Stuletnie dęby zniknęły z osiedla. Mieszkańcy oskarżają dewelopera

Na osiedlu w Nowym Dworze Mazowieckim zniknęły dęby, które mieszkańcy opisywali jako ponad 100-letnie. Jak relacjonuje w reportażu TVN Uwaga, deweloper usunął drzewa przed zakończeniem procedury w urzędzie miasta i nie wpuścił na teren budowy służb.

.Stuletnie dęby zniknęły z osiedla. Mieszkańcy oskarżają dewelopera
Źródło zdjęć: © Facebook | TVN Uwaga
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Mieszkańcy twierdzą, że koparki dewelopera wyrwały z korzeniami ok. stuletnie dęby rosnące przy osiedlowym placu zabaw.
  • Burmistrz Nowego Dworu Mazowieckiego mówi, że miasto nie wydało zgody na wycinkę, a mimo to drzewa zniknęły.
  • Szacowana kara administracyjna za usunięcie drzew to ok. 120 tys. zł.

Państwo Natalia i Maciej wybrali osiedle ze względu na spokojną okolicę, dobry dojazd do Warszawy oraz dużą ilość zieleni. Przekonała ich kameralna zabudowa i starannie zagospodarowane tereny rekreacyjne.

Ich dzieci spędzały całe wakacje na osiedlowym placu zabaw, położonym w cieniu ponad stuletnich dębów. Dziś jednak mieszkańcy obawiają się o przyszłość tego miejsca. Jak mówią, spokój zniknął po pojawieniu się informacji o planowanej w sąsiedztwie dużej inwestycji.

Według relacji programu TVN Uwaga deweloper rozpoczął tuż pod oknami mieszkańców budowę kolejnego budynku, opisywanego jako siedmiopiętrowy apartamentowiec. Żeby przygotować teren, zlikwidowano m.in. plac zabaw, a następnie usunięto stare dęby.

Karolina Pisarek ze łzami w oczach: "Nie mogę urodzić naturalnie"

W zasadzie nie zostały wycięte, a wyrwane z korzeniami przez koparki dewelopera - mówił pan Maciej dla TVN Uwaga.

Pan Maciej nie kryje oburzenia prowadzonymi pracami. Jak podkreśla, wycinka drzew odbywała się w okresie lęgowym ptaków, a na wielu z nich znajdowały się gniazda, dlatego działania te określa jako przejaw barbarzyństwa wobec przyrody. Dodaje również, że dzień wcześniej na terenie inwestycji pojawili się urzędnicy z magistratu, którzy przeprowadzili kontrolę. Po zgłoszeniach mieszkańców na miejsce pojechali przedstawiciele urzędu oraz służby.

Okazało się, że deweloper zabarykadował bramę i nie wpuścił mojej współpracowniczki. Została wezwana straż miejska, która również nie została wpuszczona na teren budowy. Powiadomiona została także policja, która nie została wpuszczona - relacjonował w reportażu Sebastian Sosiński, burmistrz Nowego Dworu Mazowieckiego.

Jak relacjonuje Tomasz Kulesza, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Nowym Dworze Mazowieckim, na miejsce przyjechał kierownik budowy, który skontaktował się z inwestorem. Ten miał jednoznacznie zakazać wejścia przedstawicielom magistratu na teren inwestycji.

Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. Po odjeździe straży miejskiej i policji mieszkańcy nadal obserwowali plac budowy. Jak mówi Piotr Zakrzewski, przewodniczący zarządu osiedla nr 2, udało im się zarejestrować moment, w którym koparki ładowały na wywrotki pocięte i zmiażdżone drzewa.

Spór o pozwolenie na wycinkę i możliwą karę

Burmistrz tłumaczył, że deweloper złożył wniosek o zgodę na wycinkę, ale drzewa zniknęły, zanim miasto zakończyło procedurę.

Te oględziny jednoznacznie wskazały, że drzewa są zdrowe. To były dęby, które miały kilkadziesiąt, może nawet sto lat - mówił Sebastian Sosiński.

Dodał też, że po opinii dendrologicznej dewelopera miasto przedłużyło procedurę o 30 dni, rozważając powołanie biegłego.

Deweloper w piśmie do burmistrza miał przekonywać, że wycinka była konieczna ze względu na stan drzew i ryzyko dla ludzi po osunięciu ziemi i przy silnym wietrze.

Dokumenty złożone przez dewelopera pokazują, że drzewa od początku były przeszkodą dla inwestycji. We wniosku o zgodę na wycinkę wskazano konkretne okazy przeznaczone do usunięcia, a z projektu wynika, że bez ich wycięcia siedmiopiętrowy apartamentowiec nie mógłby powstać w zaplanowanym kształcie.

Zdaniem starosty nowodworskiej Magdaleny Biernackiej projektant powinien przewidzieć takie ograniczenia już na etapie przygotowywania inwestycji, bo drzewa nie pojawiają się nagle na działce. Jeśli zgody na wycinkę ostatecznie nie będzie, inwestor będzie musiał wystąpić o zmianę pozwolenia na budowę, a to może oznaczać konieczność przeprojektowania budynku i zmniejszenia powierzchni mieszkań przeznaczonych na sprzedaż.

Odpowiedzialni deweloperzy czy architekci projektują wokół drzew. A tu nie mieliśmy do czynienia z inwestorem, który buduje po raz pierwszy - tłumaczył Artur Celiński z Architektura Murator.

Kontrowersje nie kończą się jednak na wycince drzew. Mieszkańcy nie mogą pogodzić się z faktem, że pomiędzy trzy- i czteropiętrowymi blokami z przełomu lat 80. i 90. ma stanąć siedmiokondygnacyjny apartamentowiec.

Stuletnie dęby zniknęły z osiedla. Oto możliwa kara

Mieszkańcy czują się oszukani. Pani Natalia wspomina, że podczas zakupu mieszkania deweloper zapewniał przyszłych lokatorów o niskiej, kameralnej zabudowie. Dziś za oknami ma wyrosnąć budynek, który – jak mówią sąsiedzi – zdominuje całe osiedle. Nawet jeśli inwestor poniesie konsekwencje za nielegalną wycinkę drzew, kara może okazać się niewspółmierna do potencjalnych zysków. Burmistrz szacuje ją na około 120 tys. zł

Wybrane dla Ciebie