W lesie, kilkaset metrów od domu, w którym mieszkała Jowita Zielińska, na ludzkie kości natrafili dwaj bracia, Kacper i Krzysztof. Mężczyźni pojechali w to miejsce na grzyby i -jak relacjonowali - znaleźli szczątki leżące na ziemi.
Bracia skojarzyli znalezisko ze sprawą sprzed dwóch lat i pojechali na komendę. Na miejscu pojawili się policjanci, którzy rozpoczęli prace w ziemi. Krzysztof opisywał, że funkcjonariusze mieli w pewnym momencie natrafić m.in. na element bielizny. Nieoficjalnie pojawiła się też informacja, że przy szczątkach znaleziono biżuterię: naszyjnik i medalik z literą imienia męża Jowity oraz pierścionek.
Po kilku tygodniach śledczy potwierdzili zgodność genetyczną i uznali, że odnalezione szczątki należą do Jowity Zielińskiej.
WIDEOSprawa 14-letniej Roksany. Kryminolog i psycholog mówią, jak uchronić dzieci
Prokuratura: śledztwo jest trudne i skomplikowane
Małgorzata Kręcicka z Prokuratury Okręgowej we Włocławku podkreślała, że celem postępowania jest odtworzenie przebiegu zdarzeń i wyjaśnienie, co doprowadziło do śmierci kobiety. Zaznaczała przy tym, że w takich sprawach analizuje się różne scenariusze.
Ponadto nie ujawniono jeszcze wyników sekcji zwłok. Z tego powodu nie wskazano także, w jakim kierunku ostatecznie będzie prowadzone postępowanie.
Życie Jowity po śmierci męża i relacje z teściami
Jowita pochodziła z Lubelszczyzny. Po maturze wyjeżdżała do pracy w Holandii, a przez internet poznała Adama. Po ślubie zamieszkali u jego rodziców w okolicach Rypina. Niespełna rok później Adam zmarł, a Jowita została u teściów.
Znajomy pary w programie TVN opowiadał, że Adam był dla niego bardzo bliską osobą i że zmarł na raka. Mówił też, że małżonkowie byli ze sobą związani i po jego śmierci Jowita często odwiedzała grób, jakby nadal chciała z nim rozmawiać.
Po śmierci męża Jowita pracowała jako ekspedientka w sklepie mięsnym w Rypinie, który później zamknięto. Klienci zapamiętali ją jako osobę spokojną, małomówną i pracowitą. Jeden z rozmówców wspominał też, że kobieta sprawiała wrażenie smutnej i zamyślonej. Jaki miała kontakt z teściami?
- Udawali, że to jest strasznie kochająca rodzina, ale chyba tak nie było. Jak ten syn żył, to było jako tako. Syn umarł, oni sobie jechali samochodem, a ona rowerem – opowiada mieszkaniec Rypina w programie "UWAGA!" TVN. - Sama sobie musiała gotować. Wracała z pracy, był naszykowany obiad dla siedmiu osób, a dla niej nie było - dodaje.
W reportażu pojawiła się również relacja osoby z otoczenia rodziny męża Jowity, która opisywała napięcia w domu po śmierci Adama, m.in. w codziennym funkcjonowaniu i traktowaniu Jowity. Gdy dziennikarz TVN próbował porozmawiać z teściami kobiety, usłyszał zdecydowaną odmowę.
- Ja nie będę rozmawiała z panem. Proszę odjechać, bo zaraz policja przyjedzie – usłyszał od teściowej Jowity reporter TVN.
Odnalezienie szczątków po tak szeroko zakrojonych poszukiwaniach ponownie stawia pytania o to, dlaczego na ślad Jowity nie trafiono wcześniej, mimo przeszukiwania dużego obszaru leśnego tuż po jej zaginięciu.