Sebastian M. oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Z ustaleń prokuratury wynika, że BMW prowadzone przez Sebastiana M. jechało ponad 300 km/h, a chwilę później uderzyło w jadącą prawidłowo Kię.
W wyniku zderzenia (do którego doszło przy prędkości 250 km/h) Kia stanęła w płomieniach. Na miejscu spłonęła trzyosobowa rodzina: niespełna 5-letnie dziecko i dwójka jego rodziców.
Podczas prowadzonego śledztwa zespół biegłych w składzie Marek Długosz, Jakub Curyło i Bogusław Śleziak przygotował rekonstrukcję wypadku. To m.in. na bazie przygotowanej przez nich opinii Prokuratura Okręgowa w Katowicach skierowała do Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim akt oskarżenia
Podczas poniedziałkowej (21 września) rozprawy Sebastiana M. przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim biegli złożyli swoje zeznania. Odbyło się to na wniosek obrony oskarżonego mężczyzny. Zeznający wspólnie zespół biegłych nie miał wątpliwości, że przebieg wypadku był jednoznaczny i to BMW uderzyło w Kię, a nie - jak twierdzi obrona oskarżonego - Kia zajechała drogę Sebastianowi M.
Nasza opinia jest jasna. Nie widzę żadnych merytorycznych zarzutów do naszej opinii - powiedział biegły Marek Długosz, który odpowiadał na pytania obrony.
Biegli przyznali, że wypadek na autostradzie A1 był wyjątkowy, nawet biorąc pod uwagę doświadczenie zeznających. Wynika to z niebotycznej prędkości, jaką jechał oskarżony.
Nie spotkałem się z takimi prędkościami na drodze. Myślę, że nikt w Polsce z takimi się nie spotkał. Nie ma w Polsce dróg, na których można rozwijać takie prędkości. To prędkość startującego po pasie samolotu - zeznał biegły Długosz.
Z opinii uzupełniającej przygotowanej przez biegłych wynika, że M. mógł jechać nawet szybciej niż zakładano wstępnie. Prędkość BMW mogłą osiągnąć blisko 330 km/h. Co ważne, zespół ekspertów nie ma wątpliwości, że w czasie jazdy po A1 (w dniu wypadku) Sebastian M. regularnie przekraczał 300 km/h.
Biegli wskazali też nieprawidłowości dotyczące opinii prywatnej przygotowanej przez dra Łukasza Gila na zlecenie mec. Katarzyny Hebdy, obrońcy Sebastiana M. Według zespołu dr Gil nieprawidłowo oszacował szerokość rozstawu osi BMW, a także pomylił się w mierzeniu długości śladów hamowania, szerokości opon i wiele innych parametrów.
Opinia ta nie odzwierciedla rzeczywistych parametrów wypadku - powiedział Marek Długosz.
Biegli nie mają też wątpliwości, że ślady hamowania mogą świadczyć o tym, że M. stracił panowanie nad kierownicą. Dlaczego? Jedną z zakładanych hipotez jest możliwe przegrzanie się opon, wynikające z prędkości rozwiniętej przez auto 35-latka.
Podczas rozprawy jeden z nowych obrońców Sebastiana M. mec. Radosław Niecko próbował podważać obiektywność biegłych, ale sąd nie uwzględnił jego uwag. Z kolei biegli odpowiedzi na wszystkie swoje pytania udokumentowali slajdami z przygotowaną przez siebie analizą i zdjęciami z miejsca wypadku.
Sprawa Sebastiana M.
Urodzony w 1991 roku Sebastian M. stanął przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim we wrześniu 2025 roku. Mężczyzna odpowiada za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności.
Z ustaleń prokuratury i z materiału dowodowego wynika, że 35-latek jechał swoim BMW ponad 320 km/h i uderzył w osobową Kię. Doszło do pożaru. Żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina: ojciec, matka i niespełna 5-letnie dziecko.
Sprawa stała się głośna, gdy M. wyjechał do Niemiec, a następnie (drogą lądową) udał się do Turcji, skąd wyleciał do Dubaju. Do jego sprowadzenia do Polski konieczna była skomplikowana procedura ekstradycyjna. M. trafił do kraju dopiero w maju 2025 roku.