Rosjanin trafił do niewoli. Przestraszył się drona
Rosyjski żołnierz poddał się na widok ukraińskiego drona, o którym słyszał dużo w swoim kraju. Jak ujawniono, jego szkolenie trwało jedynie dwa dni. Na froncie nie oddał nawet jednego strzału. W swoim kraju jego kartoteka kryminalna jest bardzo bogata.
Rosyjski żołnierz po zaledwie dwóch dniach powierzchownego szkolenia trafił na front do Ukrainy. Decyzję o oddaniu się w ręce Ukraińców podjął po spotkaniu z dronem operującym na froncie. Historia 45-letniego Siergieja trafiła do sieci za pośrednictwem 3. Brygady Operacyjnej "Spartan".
Mężczyzna odbywał karę najpierw za pobicie emeryta i rabunek, potem za kradzież metalu. Tuż przed wyjazdem na front groziła mu trzecia odsiadka za to, że zadał ciosy nożem własnemu bratu. Zrobił to prawdopodobnie z zazdrości - podaje agencja Unian.
Rosjanin przyznał, że podjął decyzję o poddaniu się, obawiając się mocy ukraińskich dronów, które znał z rosyjskiej telewizji, gdzie miały być przedstawiane jako niezwykle skuteczne i niebezpieczne. W tej sytuacji uznał, że lepiej jest oddać się w ręce przeciwnika, niż ryzykować życie w walce przeciwko technologii, której się obawiał. Wiadomo, że na wojnie nie oddał ani jednego strzału.
Kiedy dron Spartan zaproponował poddanie się, nawet się nie wahałem. Słyszałem w rosyjskiej telewizji, że Ukraińcy mają potężne bezzałogowe samoloty Baba Jaga, które wysadzają schrony. Dlatego nie chciałem stać się celem takiego drona - cytuje jego słowa agencja Unian.
Na filmie opowiadał, że był jednym ze swojej grupy, który przeżył. Jeden z jego towarzyszy wysadził się granatem w drodze na punkt kontrolny, a drugi zginął prawdopodobnie w ataku drona.
45-latek jest mieszkańcem Udmurcji, republiki w europejskiej części Rosji, położonej w rejonie Wołgi. Ma status autonomicznej. Zamieszkuje ją ludność udmurcka (naród ugrofiński) oraz Rosjanie i inne mniejszości. Jest tam ok. 1.5 mln mieszkańców.