nie miał złych zamiarów i przeprosił za swoje nieodpowiedzialne zachowanie. Mężczyzna po wylegitymowaniu i sprawdzeniu w dostępnych bazach, gdzie nie figurował został ukarany mandatem karnym.
Z poważniejszymi konsekwencjami musiał się zmierzyć inny podróżujący. W Poniedziałek Wielkanocny, planujący odlot do Gdańska obywatel Polski powiedział, że w bagażu podręcznym posiada bombę. Informacja została przekazana funkcjonariuszom PSG w Krakowie – Balicach przez Służbę Ochrony Lotniska i potwierdzona przez pracownika obsługi linii lotniczych.
To już tradycja. Strażacy padli jak rażeni gromem
Bagaż mężczyzny sprawdzony pod kątem obecności materiałów wybuchowych okazał się bezpieczny a on sam nie figurował w systemach poszukiwawczych Straży Granicznej. Pasażera ukarano karą grzywny ale to nie jedyna konsekwencja z jaką przyszło mu się zmierzyć. Decyzją przewoźnika, został wycofany z rejsu.
Zdarzenia z ostatnich dni są kolejnym dowodem, że w miejscach o podwyższonym poziomie bezpieczeństwa a do takich należą lotniska, należy zachować rozwagę. Żart, który w innych okolicznościach mógłby zostać zignorowany, tu zazwyczaj kończy się mandatem karnym, zakazem wejścia na pokład samolotu a w uzasadnionych przypadkach ewakuacją pasażerów z terminala oraz konieczność pokrycia kosztów opóźnienia samolotu - przypominają strażnicy.