Sebastian M. oskarżony jest o spowodowanie wypadku © o2.pl | Marcin Lewicki

Rodziny ofiar wypadku Sebastiana M.: "Naszym domem jest teraz cmentarz"

Marcin Lewicki

- Zniszczył nam życie, którego nic już nie odbuduje. Naszym domem jest teraz cmentarz. Jesteśmy tam cały czas, rano, w południe, wieczorem. Nawet w nocy, jak nie możemy spać – mówi Elżbieta Biała. Ona, jej mąż Waldemar, a także Małgorzata i Janusz Dudowie stracili dzieci w wypadku, o którego spowodowanie oskarżony został Sebastian M. W rozmowie z o2.pl po raz pierwszy opowiadają o swoim dramacie.

  • Proces Sebastiana M. trwa. W czwartek (12 marca) przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim odbędzie się ostatnie, zaplanowane przesłuchanie świadków. Wyjaśnienia ma składać oskarżony.
  • Mężczyzna odpowiada za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Grozi mu 8 lat więzienia. W zdarzeniu zginęła trzyosobowa rodzina. To Patryk, Martyna i Oliwier Biali.
  • Rodzice i dziadkowie ofiar uczestniczą w każdej rozprawie. Dotychczas nie rozmawiali z mediami. Pierwszy raz robią to w rozmowie z o2.pl.

Niedziela, 17 września 2023 roku. Myszków. Elżbietę Białą budzi głośny dźwięk. Zasnęła na kanapie w oczekiwaniu na telefon od syna Patryka, jego żony Marty i ich niespełna 5-letniego syna Oliwiera. Wracali z wakacji, z Jastrzębiej Góry.

Ale ten głośny dźwięk to nie telefon, tylko dzwonek do drzwi. Co się działo potem, Elżbieta dokładnie nie pamięta. Wie tylko, że zawalił się jej cały świat.

Stali policjanci, nie wiem, co do mnie mówili. Nic z tego nie pamiętam, wyłączyłam się całkowicie. Czekałam na nich, na dzieci, na kochanego wnuka, na telefon od nich. Ktoś powiedział, że oni nie zadzwonią. Nie wierzyłam, że to prawda – mówi matka Patryka.

Nie drgnęła mu powieka. Nagraliśmy Sebastiana M. Słuchał matki ofiary

Już w sobotę wieczorem widziała w telewizji, że doszło do wypadku. – Zobaczyłam na pasku informację o jakiejś tragedii. "Zginęły trzy osoby". Tak pisali. Nie skojarzyłam, że to droga, którą jechały moje dzieci – wspomina.

16 września ok. godz. 20:00 najbliżsi Elżbiety i Waldemara Białych oraz Małgorzaty i Janusza Dudów stracili życie między 338. i 339. kilometrem autostrady A1, w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego. Z ustaleń śledczych wynika, że uderzył w nich Sebastian M. Biegli wskazują, że jechał z prędkością ponad 315 km/h. Patryk, Marta i Oliwier zginęli w płomieniach. Świadkowie nie byli w stanie ich uratować.

- My dowiedzieliśmy się o wypadku kolejnego dnia, rano, w niedzielę – wspomina Janusz Duda, ojciec Martyny – Zadzwoniła do mnie Ela. Rozmowa? Ja bym tego tak nie nazwał. Ona krzyczała, że nie mamy dzieci.

Małgorzata (matka Martyny): Nie pamiętam tego. Byłam w szoku. Nie docierało do mnie, że nie mamy już wnuka, córki, zięcia.

Elżbieta (matka Patryka): Śniło mi się, że widziałam Patryka i pytałam go, kiedy wrócą. Przecież tak długo czekam. On mi powiedział, że wrócą za trzy dni. Ciągle czekam te trzy dni, każdy dzień jest dla mnie tym trzecim dniem.

Ostatnie zdjęcie sprzed wypadku
Ostatnie zdjęcie sprzed wypadku © o2.pl | Marcin Lewicki

"Co oni wieźli w aucie, że samochód się zapalił?"

Od wypadku minęło prawie 2,5 roku, ale do tej pory ludzie, znani jako "rodziny ofiar wypadku na A1", nie chcieli rozmawiać z mediami. Teraz na łamach o2.pl po raz pierwszy zabierają głos i wracają do tamtych dramatycznych chwil.

Spotkali się w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie mieli złożyć zeznania na policji. Do żadnego z nich nie docierało jeszcze, co się stało.

