Był 6 lipca 2024 r. 30-letnia Jowita Zielińska o poranku wyjechała rowerem z Lisin (woj. kujawsko-pomorskie) do pracy w sklepie mięsnym w Rypinie. Po zakończeniu pracy wracała do domu i po raz ostatni była widziana między godz. 13 a 14 w miejscowości Rojewo, zaledwie około kilometra od miejsca zamieszkania. Do domu nigdy nie dotarła, a poszukiwania przez długi czas nie przynosiły przełomu.
Doszło do niego dopiero 18 lipca 2026 r., kiedy to w pobliżu Lisin natrafiono na ludzkie szczątki. Makabrycznego odkrycia dokonano około 300 metrów od domu Jowity. Rower znajdował się zaś ok. 4 km od miejsca zamieszkania kobiety.
Badanie szczątków Jowity. Prokuratura nabiera wody w usta
Szczątki Zielińskiej zostały poddane badaniom. Rozpoczęły się one w czwartek (23 lipca). Prokuratura Okręgowa we Włocławku ma już pierwsze ustalenia.
Ze względu na dobro śledztwa wyniki sekcji na razie nie będą ujawniane. Na wyniki różnych badań będzie trzeba czekać od 2 do 4 tygodni - przekazała nam 24 lipca w piątek Małgorzata Kręcicka, rzeczniczka PO Włocławek.
"To osoba związana z ofiarą"
"Fakt" dotarł do osoby, która zna kulisy śledztwa.
Ciało zakopane 500 metrów od miejsca zamieszkania sugeruje, że sprawca działał w strefie, którą dobrze zna, blisko własnego domu lub ofiary. Co również minimalizowało ryzyko bycia zauważonym podczas transportu zwłok. Rower schowany kilka kilometrów dalej wskazuje na próbę zmylenia związku między miejscem zgonu a środkiem transportu, który mógłby naprowadzić na sprawcę lub ofiarę. Podrzucone ubrania i rzeczy osobiste wskazują, że sprawca chciał, by odnalezione przedmioty sugerowały wypadek, zagubienie albo ucieczkę z miejsca zamieszkania — relacjonuje.
Padło również pytanie o to, kto mógł dopuścić się zbrodni na kobiecie.
To osoba blisko związana z ofiarą, która nie musiała daleko transportować zwłok. Zarazem osoba zdolna do chłodnej kalkulacji o dużej odporności emocjonalnej. Rozdzielenie śladów na trzy różne miejsca wymaga czasu, logistyki i odporności emocjonalnej — wyznaje rozmówca "Faktu".