Sprawa dotyczy pani Dominiki (imię zmienione przez redakcję "GW" red.), około 40-letniej kobiety pochodzącej z okolic Zamościa. Na Facebooku odezwał się do niej nieznany mężczyzna - pan Grzegorz. Początkowo były to zwykłe, niewinne rozmowy. Z czasem jednak mężczyzna zaczął wysyłać sprośne wiadomości. Nie wiadomo nawet, skąd wziął numer telefonu kobiety.
"Jesteś piękną kobietą, potrafię docenić urodę", "Od wtorku do piątku jestem do dyspozycji" - pisał mężczyzna. Potem prosił kobietę, by wysłała mu swoje nagie zdjęcia. - Byłam oburzona, przerażona, wyprowadzona z równowagi. Nie odpowiedziałam i natychmiast zablokowałam go na Facebooku - mówi rozmówczyni "Wyborczej".
Mężczyzna nie przestawał prześladować kobiety wiadomościami. Były one coraz bardziej bulwersujące. "Lubisz pieszczenie twoich piersi", "Lubię depilowane kobiety, depilujesz się?", "Tylko ja mam małe łóżko, więc raczej nie poszalejemy" - to tylko kilka przykładów sprośnych wiadomości wysyłanych przez mężczyznę. Dołączał także fotografię swojego nagiego torsu.
Potem pani Dominika dowiedziała się, że Grzegorz jest księdzem. - Ścięło mnie z nóg - przyznaje. - Wszystko się zgadzało, roznegliżowany, onanizujący się mężczyzna na znalezionych zdjęciach w sieci odprawia mszę, modli się, spowiada, udziela wiernym komunii świętej, bierze udział w uroczystościach kościelnych. Nie mogłam sobie z tym poradzić, zwłaszcza że jestem osobą wierzącą - dodaje kobieta.
Poszła do biskupa
Kobieta zapowiedziała, że poinformuje proboszcza parafii i biskupa o zachowaniu księdza. Ten błagał ją, by tego nie robiła, bo go to zniszczy. Pani Dominika nie dała jednak za wygraną. Na rozmowę z biskupem poszła z przyjaciółką.
- Przedstawiłam krok po kroku wszystkie dowody. Biskup Rojek wszystko przyjął na chłodno, bez zaskoczenia. I szybko przejął inicjatywę: "Kim pani jest? Skąd pani jest? Jakie macie z księdzem Grzegorzem relacje? Skąd miał on pani numer telefonu?" - wypytywał dociekliwie. Zaczął mi radzić, by w podobnych przypadkach zdecydowanie usuwać z kontaktów takie numery telefonów - relacjonuje pani Dominika.
Kobieta była zaskoczona pytaniami o relacje z księdzem i o to, skąd miała jego numer. Biskup zaproponował złożenie pozwu cywilnego. Kobieta wskazała, że "to Kościół ponosi odpowiedzialność za księdza Grzegorza". Biskup Marian Rojek zaczął się bronić, wskazując na uzależnienie duchownego od alkoholu.
"Nie mam władzy nad tym człowiekiem, jest alkoholikiem. Co ja mogę, mam mu obciąć głowę?" - miał powiedzieć biskup.
Potem pani Dominika poszła do proboszcza parafii pw. św. Michała Archanioła w Zamościu. Pokazała mu film, na którym ks. Grzegorz się onanizuje. - Proboszcz na podstawie rozkładu mebli w pomieszczeniu jednoznacznie potwierdził, że ks. Grzegorz robi to w zajmowanym przez siebie pokoju, na terenie jego parafii - relacjonuje kobieta.
Ksiądz o swoim zachowaniu
Rzecznik kurii zamojsko-lubaczowskiej ks. Sylwester Zwolak przekazał, że ks. Grzegorz obecnie przebywa na urlopie zdrowotnym i jest skierowany na terapię. Jak dodał, kurii znane są zachowania duchownego. Przekazał, że zostały już wyciągnięte wobec niego konsekwencje wymagane przez prawo kanoniczne.
Według ustaleń "Wyborczej" ksiądz Grzegorz w marcu tego roku został zatrzymany za jazdę pod wpływem alkoholu. Został skazany na 8 tys. zł grzywny. Ma 4-letni zakaz prowadzenia pojazdu.
Ksiądz Grzegorz zabrał głos w rozmowie z "GW". - Przyznaję dziś, że to były głupie, niepotrzebne SMS-y. Cóż, tak się stało. Poniosłem już konsekwencję tej sprawy, podobnie jak i jazdy po alkoholu. Oświadczam, że poddam się leczeniu, mam już wyznaczony termin - przyznał duchowny.