- Policjanci mówili, że to był wypadek. Że nasze dzieci nie żyją. Mieliśmy pobierany wymaz z ust do identyfikacji zwłok – wspomina Małgorzata Duda. Bliscy ofiar ujawniają, że na tamtym etapie funkcjonariusze nie wspominali jeszcze o tym, że doszło do zderzenia z BMW. Pytali ich tylko: "co oni wieźli w aucie, że samochód się zapalił?".

- Boże kochany, co oni mogli wieźć? Dopiero syn i synowa zaczęli szukać w internecie informacji na temat wypadku. Znaleźli pierwszy film, na którym pojawiło się BMW. Jechało z niewyobrażalną prędkością – dodaje matka Martyny.

Elżbieta (matka Patryka): Chciałam jechać do dzieci. Nie pozwolili nam. Mówili, że nie możemy ich zobaczyć.

Małgorzata (matka Martyny): Słyszeliśmy tylko, że Patryk i Marta zajechali komuś drogę. A Patryk był dobrym kierowcą…

Janusz (ojciec Martyny): W końcu ujawnili, że tam było jakieś BMW. Policjanci próbowali nam wmówić, że "gdyby kierowca Kii nie zajechał drogi, to by do zdarzenia nie doszło". Później okazało się, że to nie jest prawda.

"Zabił trzy rodziny"

O Sebastianie M., kierowcy BMW, dowiedzieli się z mediów i od swojego pełnomocnika. – Gdyby nie mec. Łukasz Kowalski, internauci i dziennikarze, nie byłoby sprawy. Zakopaliby temat – mówią zgodnie rodziny ofiar wypadku A1.

Sebastian M. po wypadku nie został zatrzymany. Służby nie zarządziły wobec niego zakazu opuszczania kraju. Mężczyzna to wykorzystał. Pod koniec września 2023 roku wyjechał z Polski, zanim przesłuchał go prokurator. Trafił do Niemiec, a później udał się do Turcji, skąd wyleciał do Dubaju.

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich został zatrzymany 4 października 2023 roku, na podstawie wydanego przez prokuraturę międzynarodowego listu gończego. Do Polski trafił dopiero w maju 2025 roku, po skomplikowanej procedurze ekstradycyjnej.

Elżbieta (matka Patryka): Umożliwili mu to. To była ucieczka. Dzięki Bogu sprowadzili go do Polski.

Waldemar (ojciec Patryka): W ogóle nie był ujęty. Powinno się go zamknąć do wyjaśnienia, na 48 godzin. Zostawili ich na 10 dni, żeby uzgodnili sobie (Sebastian M., jego rodzina oraz współpasażerowie – przyp. red.) zeznania. Od razu ich powinni przesłuchać. A teraz nagle dostali amnezji. Pamiętają wszystko, co było przed, po wypadku. W trakcie? Nie pamiętają.

Wszyscy mają żal do służb, że umożliwiono M. wyjazd z Polski. W rozmowie z o2.pl mówią, że "nie mogą do dziś przeżyć żałoby". Dziwią się, że po takim wypadku M. został wolnym człowiekiem.

- Znaliśmy okoliczności wypadku, prędkość, z jaką się poruszał. Wyjechał, jakby go to nie dotyczyło – dodaje Małgorzata.

Ekstradycja była dla nich ulgą. Proces jest katorgą. Słuchają, że ich dzieci "zginęły w pożarze, a nie w wypadku". Podczas jednej z rozpraw Sebastiana M. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim usłyszeli, że "to nie wypadek, a kolizja".

- Zgadzam się z panią mec. Katarzyną Hebdą (adwokat Sebastiana M. – przyp. red.), która powiedziała, że to nie był wypadek. Bo to nie był wypadek. To było zabójstwo. Tak powinien być sądzony – mówi Waldemar Biały.

Rodziny zmarłej tragicznie trójki zgodnie twierdzą, że "dożywocie byłoby jedyną sprawiedliwą karą dla Sebastiana M". Ten konsekwentnie uważa jednak, że jest niewinny. Twierdzi, że to Kia zajechała mu drogę. Wbrew opinii biegłych, zeznaniom świadków, dowodom prokuratury.

- Tamtego wieczoru ten człowiek tak naprawdę to zabił trzy rodziny. My funkcjonujemy, my się staramy funkcjonować, ale tak naprawdę, to co to za życie teraz? Życie się dla nas jak gdyby zatrzymało – dodaje Małgorzata Duda.

