Władimir Putin wykorzystał Białoruś w trakcie rozpoczęcia pełnoskalowej ofensywy na Ukrainę w lutym 2022 roku. Rosyjskie wojska uderzyły z białoruskiej granicy m.in. na Kijów. Francuski ekspert ds. OSINT-u Clement Molin wskazuje, że podobny, niepokojący scenariusz może się spełnić w kolejnych miesiącach. Perspektywy ataku nie jest jednak optymistyczny dla Putina.
Z analizy francuskiego specjalisty opublikowanej w mediach społecznościowych wynika, że tym razem rosyjskie wojska miałyby dużo trudniejsze zadanie niż w 2022 roku. Wynika to z umocnień na ukraińsko-białoruskiej granicy.
Ukraińskie fortyfikacje i drut kolczasty zaczynają się tuż przy granicy. Wokół Czernihowa rozlokowano potężną linię obrony, a w pobliżu Czarnobyla i na północny wschód od Żytomierza trwają ważne prace przygotowawcze. Ukraina wycina duże połacie lasów, aby zainstalować drut kolczasty - zauważa Molin.
Francuski ekspert zauważa, że Rosjanie nie zaskoczyliby ukraińskiej armii atakiem od strony Białorusi. Ukraińcy są bowiem na taki atak dobrze przygotowani i spodziewają się go.
Tym razem nie będzie niespodzianek, a warunki terenowe nie sprzyjają Rosji: zaminowane drogi, rozległe lasy i bagna nie pozwolą na szybką ofensywę. Lądowa ofensywa na Kijów potrwałaby lata - dodaje specjalista OSINT.
Według analityka, atak lądowy na Ukrainę ze strony Białorusi wiązałby się też z bardzo poważnymi konsekwencjami dla białoruskiego państwa. W opinii Molina Białoruś stałaby się obiektem ataków ukraińskich sił zbrojnych.
Clement Molin zaznacza, że dużo bardziej prawdopodobne są ataki z powietrza lub wykorzystanie białoruskiej infrastruktury telekomunikacyjnej w celu natarcia na cele w Ukrainie.