12 sierpnia w Toruniu doszło do dramatycznego wypadku, który opisaliśmy jako pierwsi w kraju. 14-latek poruszający się elektrycznym pojazdem (przypominającym hulajnogę) wjechał w 7-latkę. Dziewczynka upadła na głowę. Jej stan zagrażał życiu i zdrowiu. Lekarzom z Bydgoszczy udało się ustabilizować stan Amelki, która cudem uniknęła operacji czaszki.
Z naszych ustaleń wynikało, że nastolatek poruszał się po chodniku przystani AZS w Toruniu pojazdem z siodełkiem (który - wedle prawa - jest motorowerem). Mijał przechodniów. W pewnym momencie stracił panowanie nad "hulajnogą" i uderzył w dziecko.
Sprawę chłopaka o pseudonimie "Bandyta" bada policja. W toku śledztwa okazało się, że pojazd, którym jechał nastolatek nie jest jego własnością. Bez pozwolenia zabrał ją synowi właściciela "hulajnogi".
Podchodzi do mnie "Bandyta" i pyta, czy może się przejechać z siodełkiem. Akurat założyłem na hulajnogę siodełko. Mówię mu, że nie ma takiej opcji. On jednak wsiadł i pojechał. Nie wiem, gdzie. Nie było go długo. Zaczęliśmy go szukać. Wtedy okazało się, że "Bandyta" wjechał w dziecko - relacjonuje chłopak, do którego ojca należał pojazd, którym 14-latek potrącił Amelkę.
Policja w rozmowie z o2.pl potwierdza wszystkie nasze wcześniejsze ustalenia. Wiadomo już, że ojciec nastolatka, któremu "Bandyta" ukradł pojazd, miał zostać ukarany mandatem. Postanowił jednak nie przyjąć kary.
Policjanci już na miejscu zdarzenia dotarli do właściciela "hulajnogi", który udostępnił ją swojemu synowi, a ten kolejnej osobie. Policjanci zauważyli, że pojazd ma siodełko i sklasyfikowali go nie jako hulajnogę elektryczną, a sprzęt, który jest motorowerem. Na mężczyznę nałożono mandat karny za udostępnienie pojazdu osobie bez uprawnień. Mężczyzna nie przyjął mandatu w wysokości 5 tys. zł. Sprawa trafi do sądu - mówi w rozmowie z o2.pl podkom. Dominika Bocian, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Toruniu.
O konsekwencjach zdarzenia ostatecznie zdecyduje sąd. Policja potwierdza, że to niejedyne działania, które przeprowadzono na miejscu wypadku.
Początkowo policjanci otrzymali informację, że dziewczynka jest w szoku i nie ma żadnych poważnych obrażeń. Na wszelki wypadek została przetransportowana do szpitala. Tam okazało się, że obrażenia 7-latki są jednak poważniejsze, a sprawę sklasyfikowano jako wypadek. Zabezpieczono monitoring miejsca zdarzenia i pojazd. Wykonano już oględziny "hulajnogi" - dodaje podkom. Bocian w rozmowie z o2.pl.
Policja potwierdza, że przesłuchano już świadków zdarzenia. Śledczy oczekują jeszcze na akta medyczne Amelki, które niedługo ma przekazać szpital.
Po otrzymaniu akt zostanie zlecona do przygotowania opinia biegłego z dziedziny medycyny, który oszacuje obrażenia. Po zebraniu dokumentów zostaną one przekazane do sądu rodzinnego - mówi o2.pl oficer prasowa toruńskiej policji.
Nastolatek, który spowodował wypadek nie będzie sądzony jak dorosły. Zajmie się nim sąd rodzinny. Maksymalna kara, jaka mu grozi to pobyt w zakładzie poprawczym do 21 roku życia.