Do Komendanta Miejskiego Policji w Poznaniu trafiło pismo od "zaniepokojonego obywatela". Do treści dotarli dziennikarze Głosu Wielkopolskiego. Autor zaznacza, że informacje wymagają sprawdzenia i nie przesądza o ich prawdziwości.
Zarzuty dotyczą Komisariatu Policji w Czerwonaku. Chodzi m.in. o organizację służby, nierówne traktowanie policjantów, możliwe faworyzowanie jednej z funkcjonariuszek, wykorzystywanie czasu służby do celów prywatnych oraz możliwe spożywanie alkoholu na terenie komisariatu - podaje dziennik.
- Atmosfera jest okropna. Kiedyś z chęcią chodziło się do tej pracy. Człowiek był zaangażowany, zależało mu, żeby ta jednostka dobrze działała. Teraz ludzie są psychicznie rozwaleni - mówi w rozmowie z Głosem anonimowy policjant.
Doświadczeni funkcjonariusze skarżą się na specjalne traktowanie jednej z policjantek. Podczas gdy inni mają po kilka dyżurów, ona ma znacznie mniej i zaczyna pracę o 16. Może to mieć związek z jej studiami. Skarżą się też na rozdzielanie spraw. Funkcjonariuszka rezygnuje z prostych spraw, by prowadzić te bardziej medialne. Miał jeździć z nią do prokuratury, uczestniczyć w czynnościach i przygotowywać dokumenty procesowe.
Patrzę w akta jednej sprawy: kto robi postanowienie? Podpis komendanta. Następna sprawa: kto robi odmowę? Znowu. Za nas takich rzeczy nie robi. Za mnie nie zrobił ani jednego pisma - mówi Głosowi Wielkopolskiemu jeden z policjantów.
Komendant ma wyjeżdżać z policjantką również na najprostsze interwencje. - To jest mój komisariat. Ja tu rządzę. Jak powiedziałem, że ma być tak, to ma być tak - ma odpowiadać szef komisariatu policjantom.
Na komisariacie w Czerwonaku ma się też lać alkoholu, o czym komendant otwarcie ma mówić. - Sam mówił, że ma alkohol i gdy ktoś do niego przychodzi, wypijają po kieliszku. Nam też proponował. Była też sytuacja, że postawił butelkę w kuchni - relacjonują dziennikowi funkcjonariusze.
Sprawą zajmuje się Wydział Kontroli Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. - Informacje zawarte w piśmie zostaną przeanalizowane i sprawdzone - przekazał portalowi sierż. Michał Wiśniowski z Zespołu Prasowego Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu.
Sam komendant twierdzi, że anonim to efekt mściwości i złości jednej z osób, którą podejrzewa o jego napisanie. Autor ma być również niechętny wobec wspomnianej funkcjonariuszki.
Nic więcej na tę chwilę nie mogę powiedzieć, dopóki sprawa nie zostanie wyjaśniona wewnętrznie. Najważniejsza jest teraz opinia pozostałych funkcjonariuszy. Anonim każdy może napisać. Kluczowe jest to, jakie podejście mają pozostali pracownicy - mówi Głosowi Wielkopolskiemu komendant Sławomir Rutkowski.