Rosjanie prowadzą pobór do wojska. Nawet w Ukrainie
Na okupowanych przez Rosję terenach Ukrainy ruszyła wiosenna kampania poborowa. Jak donoszą media i organizacje, dochodzi tam do łapanek i przymusowego zabierania ludzi do wojska. Mieszkańcy są zatrzymywani i zmuszani do stawienia się w punktach poboru.
Najważniejsze informacje
- Od 1 kwietnia na okupowanych terenach uruchomiono pobór na podstawie prawa o "całorocznym poborze".
- Poborem objęci są mężczyźni w wieku 18–30 lat. Służba ma trwać rok, jeśli nie podpiszą kontraktu.
- Ruch "Żółta wstążka" informuje o łapankach, rajdach policji i przymusowym doprowadzaniu do komisji.
Na tymczasowo okupowanych terenach Ukrainy od 1 kwietnia rozpoczęła się nowa akcja poborowa do rosyjskiej armii. Jak podaje serwis Obozrevatel, powołując się na informacje ruchu obywatelskiego "Żółta wstążka", do wojska wzywani są młodzi mężczyźni w wieku od 18 do 30 lat.
Działania te prowadzone są na podstawie przepisów o tzw. całorocznym poborze. Akcja ma charakter systemowy i jest prowadzona na szeroką skalę. W jej realizację zaangażowane są również służby policyjne, które pomagają w egzekwowaniu obowiązku poboru na zajętych terenach.
Funkcjonariusze mają chodzić po mieszkaniach, pytać sąsiadów o młodych mężczyzn oraz zatrzymywać osoby, które nie zgłosiły się do wojska. Następnie są one siłą doprowadzane do tzw. wojskowych komend uzupełnień.
Rozwód i śmierć ojca. Życie przeczołgało aktorkę
To kolejny etap przymusowej mobilizacji na terenach zajętych. Z relacji wynika, że działania są coraz bardziej skrupulatne, a mieszkańcy mają coraz mniej możliwości uniknięcia poboru do wojska.
W komunikatach ruchu oporu pojawiły się także informacje o warunkach służby narzuconej przez okupantów. Zgodnie z nimi zwykła służba wojskowa ma trwać rok, chyba że poborowy podpisze kontrakt wojskowy.
Aktywiści przypominają jednak, że w przeszłości mieszkańcy tych terenów byli kierowani od razu do jednostek walczących na froncie.
Władze okupacyjne zapewniają, że nie będą wysyłać poborowych na pierwszą linię. Ruch "Żółta wstążka" ostrzega jednak, że dotychczasowe kampanie pokazują coś innego.
Według ustnych zapewnień poborowi rzekomo nie będą wysyłani do strefy działań wojennych. Jednak na podstawie wcześniejszych kampanii wiadomo, że mieszkańcy tymczasowo okupowanych terytoriów Ukrainy wielokrotnie byli kierowani do jednostek biorących udział w walkach - czytamy w komunikacie.
Rosjanie werbowali studentów
Dziennikarze przypominają także wcześniejsze przypadki działań w Berdiańsku, gdzie władze okupacyjne miały rekrutować studentów bezpośrednio na uczelniach.
Rosyjskie służby od miesięcy zwiększają presję na mieszkańców terenów okupowanych, próbując wciągnąć ich do działań wojennych.
Według danych z 2024 roku około 12 tysięcy absolwentów szkół z tych obszarów rozpoczęło studia na uczelniach znajdujących się na terenach kontrolowanych przez Ukrainę.