Marcin Lewicki
Marcin Lewicki| 

Syn doniósł na nią do szkoły. Teraz ma Niebieską Kartę

76

14-latek z Torunia poskarżył się nauczycielowi, że pokłócił się z mamą. Teraz kobieta ma założoną tzw. Niebieską Kartę. To efekt tzw. "ustawy Kamilka". Ta ma chronić dzieci przed przemocą ze strony dorosłych. Matka nastolatka uważa jednak, że szkoła posunęła się za daleko i "zrobiła z jej rodziny patologię".

Syn doniósł na nią do szkoły. Teraz ma Niebieską Kartę
Rodzina z Torunia będzie miała Niebieską Kartę. Wszystko przez zachowanie nastolatka (KPP Świdnica, Wikipedia, Mateuszgdynia)

"Gazeta Wyborcza" opisuje historię kobiety, której 14-letni syn poinformował nauczycieli, że pokłócił się z mamą. Mieszkanka Torunia została wezwana do szkoły, a jej rodzina będzie miała założoną Niebieską Kartę.

Z relacji kobiety wynika, że między nią, a jej synem doszło do niepozornej kłótni. Torunianka podkreśla, że "przeprosiła syna za użyte słowa, ale 14-latek miał nie wspomnieć o tym pedagogom".

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Niebezpieczny "Squid Game". Ekspert ostrzega przed "fajną zabawą w zabijanie"

Pedagog, która rozmawiała z matką syna przekazała, że "spotkanie ma charakter informacyjny".

Pani syn mówił o rzeczach, które sprawiały mu trudność w relacjach z panią i zwrócił się do mnie o pomoc w tej sprawie. Zaprosiłam go na rozmowę w obecności nauczyciela, podczas której Maciek wylał z siebie opisy różnych sytuacji mających miejsce w domu z pani udziałem - miała powiedzieć kobiecie przedstawicielka szkoły.

Na koniec rozmowy torunianka dowiedziała się, że szkoła uruchomiła procedurę Niebieskiej Karty, czyli dokumentu dla rodzin z przemocą.

Chciałabym, żeby pani dobrze odebrała to, co się wydarzyło, bo każdy kolejny krok jest ważny w waszej relacji z synem. To zgłoszenie sygnału, że coś niepokoi - miała przekazać szkolna pedagog.

"Gazeta Wyborcza" poinformowała, że w sprawę został zaangażowany ojciec nastolatka, z którym jego matka ma konflikt. Kobieta ma żal do szkoły, że "zrobiono z niej patologię".

Czuję się jak jakaś patologia. To ja muszę się iść tłumaczyć przed obcymi ludźmi, a przy okazji mogę stracić opiekę nad synem, bo jego ojciec nie zawaha się, by tę sytuację wykorzystać przeciwko mnie. Rozumiem procedury, ale gdzie jest czynnik ludzki? - pyta zbulwersowana kobieta.

To efekt tzw. ustawy Kamilka

Jak to możliwe? Okazuje się, że zachowanie dyrekcji Zespołu Szkół Muzycznych im. Karola Szymanowskiego w Toruniu to pokłosie tzw. ustawy Kamilka z 15 lutego 2024 roku.

To nowelizacja Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego będąca pokłosiem śmierci ośmiolatka z Częstochowy, który został zakatowany przez swojego ojczyma, przy biernej postawie innych członków rodziny.

W myśl ustawy, placówki oświatowe są zobowiązane do natychmiastowej reakcji przy najmniejszym podejrzeniu przemocy domowej w rodzinie. Z tego względu, jak przekazują rozmawiający z "Gazetą Wyborczą" eksperci, zachowanie szkoły było prawidłowe, a "rodzice nie powinni oburzać się z powodu procedur, działających dla dobra dzieci.

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem stronyKliknij tutaj, aby wyświetlić