Strażak z OSP w Dobrzejewicach pod Toruniem dopuścił się wielu wykroczeń na drodze. W brawurowy sposób wyprzedzał m.in. na "podwójnej ciągłej". - Sposób jazdy przedstawiony na nagraniu nie powinien mieć miejsca. Strażak wyraził skruchę oraz ma świadomość popełnionego błędu - komentują dla o2.pl przedstawiciele gminy Obrowo, która zarządza OSP.
24 lutego strażak z OSP w Dobrzejewicach szarżował na ruchliwej drodze krajowej nr 10. Jadąc od strony Torunia, wielokrotnie złamał przepisy ruchu drogowego. Nagraliśmy jego "popisy".
Mężczyzna wyprzedzał m.in. na powierzchni wyłączonej z ruchu i podwójnej linii ciągłej. W pewnym momencie zjechał na przeciwległy pas, jadąc na "czołówkę" z ciężarówką. Ostatecznie zjechał w kierunku remizy OSP w Dobrzejewicach.
Szaleńczą jazdę mężczyzny skomentowali przedstawiciele podtoruńskiej gminy Obrowo, którym pokazaliśmy nagranie. To ta jednostka samorządu terytorialnego odpowiada za zarządzanie OSP. Przedstawiciele gminy potwierdzili w rozmowie z o2.pl, że złamania przepisów dopuścił się strażak z lokalnej jednostki. Przekazali, że mężczyzna przeprosił za swoje zachowanie.
Sposób jazdy przedstawiony na nagraniu nie powinien mieć miejsca. Strażak wyraził skruchę oraz ma świadomość popełnionego błędu. W jednostce została przeprowadzona rozmowa dyscyplinująca, podczas której przypomniano zasady bezpiecznego poruszania się po drogach publicznych oraz odpowiedzialność, jaka spoczywa na osobach pełniących służbę w ochotniczych strażach pożarnych - przekazała o2.pl Joanna Zielińska, zastępca wójta gminy Obrowo.
Zielińska ujawniła, że powodem jazdy strażaka-ochotnika było oczekiwanie na klucze, aby wejść do budynku OSP.
W opisywanym przypadku część strażaków, którzy dotarli wcześniej do remizy, oczekiwała przed budynkiem, ponieważ nie posiadali klucza umożliwiającego wejście do środka i przygotowanie pojazdu do wyjazdu. W związku z tym konieczne było jak najszybsze dotarcie osoby posiadającej dostęp do remizy, aby możliwe było podjęcie dalszych działań i ewentualny wyjazd do zdarzenia - poinformowała przedstawicielka gminy Obrowo.
Ze słów Joanny Zielińskiej nie wynika, aby strażacy w danym momencie mieli oczekiwać na interwencję. Zastępca wójta gminy Obrowo wskazuje jednak, że członkowie OSP chcieli się przygotować na taką ewentualność.
W ostatnich latach coraz częściej zdarza się, że jednostki OSP są dysponowane do zdarzeń związanych bezpośrednio z ratowaniem zdrowia i życia ludzi, takich jak nagłe zatrzymanie krążenia, wypadki drogowe czy inne sytuacje wymagające natychmiastowej pomocy przedmedycznej. Z takim właśnie przeświadczeniem strażak udawał się wówczas do remizy, chcąc jak najszybciej dołączyć do wyjazdu ratowniczego - dodała Zielińska.
Przedstawicielka gminy dodała, że "działania strażaków ochotników wynikają z chęci niesienia pomocy innym i często odbywają się w poczuciu konieczności jak najszybszego dotarcia do remizy". Strażak miał kierować się poczuciem, że "jedzie do zdarzenia wymagającego pilnej interwencji" i "stanem wyższej konieczności".
Dodajmy, że trwają prace legislacyjne nad wprowadzeniem zmian w prawie o ruchu drogowym. W myśl nowych przepisów strażacy OSP dostaną do dyspozycji zielone światła błyskowe, które będą mogli zainstalować w samochodach prywatnych.
Nie będą one nadawać druhom pozycji pojazdów uprzywilejowanych, a mają mieć wyłącznie formę informacyjną dla innych uczestników ruchu drogowego. Strażak jadący na interwencję nadal będzie musiał przestrzegać przepisów drogowych. Za nieuzasadnione użycie zielonego światła strażacy z OSP będą mogli spodziewać się kar. Przepisy zostały zaakceptowane przez MSWiA. Teraz ma się nimi zająć Sejm.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl.