Rafał Strzelec| 
aktualizacja 

Spec o postrzelonych policjantach. Mówi o "Ojcu Mateuszu"

164

Dwóch policjantów postrzelonych przez Maksymiliana F. przebywa w stanie krytycznym w szpitalu. Mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Najpierw postrzelił mundurowych, a potem uciekł, lecz po kilku godzinach został złapany. Piotr Caliński, były komendant Centrum Szkolenia Policji w Legionowie w rozmowie z "Faktem" krytycznym okiem patrzy na działania rannych mundurowych.

Spec o postrzelonych policjantach. Mówi o "Ojcu Mateuszu"
Maksymilian F. zatrzymany po postrzeleniu policjantów (Policja Dolnośląska, Policja Dolnośląska)

Maksymilian F. postrzelił w piątek (1 grudnia) dwóch policjantów, którzy wieźli go do pomieszczenia dla osób zatrzymanych we Wrocławiu. Co prawda 44-latek uciekł z miejsca zdarzenia, ale po kilku godzinach wpadł w ręce funkcjonariuszy.

Mężczyzna odpowie za usiłowanie zabójstwa dwóch policjantów. Maksymilianowi F. grozi dożywocie. Policjanci, którzy zostali ranni, są w ciężkim stanie. Lekarze walczą o ich życie.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Zatrzymali busa do kontroli. Pokazali, co przypadkiem odkryli w środku

Ekspert krytycznie o działaniach mundurowych

Wiadomo, że Maksymilian F. miał w nieoznakowanym pojeździe policji swój pistolet. Broń znaleziono przy nim w momencie zatrzymania w sobotę (2 grudnia) rano. "Fakt" zapytał o ocenę działań dwóch rannych mundurowych Piotra Calińskiego, byłego komendanta Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, obecnie wykładowcę Collegium Civitas oraz Instytutu Nauk Ekonomicznych INE PAN. Jak to możliwe, że bandyta miał przy sobie broń w policyjnym aucie? Caliński uważa, że "doświadczeni policjanci nie mogliby zachować się w ten sposób".

Jak podkreśla, sytuacja nie była dynamiczna. Mundurowi mieli zaplanowane zatrzymanie. - Nie zostali tam wysłani policjanci z patrolu pieszego, z "łapanki", tylko na pewno operacyjni. Tymczasem popełniono tam tyle błędów, że aż trudno w to uwierzyć - uważa Caliński.

Przecież ten mężczyzna niedawno zamieścił w internecie film, w którym straszy, że będzie strzelał do policjantów. Musieli się więc tego spodziewać. A jeżeli nie widzieli tego nagrania, to tym gorzej, bo to oznacza, że nie byli dostatecznie przygotowani do tej akcji przez swoich przełożonych - mówi ekspert w rozmowie z "Faktem".

Caliński nie może uwierzyć, że policjanci nie przeprowadzili dokładnego przeszukania u Maksymiliana F. Przecież z domu 44-latek został przetransportowany na komisariat, a dopiero potem razem z policjantami jechał do docelowego miejsca zatrzymania. - Musiał ją mieć (broń przyp red.) w miarę na wierzchu, skoro bez problemu po nią sięgnął w policyjnym samochodzie - uważa ekspert. Dodał, że policyjna broń ma właściwe zabezpieczenia, więc Maksymilian F. nie mógłby jej wyrwać stróżom prawa.

Fatalne szkolenie przyczyną problemów w policji?

Piotr Caliński twierdzi, że błędy popełnione przez mundurowych w tym przypadku, jak i w sprawie śmierci 14-letniej Natalii z Andrychowa, która zmarła pod sklepem w wyniku krwotoku i obrzęku mózgu, mogą wynikać ze złego przygotowania do zawodu.

To wygląda, jakby ci funkcjonariusze szkolili się na serialach "Ojciec Mateusz" albo "Komisarz Alex". Kajdanki zapięte z przodu, to karygodny błąd. Prawo nakazuje zapiąć je z tyłu. Tak mówi ustawa o środkach przymusu. Co do tego, że nikt nie usiadł z przestępcą z tyłu, było to błędem, ale być może wynikało to z okoliczności, których nie znamy - uważa Caliński.

Ekspert "Faktu" dodaje, że nawet taksówkarz "obserwuje w lusterku tego, kogo przewozi, bez względu, czy to bandyta, czy zakonnica" . - Zawsze może się coś wydarzyć - uważa wykładowca.

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić