Powiedzieli jedno zdanie. Ich podróż dobiegła końca
Dwóch pasażerów, dwa niemal identyczne "żarty" i te same konsekwencje. Na lotnisku w Krakowie-Balicach w odstępie zaledwie dwóch dni mężczyźni alarmowali o rzekomej bombie w bagażu. Szybko okazało się, że zagrożenia nie było, ale podróż zakończyła się dla nich jeszcze przed startem.
Funkcjonariusze z Placówki Straży Granicznej w Krakowie-Balicach w piątek, 5 czerwca, interweniowali podczas odprawy pasażerów na lot do Birmingham.
Mężczyzna oznajmił, że w jego bagażu rejestrowanym znajduje się bomba. Po przybyciu funkcjonariuszy, obywatel Polski wyjaśnił, że była to forma "głupiego żartu" i nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji swojego zachowania.
Dwa dni później strażnicy zostali poinformowani przez pracownika Służby Ochrony Lotniska o pasażerze znajdującym się przy stanowisku odprawy, który twierdził, że w jego bagażu znajduje się bomba. Obywatel Albanii również twierdził, że "był to jedynie żart".
W obu przypadkach została przeprowadzona szczegółowa kontrola bagażu, która nie wykazała obecności żadnych przedmiotów niebezpiecznych ani zabronionych.
- Obaj mężczyźni okazali skruchę, jednak tłumaczenia nie zwolniły ich z odpowiedzialności. Zarówno Albańczyk, jak i Polak zostali ukarani mandatami karnymi za naruszenie zapisów ustawy Prawo lotnicze. Decyzją kapitanów statków powietrznych obywatel Albanii został wycofany z rejsu do Norwegii, a Polak nie poleciał do Wielkiej Brytanii - przekazuje Straż Graniczna.