Do zdarzenia doszło w piątek 7 sierpnia rano na plaży w Markgrafenheide, w rejonie Rostocku. Kobietę wyciągnięto z Bałtyku na brzeg, a służby natychmiast rozpoczęły reanimację. Mimo podjętych działań nie udało się przywrócić jej funkcji życiowych i zmarła.
Według dotychczasowych ustaleń policji kobieta z dużym prawdopodobieństwem wcześniej weszła do wody, by pływać. Na wczesnym etapie działań nie stwierdzono przesłanek wskazujących na udział osób trzecich, ale czynności nie zostały jeszcze zakończone - opisuje "Berliner Zeitung".
Policja nie potwierdziła jeszcze ostatecznie tożsamości zmarłej. Nie podano też, co było bezpośrednią przyczyną śmierci. Niewykluczone, że kobieta utonęła, ale służby biorą pod uwagę również możliwość, że w wodzie doszło do nagłego problemu zdrowotnego.
Na kobietę w wodzie miała zwrócić uwagę spacerująca plażą osoba. W akcji uczestniczyły m.in. wprowadzone jednostki ratownicze, w tym wodna służba ratownicza oraz straż pożarna. Zmarła mogła mieć ok. 60–70 lat - dodaje "Berliner Zeitung".
Na miejscu miały panować trudne warunki pogodowe, w tym silny wiatr i duże fale. W trakcie działań wykorzystano plażowy pojazd straży pożarnej.
Śledczy podkreślają, że nadal nie wiadomo, kiedy kobieta weszła do wody i jak długo w niej przebywała. Nie ustalono też, czy była na plaży sama, czy w towarzystwie innych osób. Nie potwierdzono również, by korzystała z noclegu w pobliskim obiekcie.