Skandal w Oleśnicy. Zostali nagrani. "Panowie, serio?"
Skandaliczne zdarzenie na terenie hotelu Garden i baru Oaza w Oleśnicy. Zniknęły stamtąd butelki podlegające systemowi kaucyjnemu. Kradzież została zarejestrowana przez kamerę, a w sieci pojawił się mocny wpis.
Źródło zdjęć: © Facebook | Hotel Garden
"Panowie, serio? Czy naprawdę nie jest Wam trochę głupio zabierać nasze butelki kaucyjne w biały dzień i to pod samą kamerą?" - napisano na samym wstępie pierwotnej wersji facebookowego posta.
Następnie zasygnalizowano, że to kolejna taka sytuacja. "Ekipa z 4 czerwca przynajmniej próbowała działać pod osłoną nocy. Też ich widać, ale doceniamy samą próbę zachowania odrobiny tajemnicy" - podkreślono.
Butelki nie pojawiają się same, najpierw za nie płacimy, a potem ktoś je segreguje, magazynuje i później oddaje. Publikujemy ku przestrodze i trochę liczymy, że zrobi Wam się głupio, jak ktoś znajomy ogarnie po koszulkach, na jakie zakupy chodzicie. Kiedyś kradli złoto i diamenty, dzisiaj plastikowe butelki - podsumowano.
"Post wzbudził dużo emocji"
Po pewnym czasie - w poniedziałkowy poranek - doszło do edycji wpisu. Hotel Garden przedstawił kolejne stanowisko w tej sprawie:
Kochani Goście, post wzbudził dużo emocji i słusznie. Worek butelek wydaje się śmiesznym łupem, ponieważ do niedawna miał jeszcze mniejszą wartość, niż teraz, jednak pokazuje mentalność ludzi. Wiele lokali mierzy się z problemem regularnych kradzieży rzeczy o większej wartości, nasz lokal również. Ludzie wchodzą na teren prywatny i myślą, że mogą go demolować i zabierać wszystko, co się na nim znajduje. Gdybyśmy mieli zgłaszać każdą taką kradzież, to musielibyśmy mieć jedną osobę na cały etat chodzącą na policję.
Dla wszystkich zainteresowanych - butelki odkładane są do specjalnie oznakowanego pojemnika z napisem "kaucja" przez obsługę. Nie sądziliśmy, że trzeba będzie zamykać je na klucz, ale mamy nauczkę i tak zrobimy.
Wydaje nam się, że moment, którym ktoś wchodzi w głąb terenu w konkretnym celu i skonfrontowany przez pracownika reaguje agresją to znak, że wiedział, że nie może tych butelek i puszek zabrać. Sprawa rozchodzi się o coś więcej, niż o te butelki - napisano.