Rosyjska baza danych o ukraińskich dzieciach. "Świat musi położyć temu kres"

Rosjanie stworzyli bazę danych ukraińskich sierot, umożliwiając wybór dzieci do adopcji według cech fizycznych.

Rosyjska baza danych o ukraińskich dzieciach. "Świat musi położyRosyjska baza danych o ukraińskich dzieciach. "Świat musi położy
Źródło zdjęć: © Getty Images, Meduza.io
Edyta Tomaszewska

Najważniejsze informacje

  • Baza zawiera profile 294 ukraińskich dzieci.
  • W bazie można filtrować dzieci według cech fizycznych.
  • Organizacje potępiają działania Rosji.

Władze założonej przez rosyjskich separatystów tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej, opublikowały bazę danych, w której znajdują się profile 294 ukraińskich sierot. Każdy wpis zawiera szczegółowe informacje o dziecku, w tym imię, nazwisko, zdjęcie oraz opis osobowości i zainteresowań. Użytkownicy mogą filtrować dzieci według płci, wieku, koloru oczu i włosów.

Nieagresywna, miła. Chętnie podejmuje się zadań. Jeśli za coś się zabiera, doprowadza to do końca - brzmi jeden z opisów.

Reakcja organizacji

Publikacja tej bazy wywołała oburzenie. Mykoła Kułeba, szef organizacji Save Ukraine, porównał sposób prezentacji dzieci do katalogu niewolników.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Nawrocki rzuci snusy? Leśkiewicz: To w ogóle nie jest istotne

Sposób, w jaki opisują nasze dzieci, nie różni się niczym od katalogu niewolników. To współczesny handel dziećmi i świat musi położyć temu kres - powiedział Kułeba, cytowany przez niezależny portal Meduza.

Wiele z dzieci w bazie urodziło się przed rosyjską inwazją i posiada ukraińskie obywatelstwo. Niektóre z nich straciły rodziców w wyniku rosyjskich ataków, a inne otrzymały rosyjskie dokumenty, co ma na celu legalizację ich wywozu z Ukrainy.

Rodziców niektórych zabiły okupacyjne władze, innym wyrobiono rosyjskie dokumenty, żeby zalegalizować porwanie - stwierdził Kułeba.
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Sekcja komentarzy coraz częściej staje się celem farm trolli. Dlatego, w poczuciu odpowiedzialności za ochronę przed dezinformacją, zdecydowaliśmy się wyłączyć możliwość komentowania pod tym artykułem.
Redakcja serwisu o2