Ryby są mniejsze i szybciej dojrzewają. Naukowcy wiedzą, dlaczego
Ryby stają się coraz mniejsze nie tylko z powodu intensywnych połowów, ale także wskutek ewolucji wywołanej zmianami klimatu – wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców z Polski i Australii, cytowanych przez PAP.
Najważniejsze informacje
- Nowy model Polaków i Australijczyków pokazuje, że zmiany rozmiarów ryb napędza szybka ewolucja.
- Do 2100 r. połowy 43 kluczowych gatunków mogą spaść o ok. 22 proc., gdy uwzględnimy karlenie ryb.
- Eksperci wskazują na potrzebę ochrony dużych samic i rozwoju rezerwatów morskich.
Badacze z Uniwersytetu Jagiellońskiego i ośrodków w Australii opracowali model, który wyjaśnia, dlaczego ryby stają się mniejsze i wcześniej dojrzewają. Wyniki ukazały się w czasopiśmie "Science". Jak podaje PAP, zespół pod kierunkiem prof. Jana Kozłowskiego sprawdził, jak ryby rozdzielają energię między wzrost a rozród w warunkach rosnącej śmiertelności spowodowanej przez połowy i podniesienie temperatury wody.
Model pokazuje, że im wyższa śmiertelność, tym mniej opłaca się inwestować w rozmiar, a bardziej w szybkie dojrzewanie. Prof. Kozłowski tłumaczy, że to przesuwa strategię życiową całych populacji na korzyść mniejszych osobników. Naukowcy przetestowali podejście na danych ponad 2 tys. gatunków i wskazali kluczową rolę dużych samic w reprodukcji. To one składają nieproporcjonalnie więcej jaj, co podnosi wagę ich ochrony.
Nie przestają nawet zimą. Turyści patrzą z zaciekawieniem
Ewolucja może przebiegać w ciągu kilku lub kilkunastu pokoleń, jeśli zmieniają się warunki środowiska — powiedział prof. Kozłowski w rozmowie z PAP.
To uderza w dotychczasowe modele rybołówstwa, które ignorowały wpływ szybkich zmian ewolucyjnych i przez to zaniżały skalę przyszłych strat w połowach.
Prognozy dla połowów i przykład dorsza bałtyckiego
Uwzględnienie karlenia w prognozach zmienia obraz gospodarki rybnej. Według analiz do 2100 r. połowy 43 ważnych gospodarczo gatunków mogą obniżyć się o ok. 22 proc. Bez efektu ewolucji spadek wyniósłby ok. 14 proc. Dane FAO z 2025 r. wskazują, że już dziś 35 proc. łowisk jest przeeksploatowanych. Przykład z naszego regionu jest namacalny: między 1996 a 2019 r. maksymalna długość dorsza bałtyckiego spadła z 115 do 54 cm, a granica dojrzewania z 40 do 20 cm.
Każdy wzrost śmiertelności działa w tym samym kierunku – sprzyja mniejszym rozmiarom ciała. Dotyczy to zarówno odławiania ryb, jak i ocieplenia wód, a także innych czynników, jak zanieczyszczenie środowiska — wyjaśnił prof. Kozłowski w rozmowie z PAP.
Ocieplenie oceanów dodatkowo przyspiesza ten trend i może pogłębiać spadki w połowach.
Co można zrobić: rezerwaty i mniejsza presja połowowa
Autorzy pracy wskazują konkretne działania. Najważniejsze to lepsza ochrona dużych osobników, w tym rozwój dużych rezerwatów morskich. Tam ryby mogą dorastać, rozmnażać się i "zasilać" sąsiednie łowiska potomstwem. - Jedna samica o masie 10 kg złoży znacznie więcej jaj niż dziesięć samic o masie 1 kg — podkreślił naukowiec. Równolegle potrzebne jest spowalnianie zmian klimatu, bo wolniejsze tempo daje przyrodzie większą szansę adaptacji.
Kwestia odwracalności zmian zależy od zachowania różnorodności genetycznej w populacjach. - Dopóki istnieją geny umożliwiające powrót do wcześniejszej strategii, proces jest odwracalny — tłumaczył prof. Kozłowski. Jeśli jednak część wariantów zniknie, powrót do większych rozmiarów będzie trudny i długotrwały. Z tego powodu badacze akcentują prewencję: ograniczenie presji połowowej, ochronę dużych ryb i rozwój obszarów chronionych.
Jeśli zmiany zachodzą wolniej, przyroda ma większą szansę sobie z nimi poradzić - podsumował w rozmowie z PAP prof. Kozłowski.