Posypią się "paragony grozy". Pokazał ceny w barze w Ustce. "Wstyd"
Autor bloga "Maciej podróżuje i smakuje" opublikował zdjęcia menu jednego z barów nad polskim morzem. Ceny w lokalu w Ustce, jego zdaniem, były zdecydowanie za wysokie — zwłaszcza w przypadku kurczaka i makaronu. "Przez parę lat mówiłem: jakie paragony grozy nad morzem? Ale chyba już w tym roku zrozumiałem" — napisał turysta, wywołując dyskusję w sekcji komentarzy.
Sezon turystyczny nad Bałtykiem dopiero się rozpoczyna. Część restauratorów testuje wytrzymałość klientów, proponując ceny, które mogą mocno obciążyć wakacyjny budżet. Autor kulinarno-podróżniczego bloga trafił do jednego z takich miejsc. Zrobił zdjęcia menu, które znajdowało się na dużej tablicy na ścianie.
Przez parę lat mówiłem: jakie paragony grozy nad morzem? Ale chyba już w tym roku zrozumiałem. To tylko bar, nie restauracja, nie wykwintna restauracja. Bar, gdzie nawet placki ziemniaczane robią z półproduktu mrożonego (wiem, bo pytałem). Ale 90 zł za kurczaka i 45 zł za 250g makaronu z szynką to czyste s**********wo - grzmiał na profilu Kuchenne Rewolucje naszymi oczami. Maciej podróżuje i smakuje na Facebooku.
Oburzony turysta był świadomy, że niektórzy zarzucą mu, że nie musiał stołować się w tym lokalu, jeśli ceny mu nie odpowiadały. Podkreślił, że właśnie tak zrobił. Wyszedł i poszukał tańszej alternatywy. Nie było to trudne.
Po sąsiedzku zjadłem obiad w super cenie, a i w barze na Marynarki Polskiej spora miska zupy kosztuje tylko 10 zł, a parę metrów dalej kurczak z rożna (cały) za 46zł - oznajmił.
"To jest wstyd". Internauci komentują ceny w barze w Ustce
W opublikowanym przez niego menu pół kurczaka pieczonego podanego z ziemniakami i surówką wyceniono na 45,99 zł (czyli cały 90 zł), zupę flaczki na 24,99 zł, naleśniki z serkiem i śmietaną na 35 zł, filet z kurczaka z frytkami i surówką na 48,99 zł, a placek po węgiersku na 48,99 zł. To nie uszło uwadze internautów. Część z nich próbowała zrozumieć perspektywę właściciela lokalu.
"I takich barów należy unikać, niech sami jedzą w takich cenach", "To absolutnie naturalne. Taki właściciel [...] ma w 120 dni zarobić na roczne utrzymanie", "Lokali, w których klienta traktuje się jak dojną krowę, jest garstka. Ale to właśnie one robią brzydki PR dla regionu", "Tragedia. To jest wstyd", "Prawo rynku, idź do bistro albo do Biedronki", "Jak można tak przepłacać" - komentowali.