Źródło wideo: © PAP
Aneta Polak

Pracują na Wołyniu przy "dole śmierci". Na czaszkach widać ślady po uderzeniach

Leon Popek od dziecka słuchał opowieści o bliskich zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu. Te wspomnienia sprawiły, że został historykiem i zaczął zbierać relacje ocalałych. Później uczestniczył w poszukiwaniach i ekshumacjach ofiar. Dziś po raz kolejny pracuje w Woli Ostrowieckiej, gdzie trwają prace ekshumacyjne - informuje PAP.

Obecnie trwa drugi tydzień prac ekshumacyjnych w Woli Ostrowieckiej na Wołyniu. W tym roku odnaleziono dotąd szczątki co najmniej kolejnych 38 osób (wcześniej ekshumowano i godnie pochowano szczątki 674 osób).

Specjaliści pracują przy wcześniej zabezpieczonej mogile, określanej jako tzw. dół śmierci o wymiarach 2,5 na 6,5 metra.

Na dnie wykopu widać ludzkie szczątki, leżące w nieładzie. Na ich czaszkach widać ślady po uderzeniach tępymi narzędziami. Zdaniem badaczy tego typu miejsc kaźni może być nawet kilka tysięcy. Część z nich została zlokalizowana, ale ekshumacji było zaledwie kilka, bo przez lata nie wyrażała na nie zgody strona ukraińska. Teraz sytuacja ma ulec zmianie.

Zginęło 20 członków jego rodziny

Pracom specjalistów towarzyszy dr Leon Popek, badacz zbrodni wołyńskiej i historyk z lubelskiego IPN. Specjalista zaangażowany jest w prace ekshumacyjne na tych terenach od samego początku, czyli od 1992 r.

Dla niego to nie tylko temat badawczy: wśród ofiar ukraińskich nacjonalistów było ponad 20 członków jego rodziny.

Urodziłem się w domu, w którym moja mama ciągle opowiadała, wspominała. Ona się urodziła w 1921 r., tutaj obok, w Woli Ostrowieckiej. Pochodziła stąd i opowiadała tę historię. Od dziecka słyszałem o tym, że zginął mój dziadek, że zginęła moja ciocia z dwójką dzieci i z mężem - opowiadał dr Popek, cytowany przez PAP.

Leon Popek zaczął zbierać relacje osób ocalałych z rzezi wołyńskiej pod koniec lat 70. Udało mu się nagrać relacje bezpośrednich świadków wydarzeń. Wśród nich był mężczyzna, który uciekł z miejsca kaźni mimo zadanych mu sześciu ran.

Scenariusz był taki, że oni, ludność, pod pretekstem zebrania organizowanego przez UPA została zgromadzona w szkole i na terenie szkolnym, na boisku szkolnym. Kobiety z dziećmi zamknięto w szkole, mężczyzn na placu szkolnym i następnie w pierwszej kolejności mężczyzn przeprowadzano przez ten odcinek, to jest około 200 metrów, tutaj do gospodarstwa Strażyca - wyjaśnia PAP dr Popek.

Mężczyźni byli przyprowadzani małymi grupami, po czym wprowadzano ich do stodoły. Okłamywano ich, że są prowadzeni na komisję lekarską. W środku musieli się rozebrać i oddać przedmioty osobiste. Następnie, w samych kalesonach, prowadzono ich przez drugie drzwi na tyły budynku.

Tam chwytano, prowadzono za stodołą, był już wykopany dół, układano w dole rzędami następnie i zabijano przy pomocy tępych narzędzi gospodarskich, takich jak siekiery, kołki, maczugi. Następną grupę po sześć osób, później po dziesięć osób, układano rzędami - opisuje rozmówca PAP.

Jego wspomnień można posłuchać podczas krótkiego nagrania.

Więcej wideo
Dlaczego w sklepie kupujemy więcej, niż planowaliśmy? To nie jest przypadekDlaczego w sklepie kupujemy więcej, niż planowaliśmy? To nie jest przypadek
Upolowała to "na ciuchach". "W ogóle nie były używane"Upolowała to "na ciuchach". "W ogóle nie były używane"
Unikatowe w skali Europy. Popielno to królestwo dla konika polskiegoUnikatowe w skali Europy. Popielno to królestwo dla konika polskiego
Policyjny pościg za 18-latkiem. Szybko wyszło na jaw, dlaczego uciekałPolicyjny pościg za 18-latkiem. Szybko wyszło na jaw, dlaczego uciekał
Modna dekoracja DIY. Tak zrobisz świecznik z betonuModna dekoracja DIY. Tak zrobisz świecznik z betonu
Trafił na stary przedmiot z radioaktywnego szkła. Dziś kosztuje kilkaset złotychTrafił na stary przedmiot z radioaktywnego szkła. Dziś kosztuje kilkaset złotych
Są tylko dwa takie w Polsce. Znalezisko z wczesnego średniowieczaSą tylko dwa takie w Polsce. Znalezisko z wczesnego średniowiecza
Wybrane dla Ciebie