Małgorzata Duda wraz z tragicznie zmarłymi bliskimi
Małgorzata Duda wraz z tragicznie zmarłymi bliskimi © Archiwum prywatne

M. zarzuca prokuraturze mataczenie. Ani razu nie przeprosił rodzin ofiar

- Na sali sądowej jest śmiech, szyderczy śmiech, ironia. M. upokarza nasze dzieci, lekceważy ich pamięć. Co by było, gdyby sytuacja się odwróciła? Gdyby ich spotkało takie nieszczęście? Czy dalej byłyby te głupie uśmiechy? Lekceważenie naszych nieżyjących dzieci? Jak oni zareagowaliby na taką tragedię? – pyta Małgorzata Duda.

Janusz (ojciec Martyny): M. cały czas manipuluje.

Elżbieta (matka Patryka): Nigdy do nas nie podeszli. Cały czas uśmieszki, zdjęcia, nagrywanie, szyderstwa. Jego siostra śmiała się w głos, aż sędzia zwróciła jej uwagę.

Waldemar (ojciec Patryka): Ja myślałem, że jestem gruboskórny, że widziałem dużo strasznych wypadków, to sobie potrafię to poukładać, przeżyć. Ale tego się nie da.

Małgorzata (matka Martyny): Najwyższy czas, żeby oskarżony odciął pępowinę od swoich rodziców. Niech zacznie sam brać odpowiedzialność za swoje życie.

Zanim doszło do tragedii

Małgorzata Duda wspomina ostatnią rozmowę z dziećmi.

- To była sobota. Wracali z wrześniowych wakacji, z Jastrzębiej Góry. Lubili tam jeździć. Byliśmy w stałym kontakcie telefonicznym. SMS-y, dzwoniliśmy do siebie – mówi.

Pokazuje zdjęcia. 39-letni mężczyzna, zadbana fryzura, przytula swoje dziecko. Chłopczyk z zaciekawieniem pokazuje palcem na coś, co zwróciło jego uwagę. W obiektyw patrzy jeszcze piękna, młoda kobieta z kręconymi włosami. Takich zdjęć i wspomnień jest mnóstwo.

Patryk, Oliwier i Martyna
Patryk, Oliwier, Martyna. To oni zginęli w wypadku Sebastiana M. © o2.pl | Marcin Lewicki

- To był nasz jedyny syn, jedyny wnuk, jedyna synowa. Ja ją traktowałam jak córkę, którą zawsze chciałam mieć. Oni byli dla nas tak dobrzy. Wozili nas po lekarzach. Umawiali mnie do okulistów, bo mam chore oczy. "Oliś" zawsze mówił: "Babuniu, jak nie będziesz dobrze widziała, to ja ci pomogę" - wspomina Elżbieta Biała.

Gdy mówi, cały czas płacze.

- To był taki grzeczny, dobry chłopiec. Siadał z dziadkiem na kanapie, oglądał bajki, przytulał się. Bardzo był za dziadkiem. Mąż nie mógł się bez niego nigdzie ruszyć. Byliśmy tacy szczęśliwi – wspomina.

Dodaje, że "dziadek był dla niespełna 5-letniego Oliwiera oczkiem w głowie". Wspólnie spędzali czas. Grali na gitarze, słuchali muzyki. Bawili się w "policjantów i złodziei". To nie przypadek. Waldemar Biały jest emerytowanym policjantem.

- Kładliśmy się razem spać, razem wychodziliśmy z domu - wspomina Waldemar Biały.

I pokazuje pokój Oliwierka. Jest dokładnie taki jak 2,5 roku temu, zanim doszło do tragedii. Nikt niczego nie ruszył, nie przestawił.

- Zostawiliśmy wszystko. On w sypialni miał taki areszt, w dużej szafie. Przymykaliśmy babcię, bo babcia była złodziejem – mówi dziadek chłopca.

Waldemar Biały pokazuje pokój Oliwierka. Jest nietknięty
Waldemar Biały pokazuje pokój Oliwierka. Jest nietknięty od wypadku © o2.pl | Marcin Lewicki

Patryk prowadził własną firmę. Podobnie jak Martyna. Byli lubiani, klienci ich cenili. Zatracili się w pracy, w rodzinie.

- Martyna była kosmetologiem, miała swój salon, ceniony wśród klientów. Wraz z zięciem byli pracowici. To była bardzo kochająca się rodzina, szanująca, dobre małżeństwo – mówi Janusz Duda.

Cała czwórka długo czekała na wnuka. Był dla nich "całym światem". – Najukochańszy, jedyny, promyczek, słoneczko – tak o nim mówią. - Odeszli od nas, bez pożegnania, tak blisko domu – dodają zgodnie.

Oliwier często bywał u dziadków
Oliwier często bywał u dziadków © Archiwum prywatne

Proces Sebastiana M. "Musimy to wytrzymać"

Elżbieta i Waldemar Biali są na lekach. Uśmiechają się rzadko. Małgorzata i Janusz Dudowie też są pod stałą kontrolą psychiatry. Wszyscy mają jednak cel. Dla dzieci. Chcą sprawiedliwego zakończenia procesu.

- Musimy to wytrzymać, dla naszych dzieci. To wewnętrzne postanowienie. Chciałam spojrzeć M. w oczy, ale on tego unika. Spuszcza głowę, patrzy w drugą stronę. Gdy czytałam oświadczenie przed sądem, czułam się zlekceważona. Nic do niego nie dotarło. Każdego dnia tęsknimy. Codziennie jesteśmy na cmentarzu. Rozmawiamy z dziećmi, mówimy im, że jedziemy na rozprawę. Oni się sami nie obronią, my jesteśmy im to winni. To nam daje chyba tę siłę – mówi Małgorzata Duda.

Małgorzata i Janusz Dudowie przeglądają rodzinne archiwum
Małgorzata i Janusz Dudowie przeglądają rodzinne archiwum © o2.pl | Marcin Lewicki

Elżbieta Biała też próbowała spojrzeć w oczy Sebastiana M. Próbuje to zrobić na każdej rozprawie. Ale gdy oskarżony zaczyna czytać oświadczenia, matka Patryka wychodzi. Mówi, że "nie może tego słuchać". – Mimo to cały czas szukam jego wzroku. On jednak odwraca głowę. Nie ma w sobie krzty odwagi – twierdzi kobieta.

Całej czwórce trudno jest rozmawiać o dramacie, który przeżywają codziennie od 2,5 roku. Każde wspomnienie, mówią, wywołuje płacz.

- Nie rozmawiamy na ten temat z ludźmi. Człowiek zaraz zanosi się płaczem – mówi Waldemar Biały.

Elżbieta: Oliwier to było nasze oczko w głowie, nasza radość. Patryk i Martyna jeździli z "Oluszkiem", w góry, nad morze. Zawsze bezpiecznie wracali. Jak ten człowiek mógł nam coś takiego zrobić? Ja go już nie jestem w stanie nazwać człowiekiem. Zniszczył nam życie, którego nic już nie odbuduje.

"Babciu, dziadku, kocham was!"

Na niedzielę 17 września rodzina planowała wspólny obiad. Chcieli posłuchać o wakacjach. Czekali, aż Oliwierek wpadnie przez drzwi i krzyknie:

- "Babciu, dziadku, kocham was!". Zawsze się tak witał – mówi Małgorzata, matka Martyny.

- Oliwier miał u nas plac zabaw, na pewno chciałby się pobawić. Zawsze to robił. Mieliśmy bardzo dobry kontakt z dziećmi – dodaje.

Janusz (ojciec Martyny): Oliwierek przywoził nam pamiątki znad morza. Muszelki w pudełeczku. To był nasz cały świat, córka, wnusio, zięć. Teraz naszym oparciem jest dla nas syn i synowa. Całą rodziną trzymaliśmy się razem.

Elżbieta (matka Patryka): "Oliśku, co babcia ma ci gotować na niedzielę na obiad?". Zawsze była taka odpowiedź: "Sosik, kluseczki, kapustka". Zawsze. I ja do dziś, do dziś nie robię tych rzeczy, nie gotuję. Nie mam siły ich gotować. "Oliś" uwielbiał kapustkę, ogórki kiszone. Zawsze podbierał dziadkowi kapustę, siedzieli i jedli.

- Dziś Oliwierek byłby w pierwszej klasie. Najbardziej boli nas to, że nie zobaczymy, jak osiąga sukcesy w nauce, jak przystępuje do komunii, jak zdobywa życiowe doświadczenie. Ten jeden człowiek zabrał nam to wszystko – dodaje Małgorzata.

W poniedziałek Oliwier miał wrócić do swojego przedszkola, do grupy dzieci, z którymi lubił się bawić. Traktował panie "jak ciocie". Martyna i Patryk mieli wrócić do swojej pracy. Do codziennych obowiązków, które uwielbiali.

Bliscy ofiar wypadku codziennie spotykają się na cmentarzu
Bliscy ofiar wypadku codziennie spotykają się na cmentarzu. Na zdjęciu Waldemar Biały, Janusz Duda, Elżbieta Biała i Małgorzata Duda © o2.pl | Marcin Lewicki

Waldemar (ojciec Patryka): Koledzy Patryka dzwonili do mnie i płakali tak samo jak ja. Do nikogo nie docierało, że oni wyjechali na wczasy z "Olkiem" i to był ich ostatni wyjazd. "Oliś" lubił muzykę, słuchał ze mną i muzykę rockową, klubową, filmową. Miał gitarę, którą mu kupiłem. Uczył się ze mną grać.

Elżbieta (matka Patryka): Nic nam ich nie zwróci. Mieliśmy jedynego syna, jedynego wnuka, jedyną synową. Nie mamy nikogo. Nawet pies nam odszedł z żalu. Oni byli naszym życiem, naszym światełkiem. Ja już nie chcę żyć. Chcę być z nimi, gdziekolwiek są. Każdy dzień jest dla nas męczarnią. Wnieśli do naszego życia tyle światła, "Olunio" przyjeżdżał i w drzwiach już biegł, rozkładał ręce. Mówił: "jestem, już jestem". Teraz już w drzwiach nie stanie nigdy.

Mama Martyny wciąż słyszy ostatnie słowa córki. "Mamo, dwie godziny i jesteśmy w domu".

Mama Patryka przywołuje słowa wnuka. "Jestem, już jestem!" - krzyczał, gdy przyjeżdżał i wbiegał przez drzwi.

- Teraz już w drzwiach nigdy nie stanie - mówi Elżbieta.

I zapada się na chwilę w ciszy.

- Naszym domem jest teraz cmentarz. Jesteśmy tam cały czas, rano, w południe, wieczorem. Nawet w nocy, jak nie możemy spać. Wtedy jest tam najlepiej. Nie ma ludzi.

Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl

Materiał powstał we współpracy z programem "Uwaga!" TVN i reporterem Tomaszem Patorą. Emisja programu "Uwaga!" TVN odbędzie się w poniedziałek (9 marca) o godz. 19:55 na antenie stacji TVN.

Wybrane dla Ciebie
Armia Putina zadała cios. Nie żyje ukraiński dowódca
Armia Putina zadała cios. Nie żyje ukraiński dowódca
Centrum Katowic. Nagle je zauważył. Naliczył 7 sztuk
Centrum Katowic. Nagle je zauważył. Naliczył 7 sztuk
Nie żyje siódmy żołnierz z USA. Ujawniono jego nazwisko
Nie żyje siódmy żołnierz z USA. Ujawniono jego nazwisko
"Z godnością". Putin zwrócił się do Chameneia. Mocne zapewnienia
"Z godnością". Putin zwrócił się do Chameneia. Mocne zapewnienia
Przemysław Czarnek kandydatem na premiera. Oto co mówią jego sąsiedzi
Przemysław Czarnek kandydatem na premiera. Oto co mówią jego sąsiedzi
LOT wydłuża zawieszenie. Tutaj nie polecimy. Co najmniej do 28 marca
LOT wydłuża zawieszenie. Tutaj nie polecimy. Co najmniej do 28 marca
Kolejny pocisk zestrzelony. Turcja ostrzega Iran. "W trybie pilnym"
Kolejny pocisk zestrzelony. Turcja ostrzega Iran. "W trybie pilnym"
Okradli 105-letnią staruszkę. Wyrzuciła 45 tys. zł przez okno
Okradli 105-letnią staruszkę. Wyrzuciła 45 tys. zł przez okno
To nie fotomontaż. Były ich tysiące. Nagrane na polu
To nie fotomontaż. Były ich tysiące. Nagrane na polu
Znowu się zaczęło. Ręce opadają. Pokazali zdjęcia
Znowu się zaczęło. Ręce opadają. Pokazali zdjęcia
Tłumy w Teheranie. Nowy najwyższy przywódca Iranu obejmuje władzę
Tłumy w Teheranie. Nowy najwyższy przywódca Iranu obejmuje władzę
13-latka leżała na ławce w parku. Świadkowie wezwali pomoc
13-latka leżała na ławce w parku. Świadkowie wezwali pomoc